Nietypowy przysmak na jarmarku. Takich rarytasów nikt się nie spodziewa
Jarmarki bożonarodzeniowe najczęściej bazują na pewniakach, takich jak pajdy chleba ze smalcem, grzańce czy grillowana kiełbasa. Czasem natknąć się jednak można na mniej oczywiste smaki.
Sezon na jarmarki w pełni, a tłumy turystów spacerują między straganami pełnymi świątecznych bibelotów i przysmaków na mniejszą lub większą kieszeń. To właśnie gastronomiczne stoiska należą do najbardziej obleganych, a unoszące się w powietrzu zapachy nakłaniają do tego, by jednak znaleźć miejsce w żołądku na przekąskę. Nie zawsze musi być to jednak pajda ze smalcem, szczególnie w Gdańsku, gdzie skusić się można na ryby i owoce morza.
Co można zjeść na jarmarku bożonarodzeniowym w centrum Warszawy?
Owoce morza na jarmarku w Gdańsku
Gdańsk to miasto portowe, a więc i ryby wydają się być lokalnym przysmakiem. Nie dziwi więc obecność morskich przekąsek, chociaż musimy być świadomi, że zdecydowana część z nich (jak nie wszystkie) będzie raczej mrożonką z importu niż rezultatem połowu okolicznych rybaków. Klimat nadmorski jednak jest, a stoiska od razu przyciągają uwagę zwiedzających.
Na pierwszy ogień idą gdańskie szprotki. Małe, chrupiące rybki sprzedawane są tutaj w papierowym rożku, jak frytki belgijskie. W zasadzie to można nawet powiedzieć, że są takimi rybnymi frytkami. Porcja kosztuje 30 zł i traktować je można raczej jako przekąskę niż pełnoprawne danie. To szybki i chrupiący starter, idealny do grzanego wina.
Im dalej w jarmark, tym bardziej egzotycznie. Na jednym ze stoisk dostrzegamy bowiem smażone owoce morza w różnych konfiguracjach. Boks krewetek z frytkami, same krewetki, kalmary czy miks owoców morza z colesławem (wyglądającym na gotowiec z marketu) i frytkami kosztuje tutaj 37 zł. Panierka pogania panierkę, w tle słychać skwierczenie frytury, a przy owocach morza leży na dodatek gorący, regionalny... oscypek.
Na innym stoisku skusić się można na dorsza (25 zł za 250 g) albo postawić na trochę szaleństwa i zamówić morski boks. Za 60 zł dostaniemy 4 krewetki, 150 g szprotek i tyle samo kalmarów. To opcja dla osób, które chcą spróbować wszystkiego po trochu i które są przy tym gotowe wydać więcej na street food.
Powiew luksusu na jarmarku
Jarmark w Gdańsku kusi nie tylko panierką i fryturą, bo owoce morza spotkać tutaj można także w mniej street foodowej odsłonie. Jeśli jesteś fanem ostryg, to bez problemu kupisz porcję tego luksusowego przysmaku i to w całkiem dobrej cenie. Klasyczna ostryga bez dodatków, serwowana z sokiem z cytryny to koszt 16 zł. Bestsellerem są jednak ostrygi serwowane na gorąco, zdecydowanie bardziej przystępne niż te surowe. Tutaj cena to już 22 zł, a w środku znaleźć można sos czosnkowy aioli lub azjatycki sos teriyaki.
Jeśli jednak ostrygi nie należą do twoich ulubieńców, możesz zamówić zapiek'sea, czyli zapiekankę w królewskim wydaniu. Żadne pieczarki i ser, tutaj króluje łosoś, krewetki i przegrzebki. To ewolucja ulicznego przysmaku, która zdecydowanie przyciąga wzrok. W końcu każdy sprzedawca szuka sposobu na to, by wyróżnić się wśród tłumów i na chwilę zatrzymać uwagę spacerowicza.
Jarmark bożonarodzeniowy w Gdańsku udowadnia, że świąteczne stoiska to nie tylko oczywiste smaki. Może czasem warto zboczyć z utartych ścieżek i zamiast standardowej kiełbasy czy pajdy, spróbować smażonych kalmarów, a nawet luksusowej ostrygi. Takie eksperymenty mogą swoje kosztować. Nie ma w tym nic dziwnego, w końcu jarmarki nie od dziś znane są z wyższych cen. Czasem trzeba jedynie zastanowić się, czy warto zaszaleć i przepłacić za fryturę i panierkę.
Ewa Malinowska, dziennikarka Wirtualnej Polski