Miasteczko Slatine jest ulokowane mniej więcej w połowie wyspy Čiovo, położonej w środkowej Dalmacji. To świetny punkt wypadowy do zwiedzania Trogiru i Splitu bez samochodu, czyli bez stania w korkach. Auto czeka zaparkowane pod kwaterą, a ty wsiadasz na wygodny pokład Bura Line i w 30 minut niemalże przenosisz się w czasie – w przypadku Splitu statek cumuje tuż pod południową bramą Pałacu Dioklecjana. Jednak żeby starczyło sił na godziny chodzenia po zabytkowych miastach, potrzebne jest solidne śniadanie. W miejscowej piekarni kupiłam dwa rodzaje pieczywa.
WIDEOSłodkie pierożki jak tureckie manty
Wybór w chorwackiej piekarni
Za witryną najwięcej było pszennych bułek i słodkich wypieków, jedynie z tyłu na półkach znajdowały się okrągłe płaskie bochenki (lepinje), wszystkie z białej mąki. Spojrzałam na etykiety, ale niewiele się z nich dowiedziałam, ponieważ na większości było napisane: "pecivo razno", co oznacza: "wypieki różne". Obok czystych bułek można było skusić się na kawałek domowej pizzy lub parówki w cieście.
Poprosiłam o dwa paluchy serowe, bo zauważyłam, że cieszą się one największą popularnością. Wyjątkowe miejsce na bocznej ladzie zajmował burek z nadzieniem twarogowym. Cena za porcję była wysoka, ale również zdecydowałam się spróbować. Ciasto było jeszcze ciepłe.
Co okazało się najlepsze?
Pieczywo, które kupiłam w sam raz wystarczyło na śniadanie dla trzech osób. Paluchy serowe skradły serce dwunastolatka, ale dla mnie zdecydowanie najlepszy był burek. Płatki lekkie ciasta filo cudownie się listkowały, a twaróg w środku był mięciutki i dobrze doprawiony.
Minusem jest to, że ciasto jest bardzo tłuste, więc raczej nie nadaje się do transportowania w plecaku. Ale jeśli podczas zwiedzania najdzie cię ochota na taką przekąskę, bez problemu znajdziesz piekarnię z burkami. Często wypiekane są w dwóch wersjach: z twarogiem lub mięsem mielonym.
Tyle zapłaciłam za pieczywo na śniadanie
Paluchy serowe kosztowały po 90 centów za sztukę, więc nie był to duży wydatek. Za porcję burka trzeba było zapłacić 4 euro. Na szczęście kawałek był naprawdę duży – sprzedawczyni odkroiła całą ćwiartkę placka i zapakowała w papier. Następnego dnia w Trogirze, zaraz po zakupach na targu rybnym, zapłaciłam 4 euro za dwa razy mniejszą porcję.
Paluchy serowe były naszym podstawowym pieczywem na wakacjach. Świetnie sprawdziły się zarówno jako dodatek do kanapek czy jajecznicy, jak i samodzielna przekąska na plażę.