Pokazała obiad w szpitalu. "Gorszych ziemniaków w życiu nie jadłam"
Żywienie w szpitalach od lat jest przedmiotem szerokich dyskusji zarówno wśród pacjentów, jak i ekspertów od zdrowia publicznego. Sytuację czasowo poprawił program "Dobry posiłek w szpitalu", który zakończył się wraz z początkiem tego roku, pozostawiając pacjentów z pytaniem: co dalej z jakością na talerzach? Zdjęcia z jednej z gdańskich placówek podesłała nam nasza czytelniczka Ola.
Odpowiednia dieta odgrywa bardzo ważną rolę w procesie rekonwalescencji. Wyżywienie w szpitalu w Polsce jest obligatoryjne, nie ma konieczności dopłacania przez pacjenta, bo koszt ten jest ściśle regulowany i finansowany w ramach ryczałtu z Narodowego Funduszu Zdrowia. Diety dopasowywane są do potrzeb cukrzyków czy osób po operacjach, które wymagają lekkostrawnych posiłków. Uwzględnia się także potrzeby osób, które ograniczają mięso lub są na diecie wegańskiej, chociaż często realizacja tych założeń w praktyce wciąż kuleje, a "opcja wege" bywa po prostu uboższą wersją standardowego dania, pozbawioną pełnowartościowego zamiennika białka.
To jedyna taka hodowla w Polsce. W basenach skarby z ciepłego morza
Koniec programu Dobry Posiłek
Pilotażowy projekt "Dobry posiłek" rozpoczął się w 2023 roku. Szpitale otrzymały możliwość pozyskania większych środków na wyżywienie pacjentów, co miało przełożyć się na lepszą jakość posiłku i jednocześnie ujednolicenia żywienia w całym kraju. Początkowo program zakończyć się miał we wrześniu 2024 roku, ale wydłużono go do 31 grudnia 2025 r. Do końca marca tego roku trwać ma ewaluacja programu, która ma być podstawą dla wprowadzenia stałych rozwiązań.
Od początku 2026 roku w Polsce weszły w życie ujednolicone standardy żywienia klinicznego. Jadłospisy przygotowywane są obowiązkowo przez dietetyków, zgodnie z aktualną wiedzą medyczną. Z NFZ zostały także wyodrębnione środki na tzw. "wsad do kotła", co w teorii ma gwarantować, że pieniądze przeznaczone na jedzenie nie zostaną przesunięte na inne cele szpitalne, jak np. zakup leków czy opłacenie rachunków za prąd.
Obiad w gdańskim szpitalu
Wraz z końcem programu pojawiły się wątpliwości odnośnie tego, czy jakość posiłków nie spadnie. W rzeczywistości mimo odgórnych wytycznych ostateczny efekt na talerzu zależy od lokalnego wykonawcy i logistyki.
Zdjęcia obiadów pochodzą z oddziału położniczego w gdańskim szpitalu św. Wojciecha. O ile sam rozmiar porcji jest odpowiedni, o tyle smak pozostawia nieco do życzenia.
Kostka na ziemniaku to kawałek ryby, całość polana jest jasnym sosem. Do tego w pojemniku obok zaserwowana jest surówka z kapusty i marchewki. Zestaw był poprawny pod kątem dietetycznym, poległ jednak na polu estetyki i smaku.
- Jedzenie jest średnie. Chyba nigdy w życiu nie jadłam tak niedobrych ziemniaków. Są zaparowane, trochę jak te serwowane na wsi świniom. Na dodatek nie mają soli, przez co ich smak jest kiepski - opowiada nam Ola.
Zaparowanie to najczęściej efekt transportu jedzenia w zamkniętych termosach. Jeśli ziemniaki spędzą w nich zbyt dużo czasu, tracą strukturę i stają się niesmaczne. Standardy żywienia z 2026 roku kładą też duży nacisk na profilaktykę nadciśnienia i obrzęków, co wymusza na kuchni ograniczenie sodu. Dla pacjenta przyzwyczajonego do domowego solenia posiłek szpitalny może wydawać się przez to mdły.
Drugiego dnia na obiad zaserwowano klasyk – kotlet schabowy w panierce, ziemniaki i czerwoną kapustę. W wersji gdańskiej kotlet był poprawny, jednak w połączeniu z nielubianymi przez pacjentkę ziemniakami, nie uratował honoru szpitalnej kuchni.
Mimo systemowych zmian i wprowadzania nowych standardów od 2026 roku największym problemem wciąż pozostaje logistyka i sposób podania. Nawet najlepiej zbilansowany pod kątem mikroelementów posiłek nie spełni swojej funkcji, jeśli pacjent – ze względu na jego formę, zapach czy stopień dogotowania – nie będzie w stanie go zjeść. Szpitalne menu powinno być nie tylko niezbędnymi kaloriami, ale też częścią terapii, która pomoże powrócić do zdrowia.