Wystarczy łyżka do gulaszu lub sosu. Mięso mięknie w mig, a zachowuje soczystość
Twarde i gumowe mięso w gulaszu to zmora, ale jest na to genialny trik, stosowany przez szefów kuchni. Wystarczy jedna łyżka tego niespodziewanego składnika, aby wołowina czy wieprzowina rozpływała się w ustach.
Kiedy marzy nam się domowy gulasz pełen aromatu i cudownie miękkiego mięsa, a w garnku po godzinach gotowania wciąż trafiamy na twarde kawałki, pojawia się frustracja. Na szczęście istnieje trik, który potrafi uratować nawet nieudany gulasz – i to przy użyciu jednego, zaskakującego składnika.
Rozgrzewający gulasz z indyka. Pomysł na jednogarnkowy obiad dla całej rodziny
Gulasz idealny zaczyna się od mięsa
Choć przepisów na gulasz istnieje tyle, ile domów, jedno pozostaje niezmienne: kluczem do sukcesu jest odpowiedni wybór mięsa. Najlepiej sprawdzają się klasyczne kawałki wołowe i wieprzowe, takie jak łopatka, pręga, mostek czy karkówka. Zawierają one sporo tkanki łącznej, która podczas długiego duszenia zamienia się w naturalną żelatynę, nadając potrawie niezwykłej miękkości.
Jeśli jednak decydujemy się na mięso chudsze – na przykład drobiowe – warto zastanowić się nad inną formą. Z kurczaka czy indyka znacznie lepiej przygotować klopsiki, które zachowają soczystość przez cały proces gotowania. Bez tego łatwo o ryzyko, że w dużych kawałkach drób pozostanie suchy i łykowaty.
Jednak nawet najlepszy wybór mięsa to nie wszystko. Istotne jest również jego przygotowanie. Kawałki powinny być podobnej wielkości, aby udusiły się równomiernie. A co najważniejsze – nie solimy ich na początku. Wczesne doprawianie wyciąga z mięsa wilgoć, a to prosta droga do tego, by gulasz stał się twardy i gumowaty.
Gulasz twardy jak podeszwa? Oto, co robisz źle
Najczęstszym powodem niepowodzeń jest niewłaściwy rodzaj mięsa lub zbyt wysoka temperatura gotowania. Gulasz potrzebuje czasu – im spokojniejszy ogień, tym lepszy efekt. Wielu domowych kucharzy próbuje "przyspieszyć" duszenie, ale to błąd. Mięso traktowane zbyt intensywnym wrzeniem kurczy się i staje włókniste.
Drugim problemem bywa brak doświadczenia w doborze momentu dodania soli. To właśnie ten krok decyduje o tym, czy mięso pozostanie soczyste. Dopiero gdy kawałki lekko się zarumienią i puszczą odrobinę własnego płynu, można pomyśleć o doprawieniu. Wcześniej – lepiej nie ryzykować.
Czasem jednak mimo starań coś pójdzie nie tak. Mięso pozostaje twarde, a my nie chcemy wyrzucać całego garnka pracy. Tu wkracza trik, który stosują nawet profesjonalni kucharze.