Poszłam na zupę rybną tuż przy plaży w Gdańsku. To tam Gessler zrobiła rewolucję 13 lat temu
Czy lokal uratowany przez Magdę Gessler może nadal przyciągać tłumy po ponad dekadzie od emisji programu? W gdańskiej Tapas Rybce gości nadal nie brakuje, szczególnie latem. Są rybne specjały sprzedawane na wagę, wędzone ryby na wynos i klimat nadmorskiego baru tuż przy zejściu na plażę. Nie wszystko było idealne, ale kilka pozycji naprawdę pozytywnie zaskakuje.
Tapas Rybka w Gdańsku to jeden z tych adresów, które wielu kojarzy jeszcze z czasów "Kuchennych rewolucji". Magda Gessler odwiedziła ten lokal w 2013 r., a dziś — ponad dekadę później — miejsce wciąż działa i przyciąga tłumy, szczególnie w długie weekendy i latem. Postanowiłam sprawdzić w redakcyjnym teście smaku, czy to tylko sentyment i dobra lokalizacja przy plaży, czy może faktycznie nadal można tu dobrze zjeść.
Rewolucja sprzed lat, która nadal działa
Gastronomiczne mody zdążyły się kilka razy zmienić, a jednak lokal (dosłownie kilka kroków od plaży) nadal funkcjonuje i — co ważniejsze — wciąż przyciąga klientów. Już od wejścia widać, że to miejsce żyje nie tylko sezonem wakacyjnym. Nawet wiosną, przy ładnej pogodzie, na gości czeka sporo stolików na zewnątrz.
Na miejscu działa też niewielki sklepik z wędzonymi rybami, a obok klasycznego menu można kupić rybne tapas i pasty sprzedawane na wagę. Obsługa nakłada wybrane smaki na talerzyk, wszystko jest ważone, a ceny podawane są za 100 gramów. Prosty i wygodny system, szczególnie jeśli ktoś chce spróbować kilku rzeczy naraz. Przy zamówieniu padło pytanie, czy chcemy pieczywo, ale finalnie nie zostało ono doliczone do rachunku. Do pełni szczęścia zabrakło jednak rzemieślniczego pieczywa. Chociaż kromki były świeże, to można byłoby się pokusić o lepszy chleb.
13 lat po „Kuchennych rewolucjach”. Sprawdziłam kultową Tapas Rybkę w Gdańsku
Rybny Meksyk smaków, pyszny halibut i nietrafiona surówka
Później na stole pojawiła się zupa piracka z klopsikami z dorsza, serem i prażoną cebulką. To danie trudno porównać do klasycznej rybnej zupy znad Bałtyku — bardziej przypominało taki rybny Meksyk. Gęsta, konkretna, intensywna i bardzo sycąca. To właśnie przy tej pozycji najlepiej widać, że Tapas Rybka nie próbuje być tylko kolejną smażalnią dla turystów. Jest pomysł, są smaki i widać, że kuchnia ma swój charakter.
Na danie główne wybrałam klasyczny zestaw: halibut z frytkami i surówką. Sama ryba była soczysta i miękka, choć minimalnie przesolona. Frytki bez zarzutu — chrupiące i dobrze przygotowane. Niestety najsłabszym elementem okazała się surówka z kapusty. Zbyt tłusta, praktycznie pozbawiona kwasowości i bardzo nijaka w smaku. Trochę szkoda, bo przy dobrej rybie dodatki powinny trzymać podobny poziom.
Czy warto odwiedzić Tapas Rybkę?
Za cały posiłek — razem z dwoma popularnymi napojami gazowanymi — rachunek wyniósł nieco ponad 142 zł. Jak na lokal tuż przy plaży i w turystycznym miejscu, trudno uznać to za przesadnie wygórowaną kwotę.
Czy wszystko było perfekcyjne? Nie. Kilka rzeczy zdecydowanie wymaga dopracowania. Ale jednocześnie Tapas Rybka nadal ma coś, czego brakuje wielu nadmorskim lokalom: charakter. Najmocniej bronią się tutaj rybne tapasy, pasty i zupa piracka — i to właśnie dla nich warto zajrzeć do tego miejsca nawet trzynaście lat po telewizyjnej rewolucji.