"Każdy ma wybór – albo u nas, albo w dyskoncie". Sprzedawczynie z bazaru o tym, co naprawdę kupujemy
Pęczek rzodkiewki za 3,50 zł kontra ten z marketu za 99 groszy – to różnica, która od razu rzuca się w oczy. Sprzedawczynie z białostockiego targu stawiają sprawę jasno: jakość i smak mają swoją cenę, a wybór należy do klienta. Na bazarze nie ma miejsca na targowanie, jest za to szczera rozmowa o tym, co tak naprawdę trafia na nasze talerze.
Na targowisku w Białymstoku klienci do cen podchodzą z dużym spokojem. Nasz reporter, Michał Biały, zapytał sprzedawców, jak klienci reagują na widok cen i czy próbują się targować.
Choć różnice względem dyskontów są widoczne, większość kupujących po prostu widzi cenę i płaci – targowanie się praktycznie tu nie istnieje. Uwagi o tym, że jest drogo, zdarzają się sporadycznie, bo większość osób doskonale wie, po co przychodzi na stragan. Szukają polskich produktów i prawdziwego smaku, którego nie da się podrobić w masowej produkcji.
Sprzedawczynie podkreślają, że za każdą rzodkiewką czy owocem stoi ciężka praca i konkretne nakłady finansowe rolnika.
- Dobra jakość, dobry smak, więc też trzeba za to zapłacić. Nie oszukujmy się, producent też musi wyłożyć pieniądze, żeby tę truskawkę mieć – mówi jedna ze sprzedawczyń z targowiska na ulicy Gajowej.
To przypomnienie, że wybierając lokalne warzywa, inwestujemy w jakość, której dyskontowy pęczek za niecałą złotówkę często nie jest w stanie zagwarantować. Ostatecznie decyzja zawsze należy do nas: oszczędność w portfelu albo bezkompromisowa jakość na talerzu.