Czy można połączyć kupowanie świeżych ryb na targu ze zwiedzaniem zabytkowej części Trogiru? Nie jest to łatwe przy wysokich temperaturach latem w Chorwacji. Pomimo tego, że zabraliśmy do bagażnika lodówkę turystyczną, zdecydowaliśmy, aby się rozdzielić – część załogi została w Trogirze na śniadaniu, a wysłannik wyruszył ulokować ryby w lodówce. Szybki kurs w tę i z powrotem i już mieliśmy zabezpieczony obiad. Mogliśmy spokojnie zwiedzać Trogir.
WIDEOTarg rybny w Trogirze. Obiad w Chorwacji za mniej niż 30 euro
Ribarnica w Trogirze
Jak tylko ulokowałam się z bliskimi w apartamencie na wyspie Čiovo, od razu zaczęłam sprawdzać, gdzie w pobliżu znajdują się targi rybne. Na naszym podwórku znajdowała się kuchnia letnia z otwartym paleniskiem, z której chcieliśmy zrobić użytek. W przewodniku przeczytałam, że chociaż znajdujemy się w miejscowości rybackiej, wszystko, co zostanie złowione, od razu jest transportowane na targ w Splicie albo w Trogirze. Do Trogiru mieliśmy 15 minut samochodem, więc wstaliśmy wcześnie rano i pojechaliśmy sprawdzić, co dostaniemy na targu.
Ribarnica znajduje się dokładnie naprzeciwko mostu wiodącego do historycznej części Trogiru, tuż obok targu warzywnego. Bez problemu znaleźliśmy duży parking, z którego przejście na targ rybny zajęło nam ok. 10 minut. Ryby nie są widoczne z ulicy, ale bez problemu odszukaliśmy wolnostojący, parterowy budynek miejskiej hali. Nie jest to zabytkowy budynek – dawna historyczna ribarnica znajdowała się bliżej klasztoru św. Dominika. Niemniej miejsce zrobiło na nas wrażenie – chociaż hala nie była obszerna, wybór ryb był spory, a sprzedawcy sprawnie uwijali się przy pakowaniu towaru do siatek.
Na stoiskach królowała dorada
Najwięcej było dorady i wcześniej została nam nawet polecona przez właściciela apartamentu, w którym się zatrzymaliśmy. To zdecydowanie najpopularniejsza chorwacka ryba, która jest serwowana w wielu restauracjach. Cena za kilogram okazała się dość przystępna (15-16 euro), więc od razu wybraliśmy dwie duże sztuki – razem ważyły ok. 1 kg.
Pozytywnie zaskoczyło nas to, że sprzedawcy na miejscu patroszą ryby – byłoby z tym trochę zamieszania w wynajętym mieszkaniu, a tak wystarczyło tylko wykonać niewielkie poprawki. Na targu były też większe ryby, krewetki i kalmary.
Moją uwagę przyciągnął drapieżnik z kolcami, po chorwacku opisany jako "škrpun". Sprawdziłam, że jest to skorpena, gatunek drapieżny, również często wykorzystywany w daniach miejscowej kuchni. Zapytaliśmy sprzedawcę, czy jest to dobra ryba na grilla. Odpowiedział, że lepiej sprawdzi się do zupy, ale i tak postanowiliśmy jej spróbować. W tym przypadku cena za kilogram była nieco wyższa i wynosiła 20 euro.
Na samym końcu hali dostrzegliśmy sardele, które uwielbiamy w każdej postaci. Sprzedawca chciał nam przesypać do siatki pół wiadra rybek i nie krył rozczarowania, gdy poprosiliśmy tylko o dwie garści. Zapłaciliśmy za nie jedynie 3 euro, więc był to zdecydowanie najtańszy zakup. Jak się później okazało, nie do końca najlepszy na grilla.
Grillowanie na otwartym palenisku
Na ok. 2 godziny przed planowanym grillowaniem oczyściliśmy ryby i zamarynowaliśmy w oleju wymieszanym z cebulą, solą i pieprzem. Potem udaliśmy się do kuchni z otwartym paleniskiem – takie rozwiązania są popularne w całej Chorwacji. Gospodarz tuż przed nami robił tam gulasz, więc nie trzeba było rozpalać od zera. Dorzuciliśmy brykiet i położyliśmy ruszt. Gdy się rozgrzał, zabraliśmy się za grillowanie dorady i skorpeny.
Co do sardeli nabraliśmy wątpliwości – czy to najlepszy sposób na ich obróbkę? Zapytaliśmy gospodarza, a on podpowiedział nam, że lepiej obtoczyć je w niewielkiej ilości mąki i usmażyć następnego dnia na patelni. Dlatego ostatecznie na grillu położyliśmy tylko kilka sztuk do spróbowania, a pozostałe sardele odnieśliśmy do lodówki. Ryby były gotowe już po 15 minutach.
Które ryby w Chorwacji okazały się najlepsze?
Gospodarz tylko kiwał pobłażliwie głową, kiedy mówiliśmy, że najlepsza okazała się dorada. Mięso było białe i soczyste, a w jednej porcji było go naprawdę sporo. Zupełnie inaczej niż w przypadku skorpeny, która po wypatroszeniu niewiele miała do zaoferowania. Mięso nie odchodziło tak łatwo od ości i miało nieco żelkowatą strukturę – o wiele więcej pożytku byłoby z niej w bulionie. Sardele z grilla również nie smakowały najlepiej. Trudno było je przewracać, więc lekko się porozpadały, a podczas grillowania mięso straciło soczystość.
Za to kiedy następnego dnia zrobiliśmy je na patelni tak, jak doradził nam gospodarz, zachwytom nie było końca. W ten sposób mieliśmy zapewnione ciepłe posiłki nie na jeden, ale na dwa dni w Chorwacji za niecałe 30 euro. Do ryb zjedliśmy fasolkę szparagową z czosnkiem i oliwą oraz sałatkę ze świeżych pomidorów. Warzywa kupiliśmy na targu w Trogirze obok ribarnicy.