Setki tysięcy wyświetleń wiejskiego sklepu. Sprawdziłam, w czym tkwi fenomen

Internet oszalał na punkcie tego sklepiku i nie jest to rezultat skrupulatnie zaplanowanej kampanii marketingowej. Pojechałam do popularnej "Karolinki", by zobaczyć na własne oczy, o co chodzi i skąd wzięła się jej popularność.

Sklepik Karolinka to taki lokalny relikt przeszłościSklepik Karolinka to taki lokalny relikt przeszłości
Źródło zdjęć: © Pyszności
Ewa Malinowska

"Dziś u Karolinki" to hasło, które opanowało TikToka. Każdego dnia na profilu sklepu pojawia się filmik, na którym dość dynamicznie i nieco chaotycznie kamera przesuwa się po zawartości witrynki. Data, powitanie, prezentacja oferty, którą wzbogaca czasem kadr z przekrajania kiełbaski lub rozrywania pieroga. Prosto, niskobudżetowo, a wyświetlenia liczą się tutaj w dziesiątkach tysięcy. Pojechałam do "Karolinki" i sprawdziłam, o co chodzi z tym sklepikiem.


WIDEO
Sklepik Karolinka - wiejski spożywczak, który robi furorę


Sklepik "Karolinka" podbija internet

Lemierzyce na mapie wskaże tylko garstka osób. Nic w tym dziwnego, bo to nieduża wieś w powiecie sulęcińskim w województwie lubuskim. Nikt nie jeździ tam na wakacje, nie ma tam głośnych zabytków czy agroturystyki. Prowadząca do niej droga usłana jest dziurami, a wokół rozciągają się liczne pola. Przed samym sklepem czuć specyficzny, lokalny folklor – na pobliskich ławkach czas odmierzają stali, lokalni koneserzy trunków w plenerze, będący nieodłączną częścią wiejskiego mikroświata.

Asortyment dostępny jest także przed sklepem
Szyldu nie sposób przegapić

Kultowa "Karolinka" to sklep pod szyldem Lewiatana, działający na zasadzie franczyzy. Prowadzi go matka z córką, więc zakupy można zrobić tam również w niedziele niehandlowe (jako właścicielki same stają wtedy za ladą). Przed wejściem stoi namiot, w którym rozłożone są kosze z warzywami. Kilka rodzajów pomidorów, agrest, truskawki – ceny są dość atrakcyjne, a owoce wyglądają na świeże i apetyczne. Pierwsza część sklepu to typowy market, ale czujne oko zauważy w asortymencie małe perełki. W skrzynkach są oranżady w woreczku i kultowa w tym rejonie "Rzepinianka", czyli gazowana woda z syfonem.

  • 1

    Oranżada w woreczku

    Oranżada w woreczku

    Oranżada w woreczku

  • 2

    Rzadko spotykane w kozim mleku

    Rzadko spotykane w kozim mleku

    Rzadko spotykane w kozim mleku

  • 3

    Domowe wypieki

    Domowe wypieki

    Domowe wypieki

Obok popularnych marek z nabiałem stoją butelki ze świeżym kozim mlekiem, pudełka ze smalcem, rzemieślnicze deserki, zupy w słoikach czy podpuszczkowe sery od lokalnych serowarów. Najwięcej dzieje się jednak tuż przy kasach.

Powrót do lokalnych produktów

Witrynka na dziale mięsnym dzieli się na dwie części. Pierwsza połowa to różnej maści kiełbasy, wędliny i mięsne wyroby. Trafić tam można na półgęsek, kiełbasę z dzika czy pieczony pasztet. Na wagę kupić można także domowy twaróg. Druga część to garmażerka. Podczas swojej wizyty trafiłam na kiepski moment, bo towar był dopiero wykładany i w witrynce pojawiały się jedynie gołąbki, krokiety i jarzynowa sałatka. Na co dzień jest tam jednak więcej produktów. Pojawiają się pierogi z owocami, kupić można bułki z pieczarkami, czebureki i chinkali.

Menu w "Karolince"
Menu w "Karolince"

Tuż obok kasy jest lodówka z ciastami. Daleko im do modnych cukierni, to ciasta idealne na imieniny u cioci. Klasyczne eklerki, rogaliki i rurki z kremem wyglądają co najmniej kusząco. Przy kasie stoi też koszyk z wiejskimi jajami. Wybieram jednego eklerka, płacę i już po pierwszym kęsie rozpływam się w zachwycie. To smak, który znam z dzieciństwa, prosto z małej, lokalnej cukierni. Świeże ciasto parzone, puszysta bita śmietana i polewa z kajmakiem - tutaj więcej nie trzeba.

Wszyscy chcą jechać do "Karolinki"

Chociaż jest niedziela, to przy kasie formuje się kolejka. Poza mną są tutaj sami mieszkańcy wsi. Może się to jednak wkrótce zmienić, bo wraz z kolejnymi udostępnieniami filmików pojawia się coraz więcej deklaracji ze strony internautów, którzy gotowi są przejechać setki kilometrów, by zrobić zakupy w "Karolince". To powrót do korzeni marketingu szeptanego, tym razem ubranego w płaszczyk TikToka.

W dobie zimnych dyskontów, które zawsze wyglądają tak samo i bezosobowych kas samoobsługowych, Lemierzyce oferują coś, czego nie da się kupić za żadne pieniądze: ludzką twarz. Oglądając te filmiki, podświadomie tęsknimy za światem, w którym ekspedientka zna każdego klienta z imienia, a jedzenie ma swoją historię, a nie tylko kod kreskowy.

"Karolinka" nie sprzedaje w swoich filmikach produktów. Każdy z nich to prezentacja dostawy. Dynamiczne ujęcia chwytają prostotą, a swojskie jedzenie sprawia, że na sam widok można zgłodnieć. Jest tutaj rozrywanie kiełbasy i pokazanie, jak wygląda w środku, bo nikt nie wstydzi się jakości. Są truskawki z pola, kruchy boczuś i garmażerka, która śmiało mogłaby na talerzu udawać domowy obiad. I nie ma tutaj przemyślanej strategii – jest po prostu szczerość, która w czasie wyreżyserowanych wideo i grafik masowo produkowanych przez AI staje się na wagę złota.

"Karolinka", chociaż firmowana szyldem znanej sieci, pozostaje wciąż wiejskim sklepikiem, jakich coraz mniej na mapie Polski. Przegrywają one z naszpikowanymi technologią i promocjami supermarketami, w których trudniej znaleźć lokalne produkty. Sukces "Karolinki" pokazuje jednak, że lokalność to nie przeżytek, ale nowa luksusowa waluta. Chcemy jeść prosto, swojsko i prawdziwie. I jeśli po to prawdziwe jedzenie trzeba będzie pojechać na lubuską wieś, to nawigacje w wielu autach wkrótce wskażą właśnie Lemierzyce.

Wybrane dla Ciebie
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