W PRL-u zajadano ze smakiem. Dziś wywołuje tylko grymas, a świetnie wzmacnia stawy

Osoby ze starszego pokolenia wspominają jego smak jako coś pysznego. Dobrze przygotowany ozór wołowy w sosie chrzanowym lub w galarecie był podawany na przyjęciach w eleganckich restauracjach. Dzisiaj rzadko sięgamy po to mięso, które tak dobrze wspiera elastyczność stawów.

W Japonii wędzone ozorki wołowe uważane są za przysmakW Japonii wędzone ozorki wołowe uważane są za przysmak
Źródło zdjęć: © Adobe Stock
Anna Galuhn

Podczas gdy Polacy przekreślili większość podrobów, uznając je za budżetowy relikt PRL-u, w wielu kuchniach świata figurują one jako rarytas. Japończycy zajadają się wędzonymi ozorami, krojąc je w cienkie plastry i grillując z dodatkiem cytryny. Również w Hiszpanii ozór pojawia się w charakterze luksusowej przystawki, duszonej w czerwonym winie. Z ozorami nie pokłócili się nawet Niemcy i Austriacy, a ich pomysły na ozorki są bardzo zbliżone do naszych przepisów z PRL-u. Jest wiele mocnych argumentów za tym, aby docenić to mięso.

Gulasz z żołądków z buraczkami i ziemniakami. Smakuje jak u babci

Nie tylko wspiera elastyczność stawów

W kuchniach świata ozory wołowe mają opinię delikatnego i smacznego mięsa, a jednocześnie zawierają konkretne wartości odżywcze. W 100 g podrobów znajduje się ok. 280 kcal, 19 g białka i 22 g tłuszczu – to oznacza, że są one przede wszystkim solidnym źródłem białka, czyli składnika potrzebnego do budowy mięśni oraz regeneracji organizmu. Zawierają też sporo kolagenu, dlatego wiąże się go z korzystnym wpływem na kondycję stawów oraz jędrność skóry. W ozorach znajduje się również żelazo, szczególnie pożądane w diecie kobiet dojrzałych, a także u osób z anemią. Istotnym elementem są witaminy z grupy B, które wspierają układ nerwowy, pomagają w koncentracji i redukcji stresu.

Ozory wołowe w kuchni PRL

Do absolutnej klasyki PRL-u należały przede wszystkim ozory w sosie chrzanowym, które stanowiły obowiązkowy punkt menu na weselach, chrzcinach czy imieninach u cioci. Wiele osób do dziś wspomina także ten rodzaj mięsa w szarym sosie słodko-kwaśnym, przyrządzanym na bazie bulionu z dodatkiem rodzynek, płatków migdałowych i pokruszonego piernika. Na wystawnych przyjęciach i w restauracjach kategorii "S" królowały ozory w galarecie, misternie dekorowane groszkiem konserwowym, plasterkami ugotowanego jajka oraz fantazyjnie wyciętą marchewką, podawane obowiązkowo z kleksem octu lub soku z cytryny.

Jak dzisiaj można przygotować ozory?

Współcześnie ozory wołowe przechodzą prawdziwy renesans w duchu idei "nose to tail" (od nosa do ogona), która promuje szacunek do całego surowca. Nowocześni szefowie kuchni, tacy jak Wojciech Modest Amaro, odczarowują podroby, stosując metodę sous-vide, polegającą na długim gotowaniu w niskiej temperaturze. W ten sposób mięso staje się niewiarygodnie kruche i wręcz rozpływa się w ustach.

Zamiast ciężkich sosów ozory serwuje się dziś w formie carpaccio z dodatkiem oliwy truflowej lub jako składnik street foodowych hitów. Ogromną popularnością cieszą się meksykańskie tacos de lengua, gdzie grillowany ozór łączy się ze świeżą salsą verde, cebulą i kolendrą. Z kolei Robert Makłowicz, często podróżując szlakiem dawnej Galicji, przypomina, że ozór świetnie komponuje się z lekkimi sosami kaparowymi lub jako element wykwintnych sałatek na ciepło. To tylko kilka przykładów na to, że zapomniany produkt "piątej ćwiartki" ma ogromny potencjał kulinarny.

Wybrane dla Ciebie
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY