Gotowe plasterki sera trafiają do koszyków głównie z wygody. Pasują do kanapek, tostów i zapiekanek, nie trzeba ich kroić, a porcje są równe. Według technolożki żywności Olgi Kosnikowej problem nie polega jednak na tym, że do opakowań trafiają stare resztki. Ryzyko jest związane z samym krojeniem i późniejszym przechowywaniem.
Dlaczego ser w plasterkach szybciej się psuje?
Olga Kosnikowa wyjaśniła, że po pokrojeniu sera znacznie zwiększa się powierzchnia kontaktu produktu z powietrzem. To sprawia, że ser jest bardziej podatny na utlenianie i psucie mikrobiologiczne. Właśnie dlatego jego trwałość może być krótsza niż w przypadku sera sprzedawanego w kawałku.
Znaczenie mają także warunki krojenia i pakowania. Jeśli proces odbywa się z naruszeniem zasad higieny, ryzyko psucia rośnie. Ekspertka zaznacza jednak, że nie należy automatycznie demonizować takich produktów. W gotowych opakowaniach nie powinny znajdować się żadne "odpadki" czy resztki sera.
Na co patrzeć przed zakupem?
Przed włożeniem sera do koszyka warto sprawdzić datę ważności, wygląd plasterków i stan opakowania. Niepokojącym sygnałem może być kondensat pod folią, napuchnięte opakowanie, zmieniony kolor, śliski nalot albo podejrzany zapach po otwarciu.
Kosnikowa radzi, by poświęcić na kontrolę produktu kilkadziesiąt sekund. To wystarczy, żeby ograniczyć ryzyko zakupu sera, który był źle zapakowany lub przechowywany. Po otwarciu opakowania plasterki najlepiej trzymać w lodówce i szczelnie zamykać. Przy gotowych plasterkach liczy się więc nie tylko skład, ale też świeżość i sposób przechowywania. Nawet dobry ser może szybciej stracić jakość, jeśli zbyt długo leży w nieodpowiednich warunkach.