Odwiedziłam restaurację we Włoszech z polecenia Makłowicza. Zamiast makaronu i pizzy dostałam gulasz i knedle
Myślisz: kuchnia włoska, widzisz: dymiącą margheritę i spaghetti bolognese? To ogromne uproszczenie. Włochy to kulinarny tygiel, w którym każdy region pielęgnuje własne tradycje. Najlepszym przykładem jest Południowy Tyrol, gdzie śródziemnomorskie smaki spotykają się z austriacką tradycją. Pojechałam z mężem sprawdzić, jak smakuje ten niezwykły mariaż i ile trzeba za niego zapłacić.
Południowy Tyrol (Südtirol) to miejsce specyficzne. Nazwy ulic są tu dwujęzyczne, w sklepach częściej usłyszysz "Grüß Gott" niż "Buongiorno", a w menu restauracji obok ravioli dumnie prężą się knedle i szparagi.
Podczas naszego kilkudniowego pobytu we Włoszech na farmie Pfösslerhof, ruszyliśmy na spacer po Bolzano, by poczuć ten klimat wszystkimi zmysłami – zwłaszcza smakiem. Nasza baza noclegowa nie była przypadkowa – Pfösslerhof to jedno z gospodarstw zrzeszonych pod znakiem Roter Hahn (Czerwony Kogut). Ta organizacja to dla turysty gwarancja, że trafi do autentycznego, rodzinnego miejsca, gdzie rolnictwo i lokalne produkty są na pierwszym miejscu. Po poranku spędzonym wśród winnic otaczających naszą farmę byliśmy gotowi, by sprawdzić, jak te tradycje przekładają się na menu w samym sercu miasta.
Duszone żeberka podane na młodej kapuście. Każdy od razu poprosi o dokładkę
Szukając miejsca na obiad, skorzystaliśmy z rekomendacji Roberta Makłowicza. Kulinarny podróżnik, w jednym z odcinków swojej serii na YouTube, z właściwym sobie entuzjazmem zachwalał restaurację Wirtshaus Vögele, serwującą tradycyjną południowotyrolską kuchnię. Uznaliśmy, że skoro pan Robert tam jada, my również musimy sprawdzić to miejsce. Restauracja mieści się w zabytkowej gospodzie znanej dawniej jako Roter Adler ("Czerwony Orzeł"), której historia sięga XIII wieku. Przez stulecia miejsce było punktem spotkań mieszkańców, kupców i podróżników.
Co w karcie piszczy? Menu jak most między Wiedniem a Rzymem
Zanim przeszliśmy do zamawiania, przestudiowaliśmy kartę dań. To fascynująca lektura – menu w Vögele to kulinarny pomost między Wiedniem a Rzymem. Co można tam zjeść? Fani klasyki znajdą tu legendarne Schlutzkrapfen, czyli pierożki w kształcie półksiężyców z nadzieniem ze szpinaku i ricotty, polane palonym masłem. Nie brakuje też tyrolskich spätzli (małych kluseczek) oraz sycących zup jak ta z dodatkiem specku czy kremu z białych szparagów.
Z drugiej strony mamy austriackie konkrety: Wiener Schnitzel smażony tradycyjnie na maśle klarowanym, pieczeń wołową (Rostbraten) czy dziczyznę, która w tutejszych lasach jest towarem najwyższej jakości. To właśnie ta różnorodność sprawia, że w Vögele każdy znajdzie coś dla siebie – od fana lekkiej kuchni włoskiej po miłośnika sycących, alpejskich dań.
Klasyka gatunku, czyli białe szparagi i tyrolskie knedle
Ponieważ odwiedziliśmy Bolzano na przełomie maja i czerwca, czyli w samym szczycie sezonu na "białe złoto", mój wybór nie mógł być inny. Ten region to prawdziwe szparagowe zagłębie. Zamówiłam więc białe szparagi ugotowane al dente i podawane z sosem bozner. To absolutny klasyk tutejszej kuchni. Sos bozner (bolzanino) to kremowa emulsja na bazie ugotowanych na twardo jajek, musztardy, oleju, octu i dużej ilości świeżego szczypiorku. Co ciekawe, ten sam sos bez trudu znajdziecie również w lokalnych marketach. Do szparagów podaje się tu również lokalną gotowaną szynkę z odrobiną chrzanu dla zaostrzenia smaku i młode ziemniaki z wody.
- 1
Obiad w Bolzano
Obiad w Bolzano
- 2
Obiad w Bolzano
Obiad w Bolzano
- 3
Obiad w Bolzano
Obiad w Bolzano
Mój mąż postawił na coś bardziej treściwego – gulasz wołowy ze Speckknödel. Knedle ze speckiem to kolejny kulinarny symbol regionu. Przygotowuje się je z czerstwego pieczywa namoczonego w mleku, jajek i drobno pokrojonego, wędzonego specku. Gulasz był esencjonalny i gęsty, a mięso dosłownie rozpływało się w ustach. To danie, które najlepiej pokazuje austriackie korzenie tutejszej kuchni.
Czy w Południowym Tyrolu jest drogo? Sprawdzamy rachunek
Kiedy nadszedł czas zapłaty, z ciekawością zerknęliśmy na rachunek, by sprawdzić, jak rekomendacja najsłynniejszego polskiego smakosza ma się do portfela przeciętnego turysty. Za całą tę ucztę dla dwóch osób zapłaciliśmy łącznie 59,60 euro, co w przeliczeniu daje około 260 zł. Czy to dużo?
Najdroższym elementem obiadu były sezonowe białe szparagi z szynką, które kosztowały 29 euro. To cena za produkt premium w szczycie sezonu, serwowany w historycznym centrum miasta. Sycący gulasz wołowy mojego męża był znacznie tańszą opcją i kosztował 19 euro. Do tego doszły napoje: karafka wody mineralnej oraz lampka lokalnego białego wina szczepu Girlan – każda z tych pozycji kosztowała po 4 euro. Nie zdziwiło nas również doliczone do rachunku tzw. coperto, czyli typowa dla Włoch opłata za nakrycie, która tutaj wyniosła 1,80 euro od osoby.
Biorąc pod uwagę nienaganną obsługę – kelner świetnie mówił po angielsku i dbał o nas przez cały czas – oraz jakość składników, cena wydaje się do przełknięcia. W popularnych polskich kurortach za obiad dla dwóch osób zapłacimy ok. 150-200 złotych.
Jeśli planujecie podróż na południe, zatrzymajcie się w Bolzano. Choćby tylko po to, by sprawdzić, jak smakują Włochy w wersji "alpejskiej". Robert Makłowicz miał rację – to miejsce po prostu broni się samo.
Niezależna opinia redakcji. Materiał powstał w ramach zaproszenia na wyjazd prasowy.