Ube (łac. Dioscorea alata) to pochrzyn skrzydlaty, czyli roślina bulwiasta wywodząca się z Azji Południowo-Wschodniej, a konkretnie z Filipin. To właśnie tam ube od stuleci pojawia się w wielu deserach. Na pierwszy rzut oka wygląda jak ziemniak pokryty ciemną, chropowatą skórką, która przypomina korę drzewa. To, co urzekło cały świat, skrywa się jednak pod nią. Mowa oczywiście o miąższu, który w ube przybiera barwę od lawendowej po intensywnie purpurową.
To właśnie ten kolor jest największym atutem ube. Jest on całkowicie naturalny i wynika z wysokiej zawartości antocyjanów – tych samych przeciwutleniaczy, które znajdziemy w jagodach czy czarnej porzeczce. Dzięki temu ube, mimo swojego kosmicznego wyglądu, jest postrzegane jako zdrowsza alternatywa dla sztucznie barwionych słodyczy.
Popyt na ube eksplodował wraz z modą na żywność funkcjonalną, ale to Instagram i TikTok wyniosły je na jeszcze wyższy poziom. W dobie "jedzenia oczami", intensywny, niemal nierealny fiolet ube stał się idealnym materiałem na viralowe treści. Kolor potrawy ma nie tylko świadczyć o jej prozdrowotnych właściwościach, ale też poprawiać humor i wyróżniać się w cyfrowym szumie.
WIDEODeser bez pieczenia inspirowany kultowymi pralinami. Idealny przepis dla fanów kokosa
Jak smakuje ube?
Mogłoby się wydawać, że skoro wygląda jak ziemniak, to i podobnie odnajduje się w kuchni. Smak ube jest jednak trudny do jednoznacznej oceny — w sklepach próżno szukać świeżego warzywa. Dodatek fioletowego proszku w produktach co prawda ma obiecywać smak kremowej wanilii czy białej czekolady, ale najczęściej subtelne nuty smakowe pochrzynu przykrywają inne składniki napojów czy przekąsek.
W rzeczywistości ube smakuje niezwykle delikatnie, niemal nieśmiało. Jeśli spodziewasz się eksplozji smaku na miarę kwaśnej cytryny czy intensywnej pistacji, możesz poczuć rozczarowanie. Ube to nuty delikatnie ziemiste, lekko maślane, z bardzo dalekim echem wanilii. To smak tła, który potrzebuje cukru lub tłuszczu, by w ogóle zaistnieć.
Ube w napojach, deserach i przekąskach
Delikatny, słodki smak sprawia, że ube jest jak kameleon, który odnajduje się w wielu przekąskach. Nic więc dziwnego, że producenci i duże sieci szybko podłapali temat i forsują fioletowy trend. Cieszy oko, wygląda nietypowo i kusi obietnicą czegoś nowego, jeszcze nieznanego.
Na pierwszy ogień bierzemy Starbucksa. Znana sieciówka z kawą do swojej oferty wprowadziła kilka nowych pozycji. Chciałoby się dodać, że z ube w roli głównej, ale w zasadzie mały test redakcyjny udowodnił nam, że w przypadku egzotycznego warzywa jemy przede wszystkim... oczami. Zamawiamy torcik z matchą i ube na biszkopcie cytrynowo-lawendowym z dodatkiem ube, kremem o smaku matchy i fioletową polewą oraz Iced Ube Vanilla Flavour Matcha Latte, czyli chyba jeden z najmodniejszych i najbardziej warszawskich napojów.
Ciasto jest słodkie, z lekką nutą cytrusów, przypominającą smak syropów do rozcieńczania z wodą. Jest wilgotne, gdzieś tam z tyłu lekko na języku tańczy aromat lawendy, ale ciężko ustalić, co tutaj tak naprawdę jest tym ube.
Odpowiedzi szukamy dalej w matchy. Po wymieszaniu okazuje się, że samego smaku zielonej herbaty nie ma tu za dużo, a całość ma bardzo słodki, waniliowy aromat. Chociaż przypisywany jest on czasem ube, to w tym przypadku to raczej zasługa syropu dodanego do napoju. Poza tym w ofercie znanej sieciówki dostać można zamówioną przez nas matchę w wersji na ciepło oraz Iced Ube Vanilla Flavour Macchiato dla osób, które od matchy zdecydowanie wolą kawę.
Miłośnicy słodko-słonych połączeń skusić się mogą na precelki. Znane, chrupiące przekąski zanurzono tutaj w polewie z dodatkiem ube. Kolor na opakowaniu obiecuje intensywny fiolet, ale w środku czeka na nas bledsza rzeczywistość. Precelki jak to precelki, przyjemnie chrupią, są lekko słone i dominuje smak przekąski. Polewa jest słodka, przypomina białą czekoladę, więc i tutaj ube staje się jedynie ciekawostką, a nie nutą smakową. Zaskoczenia większego nie ma.
Czy warto skusić się na ube?
Traktujmy ube przede wszystkim jako naturalny barwnik. To produkt, który ma nam dostarczyć uciechy dla oka i sprawić, że deser będzie wyglądał magicznie. Nie oczekujmy od fioletowego proszku rewolucji smakowej – on ma po prostu pięknie wyglądać, nie szkodząc przy tym naszemu zdrowiu.
Jeśli szukasz mocnych doznań smakowych, zostań przy pistacji czy dobrej matchy. Jeśli jednak szukasz efektu wow na zdjęciu i delikatnej słodyczy, to ube jest dla ciebie.