Jedyne takie miejsce w Polsce. W basenach hodowane są przysmaki
Zamiast mrożonych owoców morza z drugiego końca świata – świeży połów prosto z lubuskiej hali. Krewetkowa Laguna to jedyny taki punkt na mapie Polski, który rzucił wyzwanie masowemu importowi. Podejrzałam proces hodowli krewetek i sprawdziłam, co sprawia, że ich jakość deklasuje sklepową ofertę.
Sulęcin to niewielka miejscowość na zachodzie Polski, niedaleko niemieckiej granicy. W jednej z hal znajdujących się na obrzeżach miasta rozstawione są specjalne baseny. To właśnie w nich rosną i dojrzewają krewetki nogobiałe, znane także jako vannamei.
To jedyna taka hodowla w Polsce. W basenach skarby z ciepłego morza
Polska hodowla krewetek
Eryk Matuszak na pomysł założenia Krewetkowej Laguny wpadł kilka lat temu. Zauważył niezagospodarowaną niszę — Polacy krewetki jadają chętnie, ale wszystko ściągane jest z zagranicy. Wszystko to, co trafia później na nasze stoły, jest najpierw mrożone, a potem rozmrażane.
- Zapaliła mi się czerwona lampka. Skoro tak dbamy o jakość żywności, to dlaczego nie zwracamy też takiej uwagi na owoce morza? O produkcie nic nie wiemy, czasem znamy jedynie kraj pochodzenia. Czytamy za to o wykrytej rtęci czy metalach ciężkich, hormonach wzrostu i toksynach. Chciałem to zmienić - mówi Eryk Matuszak.
Podejrzał więc hodowle w Niemczech oraz Tajlandii. W Europie działa kilka hodowli, dwie z nich odwiedził osobiście. Nikt tam jednak nie chciał mu zdradzić swoich tajemnic, traktując te wizyty jako turystyczną atrakcję, bez przekazywania specjalistycznej wiedzy. Z pomocą przyszedł internet i szkolenia online. Właściciel Krewetkowej Laguny musiał uczyć się na swoich błędach. Dwa pierwsze lata prowadzenia działalności były trudne, bo biznes nie przynosił żadnych dochodów.
Wyzwaniem było dosłownie wszystko: od stworzenia wody o parametrach oceanicznych na stałym poziomie zasolenia, przez stworzenie systemu recyrkulacji wody (RAS), po starania, aby pozostawiać jak najmniejszy ślad węglowy. Krewetki są wrażliwe i podatne na stres. Od razu reagują na zmianę zasolenia czy nawet na światło. Chwila nieuwagi może zakończyć się padnięciem hodowli.
Ciężkie początki
Przez półtora roku zaliczał wpadkę za wpadką. Znalezienie odpowiedniego dostawcy i dobranie idealnych parametrów zajęło trochę czasu. Dużym kosztem jest tutaj sam prąd. Woda i cała przestrzeń, w której znajdują się baseny, muszą być odpowiednio ciepłe. Do tego pompy, napowietrzacze, filtry, karma i suplementy.
- Krewetki do handlowych rozmiarów rosną ok. 3-4 miesiące. Tutaj hodowla idzie niby dobrze, krewetki rosną i pewnego dnia człowiek przychodzi i wszystko zdechło. Dlaczego i jak - do tego trzeba dojść samodzielnie. Po pierwsze, tracimy bardzo dużo pieniędzy, bo utrzymanie hodowli swoje kosztuje. Po drugie straciliśmy też czas - wylicza Matuszak.
Prowadzenie hodowli krewetek wymaga dużej wiedzy. To nie tylko wpuszczenie wody do basenu. Odpowiednia karma, pożywki, filtry — w Krewetkowej Lagunie nie używa się stymulatorów wzrostu ani antybiotyków. Produkt jest świeży i czysty, bezpieczny biologicznie. Wszystko odbywa się w zamkniętym pomieszczeniu o powierzchni 450 m2. Stała temperatura w basenach musi wynosić między 27 a 29 stopni Celsjusza.
Wodę trzeba codziennie testować pod kątem różnych parametrów. Gdy kończy się cykl hodowli, odzyskuje się wodę z basenów do ponownego użycia. Do tego każde stadium wymaga innej odżywki. W największych basenach woda jest ciemna, bo wzbogaca się ją o glony i dobre bakterie. To właśnie tam odbywa się najważniejsza faza wzrostu. W mniejszych basenach dorastają młode okazy.
Większość krewetek trafia do Polski jako postlarwy, ale w Krewetkowej Lagunie podejmuje się także próby rozrodu na miejscu.
Praca bez dnia wolnego
Hodowlę doglądają dwie osoby. Krewetki nie biorą urlopu ani nie respektują świąt, karmić je trzeba trzy razy dziennie. Eryk Matuszak przyjeżdża tutaj o stałych godzinach, pilnuje także, czy wszystko zostało zjedzone oraz jak zachowują się krewetki. Od ponad 2,5 roku nie miał dnia wolnego, o wakacjach może zapomnieć.
- Trzeba mieć ogromne samozaparcie. Albo trzeba być szalonym - śmieje się właściciel hodowli.
Krewetki z Sulęcina trafiają do restauracji w całej Polsce, nie brakuje także zamówień indywidualnych. Na ten moment cała produkcja zostaje w kraju.
- Możemy wyhodować miesięcznie około 400-500 kg. To nie jest dużo, jeszcze nie eksportujemy za granicę - mówi właściciel.
Krewetki odławia się dopiero w dniu złożenia zamówienia, odpowiednio zapakowane. Do klienta trafiają schłodzone, ale nigdy zamrożone. Mają być jak najświeższe. Cena jest znacznie wyższa niż przy zakupie mrożonych owoców morza, bo 250 g krewetek kosztuje tutaj 45 zł.
Krewetkowa Laguna zrodziła się z potrzeby poszukiwania jakościowej żywności. Akwakultura zaczyna już wychodzić poza tradycyjny chów pstrąga czy karpia. Dla konsumentów to wyraźny sygnał, że owoce morza nie muszą już pokonywać tysięcy kilometrów w zamrażarce.
Ewa Malinowska, dziennikarka Wirtualnej Polski