Nabici w butelkę. Oto jak pracownicy gastronomii byli wykorzystywani

Niektórzy miesiącami nie mogą doczekać się zaległej wypłaty. Inni godzą się na najniższą stawkę. Ale są szefowie, którzy nawet wtedy – z uśmiechem na twarzy – tej umowy nie dotrzymują i płacą mniej. A uczciwa umowa o pracę? Dla niektórych pracowników gastronomii to wciąż fikcja.

Pracownicy o swoich złych doświadczeniach w gastronomiiPracownicy o swoich złych doświadczeniach w gastronomii
Źródło zdjęć: © Adobe Stock | Rawpixel Ltd.

Zdarza się, że to sami pracownicy nie chcą pracować "na papier". Wolą dostawać wypłatę do ręki – bez żadnych umów, kwitów. To m.in. ci, którzy chcą ukryć jakiekolwiek dochody przed różnymi urzędami, jak chociażby alimenciarze.

– Mieliśmy kiedyś w restauracji kucharza, który miał spore zaległości w alimentach – przyznaje Artur, kelner w jednym z sopockich barów. – Od razu powiedział to szefowi i to był niestety jego błąd. Dostał najniższą stawkę, żalił się, że nie dostaje żadnych premii za nadgodziny. Właściciel wykorzystał tę sytuację; wiedział, że pracownik nigdzie się na niego nie poskarży. Nie było to fajne, a ten kucharz był naprawdę dobry w swoim fachu. Po kilku miesiącach pracy dał sobie spokój. Z tego, co wiem, to szef nie wypłacił mu nawet ostatniej tygodniówki. Z premedytacja wykorzystał jego sytuację.

Placek Rzeszowiak. Trzy ciekawe warstwy smakowe upieczone na jednym kruchym spodzie

Okres próbny i same problemy

Więcej szczęście miał Adrian. Wypłatę dostawał regularnie - co tydzień, gotówkę do ręki. Na umowę zlecenie czekał jednak miesiącami. A za okres próbny nie dostał ani grosza. Nie żałuje, że ten pub w jednym z większych miast Śląska już nie istnieje. Chyba splajtował. Nie dziwi go to.

– Chciałem dorobić na studiach – mówi Adrian. – Kiedyś spytałem tam o pracę. Okazało się, że potrzebowali barmana. Dla mnie to było o tyle korzystne, że do pracy miałem raptem kilka minut od domu.

Miał być okres próbny. Płatny. Potem umowa o pracę. Tak zapewniał szef. Adrian przepracował najpierw kilka dni jako "uczeń". Podpatrywał, uczył się obsługi nalewaka, kasy, sprzątał, zmywał. Z baru wychodził jako jeden z ostatnich. Pieniędzy za tę "naukę" nigdy nie zobaczył na oczy.

– Szef tylko się zaśmiał, jak się upomniałem o kasę – mówi. – Stwierdził, że każdy płaci frycowe. A że wcześniej obiecał zapłacić za te dni... to już obrócił w żart.

Przez kolejne miesiące Adrian wciąż pracował bez jakichkolwiek kwitów. Na początku dostawał siedem złotych za godzinę pracy. Na rękę.

– Utarło się, że godzina pracy w barze wynosi tyle, ile klient płaci za duże piwo – wyjaśnia Adrian, student ekonomii. – Wiedziałem, że jestem wykorzystywany na każdym kroku. Po jakimś czasie dostałem w końcu umowę zlecenie, ale na jakąś śmiesznie niską liczbę godzin. Żadnych nadgodzin, dodatków, nie mówiąc o jakichkolwiek świadczeniach. Pieniądze dostawałem do ręki.

Adrian przez wiele miesięcy próbował wymóc podwyżkę. Właściciel kwitował to jedynie parsknięciem.

– Wiedział, że na moje miejsce przyjdzie inny frajer – przyznaje mój rozmówca.

Po trzech latach pracy złożył wypowiedzenie. Poszło o wypłatę za obsługę dużej imprezy plenerowej.

– Zrobiliśmy wtedy naprawdę duży obrót – mówi. – Cieszyłem się, że za weekend wezmę wreszcie porządną wypłatę. I co usłyszałem? Że nie może zapłacić nam więcej niż menadżerowi. Przegiął.

Następnego dnia Adrian złożył wypowiedzenie. Na świadectwo pracy czekał miesiącami. W końcu dostał je – na maila. Skan. Z dopiskiem, że jeśli chce oryginał, to ma się osobiście pofatygować do szefa. Tak na złość to zrobili.

– Dzisiaj pracuję w restauracji jako kucharz – kończy Adrian. – Mam umowę o pracę, wszystkie świadczenia. Nie ma problemu z wzięciem wolnego, urlopem. Z tego, co wiem, to wielu moich znajomych w tej branży o takich warunkach może tylko pomarzyć. Niestety, w gastronomii nierzetelnych pracodawców wciąż można jeszcze spotkać – ostrzega.

Naiwna pomoc kuchenna

Na takiego trafiła w ubiegłym roku Ela i Marta. Do dzisiaj nie mogą się doprosić reszty wypłaty. Nie chcą iść do sądu, bo – jak same przyznają – zgodziły się pracować na umowę zlecenie, która nie miała nic wspólnego z rzeczywistością.

– Podpisywałyśmy kwit, że pracujemy dziennie dwie, trzy godziny jako pomoc kuchenna – mówi Marta. – Tymczasem byłyśmy pełnoetatowymi pracownicami. Ja jako kucharka, a Ela jako kelnerka. Były dni, kiedy z tych "oficjalnych" kilku godzin robiło się kilkanaście. Byłyśmy naiwne. Na papierze wszystko się zgadzało.

