Zamówiliśmy obiad w Zakopanem. Widok paragonu zaskoczyłby wiele osób
Zakopane, chociaż jest jednym z najdroższych kurortów w Polsce, wciąż cieszy się dużą popularnością. Wpadliśmy na obiad do jednej z restauracji i sprawdziliśmy, czy warto czasem zaszaleć i zamówić obiad na mieście.
Urlopowe wyjazdy, długie weekendy i świąteczne przerwy potrafią szybko opróżnić portfele. Za stolicę drożyzny niektórzy uznają Zakopane. Mowa tutaj nie tylko o wysokich opłatach za noclegi, ale również o cenach jedzenia na mieście. Góralskie karczmy z charakterystycznym wystrojem z drewna i ludową muzyką w tle pękają w szwach, nawet w Księstwie Góralskim, jednej z najdroższych restauracji, stoliki nie świecą pustkami.
W poszukiwaniu czegoś smacznego i nieprzesadnie drogiego trafiliśmy do restauracji Gwarno w samym sercu Zakopanego, na deptaku będącym przedłużeniem Krupówek na Gubałówkę. Lokalizacja, widoki i wystrój okazały się być strzałem w dziesiątkę. Zamiast ciemnych belek i ciężkich mebli, dominują tu jasne drewno, szkło i proste, geometryczne formy, które nawiązują do architektury podhalańskiej, ale w uwspółcześnionej wersji. Na nic jednak nawet najbardziej kojące dla oka krajobrazy i wystrój prosto z architektonicznej pracowni miłośnika designu, gdy na talerzu pojawia się słabe jedzenie.
Pokazał, jak zrobić pyszne podhalańskie serki. Nie chodzi o popularne oscypki
Obiad w Zakopanem
Restauracją Gwarno zawiaduje Sebastian Krauzowicz, lista jego nagród i wyróżnień jest długa i widnieje na niej m.in. tytuł Szefa Roku 2016 przewodnika Gault & Millau. Można więc spodziewać się kulinarnej uczty, bo firmowanie restauracji swoim nazwiskiem jest nie tylko sposobem na promocję, ale swoistym aktem pewności siebie i odwagą.
W menu Gwarno królują dania kuchni podhalańskiej połączone z piwnymi akcentami. Restauracja szczyci się bowiem własnym browarem. Frytki serwowane są tutaj z dodatkiem bryndzy i boczku (24 zł), zamówić można oscypka z autorską żurawiną szefa kuchni (29 zł) czy skusić się na moskole z pstrągiem z własnej wędzarni (32 zł).
Zaczynamy jednak od zup, oczywiście w regionalnym wydaniu. Na stole pojawia się kwaśnica na wędzonym żeberku z dodatkiem ziemniaków oraz żurek podhalański na serwatce, serwowany w towarzystwie kwaśnej śmietany, białej kiełbasy oraz jajka.
Ten wybór okazał się strzałem w dziesiątkę. Kwaśnica była odpowiednio kwaśna i pieprzna, z wyczuwalnym posmakiem wędzonki. Żurek z kolei zachwycał odpowiednim doprawieniem i głębokim smakiem, równoważonym przez wiejski nabiał. Można byłoby przyczepić się do rozmiaru porcji, ale z drugiej strony to wciąż zupa, czyli bardziej przystawka niż danie główne. Za 24 i 26 zł za porcję dostaliśmy naprawdę solidną dawkę smaku.
Restauracja Gwarno czaruje smakiem
Na danie główne wybraliśmy poliki wołowe w sosie własnym z warzywami Królowej Bony i tłuczonymi ziemniakami. To pozycja, która widnieje w sezonowej wkładce "Rozsmakuj się w jesieni". Pod hasłem warzyw Królowej Bony skrywa się marchew, seler oraz pietruszka i zielony groszek.
Największym wyzwaniem przy przygotowaniu policzków wołowych jest zachowanie odpowiedniej struktury mięsa. Powinno być miękkie i delikatne, rozpadające się pod widelcem, ale przy tym zachowujące swoją włóknistą konsystencję. No i tutaj wszystkie te warunki zostały spełnione. Za 68 zł dostaliśmy danie pełne smaku, z dobrze zredukowanym sosem własnym i odpowiednim stosunkiem mięsa do warzyw.
O ile same dania i ceny nie wywołują tutaj żadnej paragonowej paniki, o tyle już ceny napojów mogą spowodować drgnięcie powieki. Za 200 ml napoju gazowanego zapłaciliśmy 12 zł, a szklanka lemoniady to kolejne 19 zł. Nie od dziś jednak wiadomo, że napoje w karcie obarczone są najwyższą marżą, co nie zmienia faktu, że w naszej ocenie domowa lemoniada mogłaby być kilka złotych tańsza.
Ostatecznie za dwie zupy, główne danie i dwa napoje płacimy łącznie 149 zł. Oczywiście można zjeść taniej i zapewne również smacznie, ale jeśli szukasz dania na restauracyjnym poziomie z pięknym widokiem (za który też nieoficjalnie się płaci), to Gwarno może być dobrym miejscem na obiad.