Zastąpili kredowe tablice ekranami. Za obiad zapłacisz tam grosze
Bary mleczne już dawno nie są tylko reliktem przeszłości. Przechodzą modernizację, wprowadzają udogodnienia, ale wciąż trzymają się tradycyjnych potraw. Od nowych standardów dla tego typu placówek nie odbiega białostocka "Topolanka".
Bar "Pod Topolami" na gastronomicznej mapie stolicy Podlasia pojawił się w latach 70. Przez wiele lat uznawany był za lokal drugiej kategorii, serwując przede wszystkim zakąski i alkohol. Jako bar mleczny zarejestrowano go w 1996 r. i w takiej formie działa do dziś, chociaż już pod nazwą "Topolanka". PSS Społem, do którego należy lokal, w 2018 r. przeprowadził tam gruntowny remont, później kredowe tablice zostały zastąpione przez ekrany, na których wyświetlane są dostępne tego dnia pozycje. Wygodnie, czytelnie, ale czy smak pozostał taki, jakiego oczekiwać można po barach mlecznych z taką historią? Postanowiliśmy sprawdzić to w naszym redakcyjnym teście.
Polskie śledzie lepsze niż fritto misto? Sprawdziłam ten smak w Gdańsku
Kultowa "Topolanka" w Białymstoku
Śmiało można pokusić się o stwierdzenie, że "Topolankę" zna każdy Białostoczanin. Zamówienie można złożyć online i odebrać na miejscu, omijając przy tym kolejkę. Lokal przy ul. Wasilkowskiej ma darmowy parking dla klientów, a na Google zebrał ponad 3,8 tys. opinii, zachowując przy tym średnią ocen 4,7/5. Wynik co najmniej imponujący, więc ciężko zrzucać go na karb jedynie samego sentymentu.
Na wejściu witają nas ekrany z menu podzielonym na kategorie. W karcie są dania typowe dla baru mlecznego, jak kotlety z kurczaka, schabowe, roladki czy zrazy. Wyczuć tutaj można jednak odrobinę innowacji - nawiązując do obecnych trendów żywieniowych pojawia się pozycja keto, czyli gotowany gołąbek z kalafiorem i mięsem wieprzowym. Część pozycji jest taka sama każdego dnia, niektóre rotują w ciągu tygodnia. Jak na Podlasie przystało, trafić można także na wegetariańską pieczoną babkę ziemniaczaną, którą serwuje się tutaj z dowolnie wybranym sosem. Jest lada z surówkami i lodówka z napojami i deserami. Króluje kompot, wśród deserów jest budyń, ale zamówić można także pannę cottę z truskawkowym sosem czy też deserek z chia.
Z menu wybieramy gotowane ziemniaki, buraczki na ciepło oraz panierowany filet z kurczaka. Panierka to delikatne ciasto jajeczne. Nie za gruba, jedynie otula soczystego kurczaka. Buraczki są zrobione na gęsto, przyjemnie słodkie. Bardzo dobrze wypadają także same ziemniaki - idealnie ubite na puree, bez ani jednej grudki.
Drugi talerz to z kolei krokiety z mięsem i pieczarkami, panierowany mielony wieprzowy i frytki. Kotlet był idealnie soczysty, puszysty i miękki, bardzo domowy i zdecydowanie jeden z najlepszych, jakie jedliśmy. Krokiety to typowa, chrupiąca przekąska, idealnie pasowałyby do barszczu, a frytki jak to frytki, za dużo nad nimi nie trzeba się rozwodzić. Warto jednak zaznaczyć, że były usmażone na świeżo.
Ile kosztuje obiad z deserem?
Do obiadu zamówiliśmy wieloowocowy kompot. Nie był przesłodzony, co czasem bywa bolączką takich wyrobów. Na deser wybraliśmy panna cottę. Jedna porcja była aż nadto dla dwóch osób, w barach mlecznych raczej na porcjach nie oszczędzają. Pucharek był mocno mleczny, mus truskawkowy naprawdę smaczny, pachnący owocami. Być może do włoskiej wersji mu daleko, smakował jak interpretacja rodem z babcinej kuchni. Ale była to aranżacja więcej niż udana.
Bar mleczny "Topolanka" zachwycił nas smakiem i zgodnie stwierdziliśmy, że to jeden z najlepszych, w jakich jedliśmy. Zestaw z kurczakiem kosztował 25 zł, krokiety i mielony wyniosły nas 31 zł. Do tego 10 zł za pannę cottę i ostatecznie za solidny obiad z napojami i deserem dla dwóch osób zapłaciliśmy 74 zł. To zdecydowanie więcej niż dobry stosunek jakości i ilości do ceny. Chociaż kredowe tablice ustąpiły miejsca cyfrowym ekranom, a zamówienie można kliknąć przez internet, to serce kuchni pozostało na swoim miejscu. Jest domowo, uczciwie i przede wszystkim smacznie.