Koreańczyk spróbował polskiego klasyka. "Aż chce się pojechać do Szczecina"
Kosztuje grosze, a niektórzy uważają go za smarowidło drugiej kategorii. Szczecińska pasta rozkochała w sobie Kima, Koreańczyka na co dzień mieszkającego w Polsce. Okazuje się, że produkt, który dla wielu Polaków jest jedynie wspomnieniem studenckich czasów lub szybką przekąską, potrafi stać się obiektem zachwytu.
Polska kuchnia potrafi zaskakiwać obcokrajowców i to nie tylko flaczkami czy czarniną. Mikey Kim na swoich kanałach społecznościowych pokazuje, jak czarujące potrafią być nasze przysmaki. Przeprowadza testy, ocenia i zdecydowanie nie szczędzi zachwytów. Tym razem postanowił sprawdzić paprykarz szczeciński. Nie obyło się także bez przemycenia koreańskiego akcentu.
Kluski ziemniaczane z azjatyckim sosem z pastą gochujang
Koreańczyk testuje paprykarz szczeciński
Paprykarz Szczeciński powstał w latach 60. XX wieku jako sposób na zagospodarowanie resztek ryby połowionych przez polskich marynarzy na Wybrzeżu Afryki Zachodniej. Zainspirowani lokalnym daniem zawierającym ryż, rybę i afrykańską przyprawę, technolodzy z Przedsiębiorstwa Połowów Dalekomorskich "Gryf" stworzyli pierwsze puszki paprykarza, które wkrótce zachwyciły Polaków.
Paprykarz to kombinacja zmielonego mięsa rybnego z ryżem, koncentratem pomidorowym i przyprawami. Ze względu na prostotę i wyrazisty smak, szybko zdobył popularność. Choć jego receptura ulegała zmianom w miarę upływu czasu, podstawowe składniki wciąż pozostają te same. W Szczecinie powstały nawet instalacje upamiętniające tę kultową konserwę, przyciągające turystów i przypominające o dawnych smakach.
Mickey Kim postanowił zjeść paprykarz tradycyjnie, na pajdzie chleba.
- No zobacz człeniu! Normalnie koreańska mordka się cieszy - zaczął z entuzjazmem.
Aby podbić smak, dodał do swojej kanapki świeżego pomidora ze szczypiorkiem. Później przyszła pora na kiszone ogórki - oba dodatki okazały się być strzałem w dziesiątkę.
-Normalnie chce mi się pojechać do Szczecina! - krzyknął z entuzjazmem.
Koreański dodatek do paprykarza
Koreańczyk nie poprzestał na pomidorze i ogórkach. Prawdziwa kulinarna rewolucja nastąpiła w drugiej części filmu. Kim postanowił połączyć polski przysmak ze swoim narodowym skarbem – koreańskim kimchi. To nieoczywiste zestawienie okazało się strzałem w dziesiątkę. Pikantna, sfermentowana kapusta z Korei idealnie zgrała się z ryżową strukturą polskiego paprykarza, co sam autor określił jako wybitne połączenie.
- Za braterstwo polsko-koreańskie! – ogłosił, zajadając się nietypowym połączeniem smaków.
To kolejny dowód na to, że polska kuchnia, nawet w swoim najbardziej przystępnym, "puszkowym" wydaniu, potrafi zachwycić i zbliżyć do siebie różne kultury, a zdrowe kimchi może być dobrym łącznikiem.