Najsłynniejsza polska zupa pomylona z gulaszem. Która naprawdę skradła serca światowych gwiazd?
Gala Złotych Globów to zwykle wieczór pełen podziękowań dla reżyserów i producentów. Jednak podczas ostatniej edycji oczy całego świata, a już na pewno całej Polski, zwróciły się na jedną aktorkę. Jessie Buckley, odbierając statuetkę za rolę w filmie "Hamnet", zamiast o scenariuszu, postanowiła opowiedzieć o... polskiej zupie i tajemniczym, żeliwnym garnku.
Film "Hamnet" o życiu żony Williama Szekspira został doceniony przez krytyków, a Jessie Buckley, odbierając nagrodę dla najlepszej aktorki dramatycznej, ze wzruszeniem wspominała pracę na planie. Uwagę wszystkich przykuł jednak polski akcent, o którym opowiedziała prosto ze sceny.
- Praca na tym planie była niezwykłym przeżyciem, opowiadaliśmy bowiem historię prawdopodobnie najsłynniejszego Brytyjczyka wszech czasów, a mieliśmy chińską reżyserkę oraz sporo Irlandczyków i Polaków w ekipie. W trakcie zdjęć Tomek zaczął co jakiś czas znikać z planu. Pewnego dnia znalazłam go na tyłach jego wozu, gdzie kroił ziemniaki, cebulę i mięso. Przywiózł z Polski swój ogromny żeliwny garnek, w którym gotował zupę, a ta zupa zaczęła pojawiać się na planie. Była przepyszna. Dziękuję, że przyniosłeś swój garnek na plan - powiedziała podczas odbierania nagrody.
Rosół czy gulasz?
Kiedy świat usłyszał o "mięsie, ziemniakach i cebuli" gotowanych w wielkim kociołku, fani kulinariów natychmiast uznali, że mowa o zupie gulaszowej. Nic dziwnego, bo opis pasował idealnie do gęstej, sycącej potrawy, która kojarzy się z polową kuchnią. Gdy w sieci pojawiły się jednak zdjęcia zza kulis planu, wszystko stało się jasne. Na palniku, w słynnym żeliwnym garnku Tomasza Sternickiego, nie bulgotał gulasz, ale klarowny polski rosół.
Rosół na gęsinie - głęboki smak według tradycji
Wygląda na to, że aktorka uległa złudzeniu optycznemu lub po prostu uogólniła proces przygotowania bazy. Prawdopodobnie Jessie Buckley wzięła obrane korzenie selera i pietruszki za ziemniaki. W ten sposób rosół, król polskich stołów i niedzielnych obiadów, został na chwilę przebrany za gęstą zupę mięsną.
Żeliwny kociołek na planie filmu
Tomasz pełnił na planie funkcję gripa. To jedna z ról technicznych, odpowiedzialna za stabilność kamer, montaż szyn oraz obsługę urządzeń oświetleniowych we współpracy z operatorami. Jak się okazało, Sternicki dbał nie tylko o bezpieczeństwo sprzętu, ale i o morale ekipy. Doskonale wiedział, co robi, przywożąc z Polski swój ogromny żeliwny garnek.
Naczynia do gotowania polowego mają zdolność do równomiernego rozprowadzania ciepła i utrzymywania temperatury, co przy długim, wielogodzinnym "mruganiu" rosołu okazało się strzałem w dziesiątkę. Żeliwo sprawia, że smaki warzyw i mięsa jeszcze lepiej się przenikają, a sama zupa zyskuje domowy aromat, którego nie odtworzysz w żadnej restauracyjnej kuchni.
Nie pozostaje nic innego, jak pogratulować sukcesu i pozazdrościć zupy, która tak wpisała się w pamięć, że stała się ważnym wątkiem w przemówieniu zwyciężczyni.