Kuchnia okolic jeziora Garda różni się od tego, co wielu turystów kojarzy z klasyczną Italią. Zamiast ciężkich sosów i dań opartych wyłącznie na pomidorach, dominują tu prostsze smaki, oparte na lokalnych produktach.
WIDEODrobiowe ślimaczki z boczkiem, cukinią i zielonymi szparagami. To będzie grillowy hit
W menu restauracji często pojawiają się ryby jeziorne, takie jak sielawa (coregone), pstrąg czy sardynki z Gardy, a także oliwa z oliwek produkowana na okolicznych wzgórzach. W Limone sul Garda nie sposób uciec również od cytryn, które od wieków są symbolem miasteczka. Ich sok, skórka i aromat trafiają do sosów, deserów, likierów i napojów. Wpływy kuchni północnych Włoch widać także w obecności risotta, makaronów z delikatnymi sosami, dań mięsnych oraz polenty, która przez stulecia była jednym z podstawowych składników lokalnej diety.
Kremowy makaron i ragù
Karta w restauracji, do której trafiliśmy bazowała na lokalnych produktach i smakach, oferując m.in. grillowaną sielawę (coregone) czy pstrąga. Były też owoce morza, dania mięsne, sałatki i desery. Postawiliśmy na dwa klasyki. Moim wyborem było Taglierini alla Gardesana (14,80 euro), czyli makaron z wędzonymi sardynkami z jeziora, kremową ricottą, pesto bazyliowym i cytryną.
Sos był rzeczywiście dość kremowy i świetnie oblepiał makaron. Jednak kucharz poskąpił wędzonych sardynek, w swojej porcji znalazłam dosłownie 4 niewielkie strzępki ryby. Najciekawszym punktem talerza okazały się paski skórki cytrynowej – najprawdopodobniej kandyzowane. To one nadawały całości rześkości i charakteru, ratując kompozycję.
Drugim daniem było Spaghetti al Ragù di Carne (15,80 euro). Mimo deklaracji o trzygodzinnym, wolnym gotowaniu mięsa, efekt był dość przeciętny. Mięso było miękkie, sos poprawny, ale zabrakło czegoś, co sprawiłoby, że chcielibyśmy zamówić to danie ponownie. To typowy posiłek z kategorii "zjeść i zapomnieć". Porcje były standardowej wielkości, ani za duże, ani za małe. Do obiadu zamówiliśmy Limoncello Spritz, który w tym upale okazał się najbardziej trafnym wyborem.
Ekspresowy serwis i rachunek bez paragonu
W warunkach ekstremalnego obłożenia, obsługa w restauracji imponuje sprawnością. Mimo pełnego ogródka, pory obiadowej i nadciągającej burzy, czas oczekiwania na dania był krótki, co przy dużym głodzie i wysokiej temperaturze miało kluczowe znaczenie. Za całość zapłaciliśmy około 40 euro. Kwota adekwatna do lokalizacji w pierwszej linii brzegowej. Jedyna rzecz, która naprawdę mnie zaskoczyła, to fakt, że po zapłaceniu rachunku nie dostaliśmy paragonu fiskalnego.
Gdzie zjeść w Limone sul Garda? Lekcja z podróży
Wizyta w tej restauracji potwierdziła starą zasadę: w miejscach o największym natężeniu ruchu rzadko trafia się na kulinarne wow. To kuchnia nastawiona na masowego odbiorcę, co potwierdzają zresztą liczne, choć dość skrajne opinie na TripAdvisorze. Na deser w tym miejscu już się nie zdecydowaliśmy.
Zamiast tego wybraliśmy lokalny klasyk serwowany kilka metrów dalej – lody podawane bezpośrednio w wydrążonej, mrożonej cytrynie. Z widokiem na jezioro, smakowały znacznie lepiej niż makaron z karty. Jeśli macie czas i siłę na spacer pod górę, warto szukać miejsc schowanych głębiej w uliczkach. Jeśli jednak głód wygrywa, a widok na port jest priorytetem – zjecie tu szybko, poprawnie i... prawdopodobnie szybko o tym zapomnicie