W PRL-u robiono z niej najlepszy gulasz. Mięsko było delikatne i dosłownie rozpływało się w ustach
W PRL-u była królową stołu, a my uważaliśmy ją za prawdziwy rarytas. Dziś niestety ustąpiła miejsca modnym stekom, a szkoda, bo ten kawałek mięsa ma potencjał, jakiego próżno szukać w drogiej polędwicy. Jestem pewien, że ten smak warto przywrócić do łask.
Pręga wołowa to kawałek mięsa, który przez lata był królową polskich niedzielnych obiadów. Choć dziś rzadko gości na stołach, dla mnie wciąż pozostaje symbolem domowego ciepła, zapachu gulaszu i wspomnień z dzieciństwa.
Gulasz z kurczaka z dodatkiem dyniowych kluseczek smakuje jeszcze lepiej. Tak łatwo go przygotować
Pręga wołowa – zapomniany skarb mojej kuchni
Pręga wołowa, zwana też golenią, to mięso, które w moim domu pojawia się regularnie, zwłaszcza w chłodniejsze dni. Pamiętam, jak w czasach PRL-u mama kupowała ją na bazarze i mówiła, że z niej wychodzi "najlepszy gulasz pod słońcem". Nie miała racji – miała absolutną rację. To mięso wymaga cierpliwości, ale odwdzięcza się wyjątkowym smakiem, aromatem i miękkością, której nie da się pomylić z żadnym innym kawałkiem wołowiny.
Pręga wołowa pochodzi z kończyn wołu – może być z przedniej lub tylnej nogi. Na surowo jest dość twarda, ma nieregularny kształt i poprzecinana jest błonami z kolagenem. W środku często kryje się szpik, który podczas gotowania nadaje potrawie głęboki, niemal maślany smak. To właśnie kolagen sprawia, że po długim duszeniu mięso staje się miękkie, a sos gęsty i kremowy.
Nie jest to mięso dla niecierpliwych – pręga nie lubi pośpiechu. Ale jeśli poświęci się jej odpowiednio dużo czasu, efekt potrafi zaskoczyć nawet największego smakosza.
Pręga wołowa – sekret najlepszych dań jednogarnkowych
W moim domu pręga wołowa najczęściej trafia do garnka z cebulą, papryką i przyprawami. To klasyka, która nigdy się nie nudzi. Kiedyś była obowiązkowym elementem niedzielnego obiadu – dziś przygotowuję ją zawsze wtedy, gdy chcę wrócić do smaków dzieciństwa.
To mięso doskonale sprawdza się w wielu potrawach. Z pręgi można ugotować esencjonalny rosół, zrobić treściwy gulasz albo węgierską zupę gulaszową. Świetnie smakuje też w wersji po burgundzku – duszona w czerwonym winie z boczkiem i warzywami staje się daniem, które nie ustępuje francuskim klasykom. A jeśli zostanie jej trochę po obiedzie, można ją zmielić i wykorzystać jako farsz do pierogów lub pastę kanapkową – gwarantuję, że smak zachwyci każdego.
Przepis na mój ulubiony gulasz z pręgi wołowej
Nie wyobrażam sobie jesieni bez zapachu duszącej się pręgi. To jedno z tych dań, które wypełniają dom aromatem i przypominają, że prosta kuchnia potrafi być najlepsza.
Składniki:
- 700 g pręgi wołowej,
- 2 duże cebule,
- 3 ząbki czosnku,
- 2 czerwone papryki,
- 2 łyżki koncentratu pomidorowego,
- 1 łyżka papryki słodkiej,
- ½ łyżeczki papryki ostrej,
- 1 liść laurowy,
- 2 ziarna ziela angielskiego,
- 1 litr bulionu wołowego lub warzywnego,
- sól, pieprz, olej.
Sposób przygotowania:
- Pręgę wołową kroję w duże kawałki. Obsmażam je na rozgrzanym oleju, aż z każdej strony nabiorą rumianego koloru.
- Przekładam mięso do dużego garnka.
- Na tej samej patelni podsmażam pokrojoną cebulę i czosnek, po chwili dodaję pokrojoną w paski paprykę.
- Warzywa dorzucam do garnka z mięsem. Dodaję przyprawy, liść laurowy, ziele angielskie, koncentrat pomidorowy i całość zalewam bulionem.
- Gotuję pod przykryciem na małym ogniu około 2,5–3 godziny, aż mięso stanie się miękkie i delikatne.
Taki gulasz najlepiej smakuje z kaszą gryczaną, ziemniakami albo świeżym chlebem. I choć przygotowanie zajmuje sporo czasu, warto – bo smak tego dania to czysta nostalgia.