W PRL-u piliśmy litrami. Nikt się nie zastanawiał, jak wpływa na organizm
W PRL-u, kiedy tylko na straganach pojawiały się różowo-zielone łodygi, nasze mamy i babcie od razu wyciągały garnek na kompot, który orzeźwiał i gasił pragnienie. Łodygi były dostępne wszędzie za grosze, a wiele osób uprawiało je również na ogródkach działkowych, więc trzeba było wykorzystać je w kuchni. Dzisiaj wracamy do rabarbaru nie tylko z sentymentu, ale również z uwagi na wartości odżywcze.
Mało kto wie, że rabarbar przybył do Europy z Chin, gdzie już w starożytności był ceniony jako roślina o właściwościach leczniczych. W naszej świadomości jest to bardzo pospolite warzywo, kojarzone raczej z sielską kuchnią babci, chociaż dzisiaj coraz częściej pojawia się również w restauracjach, w towarzystwie kremowych serków, szparagów czy aksamitnych sosów. W PRL-u dzieciaki jadły nawet surowy rabarbar maczany w cukrze jako zamiennik słodyczy.
Domowy kompot z 3 owocowych klasyków. Smak jak u babci
Co takiego ma w sobie rabarbar?
Kwaśne łodygi wyróżniają się nie tylko chrupkością, soczystością i rewelacyjnym kolorem, ale także bogactwem wartości odżywczych. Zawierają mnóstwo witaminy C, E i beta-karotenu, które wspierają odporność. Wapń i magnez dbają o zdrowie kości i zębów (niekoniecznie w połączeniu z cukrem), a błonnik wspomaga pracę jelit i poprawia trawienie. Dlatego rabarbar tak dobrze sprawdza się w wiosennej diecie, kiedy chcesz wrócić do wagi z poprzedniego sezonu. Łodygi skrywają także związki, które wspomagają pracę wątroby, dzięki czemu proces oczyszczania organizmu z toksyn może przebiegać jeszcze sprawniej.
Ale to nie wszystko! Rabarbar zawiera rapontycynę – związek o działaniu podobnym do estrogenów, który pomaga kobietom łagodzić objawy menopauzy i pozytywnie wpływa na cerę. Warto jednak pamiętać o złotej zasadzie: jemy tylko łodygi! Liście rabarbaru są silnie toksyczne i nigdy nie powinny trafiać ani do garnka z kompotem, ani na patelnię, a tym bardziej na talerz.
W takiej formie łodygi są najzdrowsze
Co prawda surowy rabarbar zawiera najwięcej witamin i błonnika pokarmowego, ale jest również bogaty w szczawiany, które w nadmiarze są niebezpieczne dla zdrowia. Na szczęście obróbka termiczna pomaga zmniejszyć ich zawartość. Niemniej – zarówno w przypadku słodkich deserów, jak i wytrawnych potraw – warto zestawiać rabarbar z nabiałem, który neutralizuje działanie szczawianów. Ze względu na obecność szczawianów osoby borykające się z kamicą nerkową lub dną moczanową powinny zachować dużą ostrożność w spożywaniu sezonowego warzywa.
Jeśli rabarbar jest młody, nie trzeba obierać go z łyka. Co więcej, to właśnie w zewnętrznej warstwie znajduje się najwięcej atrakcyjnego barwnika, który świadczy o wysokim stężeniu antocyjanów, czyli silnych przeciwutleniaczy. Starszy rabarbar również może być gotowany z łykiem, ale potem takie kawałki nie będą już smacznym kąskiem. Łodygi można gotować, dusić, smażyć i zapiekać z wieloma różnymi dodatkami.
Kompot z rabarbaru w wielu smacznych wariantach
Tradycyjny kompot to absolutna klasyka, ale zamiast sypać do garnka szklanki cukru, można postawić na naturalnie słodkie owoce lub aromatyczne ziołowe dodatki, które zrównoważą kwasowość łodyg:
- truskawki z rabarbarem – to najbardziej popularny zestaw, jaki często pojawia się w napojach, deserach i ciastach,
- rabarbar z imbirem i cytryną – czyli super orzeźwiające zestawienie, idealne na upały i świetnie podkręcające metabolizm,
- rabarbar z wanilią lub cynamonem – dzięki mocno aromatycznym dodatkom kompot zyska domowy, otulający charakter,
- rabarbar z miętą – wrzuć kilka listków świeżej mięty do przestudzonego kompotu, aby uzyskać efekt domowej lemoniady.
Jeśli unikasz cukru, ale mimo wszystko chcesz posłodzić kompot, dodaj miód do przestudzonego napoju. W ten sposób zyska przyjemną słodycz i dodatkowe cenne wartości.