Właściciel dużego lokalu w Lublinie, gdzie pracowały Ela z Martą najpierw płacił pod koniec miesiąca – rzetelnie, bez poślizgu. Po trzech miesiącach zaczęły się schody. Najpierw dostały część wypłaty, potem w ogóle. Doszło do tego, że Ela nie miała za co kupić biletu miesięcznego.

– O pieniądze musiałam się niemal wykłócać – mówi. – W końcu nie wytrzymałam. Zwolniłyśmy się obie. Do dzisiaj nasz były pracodawca jest nam winny dwie miesięczne pensje. Nie mamy jednak jak tych pieniędzy od niego odzyskać. W kwitach wszystko się zgadza. Najgorsze jest to, że lokal przynosi duże zyski; jego właściciel - jak się potem dowiedziały z rożnych źródeł, już kiedyś oszukał w ten sposób kilka dziewczyn w innym lokalu.

W firmie cateringowej nie było lepiej

Dawid, kucharz z zawodu, przez rok pracował w firmie cateringowej w Katowicach. Zaczynał bez żadnej umowy. Potem wyprosił umowę-zlecenie. Na koniec szef podpisał z nim umowę o pracę. Z najniższą stawką. O żadnym urlopie nie było mowy. Jak właściciel raz w roku wyjeżdżał gdzieś na wczasy, to zamykał po prostu firmę na tydzień czy dwa.

– Już po miesiącu powinienem dać sobie spokój z tym oszustem – mówi Dawid. – Zaczynałem pracę często o 5 rano, kończyłem późnym wieczorem. Na koniec dostałem o pięć złotych mniej za godzinę. I tak co miesiąc. Nigdy nie wiedziałem, ile mi zapłaci.

Po kolejnej wypłacie poskarżył się. Właściciel zrzucił winę na księgową. Nie sądził, że Dawid pojedzie do niej do biura.

– Zarobiłem ponad tysiąc złotych mniej niż wynikało z moich obliczeń – mówi. – Księgowa stwierdziła, że się nie pomyliła. Tyle kazał jej wypłacić szef.

Było ich pięciu na kuchni. Dwóch zwolniło się po kilku miesiącach. Potem kolejni. Wszyscy z jednego powodu: szef ich oszukiwał przy wypłacie.

– Najgorsze jest to, że robił to z uśmiechem na twarzy – kończy Dawid. – Był dla wszystkich bardzo miły, poklepywał po plecach, chwalił, zawsze uśmiechnięty. Z tego, co wiem, to firma dalej istnieje. Ja już dawno zmieniłem pracodawcę. Pracuję na normalną umowę, mam wszystkie świadczenia. Nikt mnie już nie oszukuje.

Krzysztof Załuski dla Wirtualnej Polski

Źródło artykułu: Krzysztof Załuski
Wybrane dla Ciebie
Takiego miodu już wkrótce nie będzie w polskich sklepach. Unia zakazała
Takiego miodu już wkrótce nie będzie w polskich sklepach. Unia zakazała
Proste ciasto kawowe, któremu nikt się nie oprze. Od razu zapisz sobie przepis
Proste ciasto kawowe, któremu nikt się nie oprze. Od razu zapisz sobie przepis
Delikatny i kremowy serek. Sprawdzi się jako smarowidło do chleba albo zagęści zupę
Delikatny i kremowy serek. Sprawdzi się jako smarowidło do chleba albo zagęści zupę
Mało kto dodaje do rosołu, a szkoda. Podkręca jego smak lepiej niż przyprawa w płynie
Mało kto dodaje do rosołu, a szkoda. Podkręca jego smak lepiej niż przyprawa w płynie
Ścieram kawałek i dorzucam do mielonego mięsa. Takie kotlety są smaczniejsze niż tradycyjne
Ścieram kawałek i dorzucam do mielonego mięsa. Takie kotlety są smaczniejsze niż tradycyjne
Wygląda jak czarna oliwka, a to owoc. Stymuluje pracę jelit i reguluje ciśnienie
Wygląda jak czarna oliwka, a to owoc. Stymuluje pracę jelit i reguluje ciśnienie
Dodaj do surówki z kiszonej kapusty. Zniknie z talerza szybciej niż kotlet
Dodaj do surówki z kiszonej kapusty. Zniknie z talerza szybciej niż kotlet
Ta kawa bije rekordy popularności. Spróbujesz raz i zapomnisz o cappuccino
Ta kawa bije rekordy popularności. Spróbujesz raz i zapomnisz o cappuccino
To najlepsza sałatka andrzejkowa. Tylko nie pomijaj chrupiącego dodatku
To najlepsza sałatka andrzejkowa. Tylko nie pomijaj chrupiącego dodatku
Nie dodawaj od razu tych dwóch składników. Sałatka jarzynowa szybciej się popsuje
Nie dodawaj od razu tych dwóch składników. Sałatka jarzynowa szybciej się popsuje
Sernik z kaszy jaglanej to prawdziwy hit. Nie znajdziesz w nim ani grama twarogu
Sernik z kaszy jaglanej to prawdziwy hit. Nie znajdziesz w nim ani grama twarogu
Nie dodawaj tej przyprawy w proszku. Wiele osób popełnia błąd i potem grzaniec robi się mętny
Nie dodawaj tej przyprawy w proszku. Wiele osób popełnia błąd i potem grzaniec robi się mętny
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE 🔥