Kto i dlaczego zamyka serdelki w słoiku? Tutaj zjesz jak u sąsiadów na południu Polski
Na kulinarnej mapie stolicy pojawił się nowy punkt, który zamiast na pośpiech, stawia na celebrację chwili i wspólne biesiadowanie. To miejsce, gdzie zapach pieczonego mięsa i aromatycznych przypraw miesza się z gwarem rozmów, przenosząc gości prosto w serce kuchni czeskiej. Co jedzą nasi sąsiedzi, a czego z ich menu możemy spróbować w centrum Warszawy?
Warszawa zyskała właśnie nową ambasadę smaków prosto zza południowej granicy. Restauracja Dřevný Kocůr, która niedawno otworzyła swoje podwoje, nie próbuje na siłę silić się na nowoczesność – zamiast tego serwuje szczerość na talerzu i atmosferę, którą najlepiej opisuje czeskie słowo pohoda. To idealna przestrzeń dla tych, którzy wierzą, że najlepsze historie opowiada się przy wspólnym stole, dzieląc się jedzeniem i dobrym humorem.
Pampuchy z gulaszem cielęcym. Przepis na wspaniały obiad
Legendarny początek, czyli "topielec" na apetyt
Każda dobra historia potrzebuje intrygującego wstępu, a w czeskiej kuchni rolę tę pełni kultowy "utopenec". Marynowane w occie i aromatycznych przyprawach serdelki (nie mylić z parówkami!) z dużą ilością cebuli to absolutny klasyk gospód. Choć wokół jej nazwy narosło wiele opowieści - od tych o nieszczęśliwym o młynarzu, po te bardziej prozaiczne, dotyczące samego procesu przygotowania. Jedno jest pewne: to idealny sposób na rozbudzenie podniebienia. Orzeźwiająca kwasowość zalewy stanowi doskonały wstęp do dalszej uczty, zwłaszcza gdy na stole pojawia się spory kufel zimnego, złocistego trunku z pianką, który w czeskiej kulturze jest naturalnym, choć nienarzucającym się kompanem posiłku.
Serce menu: od złocistej kaczki po biesiadowanie w grupie
Główna karta to hołd dla tradycji, w której prym wiedzie mięso przygotowane z najwyższą starannością. Znajdziemy tu wszystko to, co w Czechach najlepsze: od delikatnego gulaszu podawanego z puszystymi, bułczanymi knedlikami, przez soczyste żebra, aż po aromatyczną golonkę, której skórka zyskuje wyjątkowy charakter dzięki kąpieli w ciemnym słodzie. Prawdziwym hitem są jednak dania przeznaczone do dzielenia się. Ogromne deski pełne różnorodnych mięs, takich jak pieczona kaczka z modrą kapustą czy tradycyjnie przyrządzany indyk po morawsku, zachęcają, by zapomnieć o telefonach i skupić się na wspólnym biesiadowaniu. To kuchnia, która najlepiej smakuje, gdy "ułamujemy" po kawałku z ogromnej tacy, celebrując obecność bliskich.
Serowa klasyka i czosnkowe ukojenie
Twórcy restauracji nie zapomnieli również o tych, którzy omijają mięsne specjały. Na stole nie mogło zabraknąć absolutnej legendy - smażonego sera. Podawany w dwóch wariantach, z aksamitnym sosem tatarskim, stanowi comfort food w najczystszej postaci. Dla szukających czegoś lżejszego w menu jest miks sałat oraz rozgrzewająca zupa czosnkowa, która swoim aromatem potrafi postawić na nogi po najdłuższym spacerze. Niezależnie od tego, czy wpadniecie tu na szybki lunch, czy na wielogodzinną kolację z przyjaciółmi, ta nowa czeska przystań w Warszawie udowadnia, że proste smaki i wspólny stół to przepis na wieczór idealny.
Warto jednak podkreślić, że nie jest to adres dla osób na restrykcyjnej diecie czy szukających lekkich, finezyjnych musów. Tutaj króluje konkret. Dania są szczere do bólu, sycące i - co tu dużo mówić - kaloryczne. Trzeba też nastawić się na specyficzne tempo. To nie jest lokal typu "fast", gdzie wpada się na 15 minut. Biesiadowanie przy wspólnych deskach mięs wymaga czasu i odpowiedniego nastawienia. A nierzadko po wizycie dobrze sprawdzi się długi spacer nad Wisłą.