Wszyscy o to pytają, my już spróbowaliśmy. To najmodniejszy smak sezonu
Świat gastronomii kocha kolory. Przerabialiśmy już erę zieleni zdominowaną przez japońską matchę oraz szał na pastelowe pistacje, które dodawano niemal do wszystkiego. Teraz jednak media społecznościowe i najmodniejsze cukiernie w Londynie czy Nowym Jorku zalała fala głębokiego, wręcz nierealnego fioletu. Coraz śmielej pojawia się również w Polsce i to pod różnymi postaciami.
Ube (łac. Dioscorea alata) to pochrzyn skrzydlaty, czyli roślina bulwiasta wywodząca się z Azji Południowo-Wschodniej, a konkretnie z Filipin. To właśnie tam ube od stuleci pojawia się w wielu deserach. Na pierwszy rzut oka wygląda jak ziemniak pokryty ciemną, chropowatą skórką, która przypomina korę drzewa. To, co urzekło cały świat, skrywa się jednak pod nią. Mowa oczywiście o miąższu, który w ube przybiera barwę od lawendowej po intensywnie purpurową.
To właśnie ten kolor jest największym atutem ube. Jest on całkowicie naturalny i wynika z wysokiej zawartości antocyjanów – tych samych przeciwutleniaczy, które znajdziemy w jagodach czy czarnej porzeczce. Dzięki temu ube, mimo swojego kosmicznego wyglądu, jest postrzegane jako zdrowsza alternatywa dla sztucznie barwionych słodyczy.
Popyt na ube eksplodował wraz z modą na żywność funkcjonalną, ale to Instagram i TikTok wyniosły je na jeszcze wyższy poziom. W dobie "jedzenia oczami", intensywny, niemal nierealny fiolet ube stał się idealnym materiałem na viralowe treści. Kolor potrawy ma nie tylko świadczyć o jej prozdrowotnych właściwościach, ale też poprawiać humor i wyróżniać się w cyfrowym szumie.
Deser bez pieczenia inspirowany kultowymi pralinami. Idealny przepis dla fanów kokosa
Jak smakuje ube?
Mogłoby się wydawać, że skoro wygląda jak ziemniak, to i podobnie odnajduje się w kuchni. Smak ube jest jednak trudny do jednoznacznej oceny — w sklepach próżno szukać świeżego warzywa. Dodatek fioletowego proszku w produktach co prawda ma obiecywać smak kremowej wanilii czy białej czekolady, ale najczęściej subtelne nuty smakowe pochrzynu przykrywają inne składniki napojów czy przekąsek.
W rzeczywistości ube smakuje niezwykle delikatnie, niemal nieśmiało. Jeśli spodziewasz się eksplozji smaku na miarę kwaśnej cytryny czy intensywnej pistacji, możesz poczuć rozczarowanie. Ube to nuty delikatnie ziemiste, lekko maślane, z bardzo dalekim echem wanilii. To smak tła, który potrzebuje cukru lub tłuszczu, by w ogóle zaistnieć.
Ube w napojach, deserach i przekąskach
Delikatny, słodki smak sprawia, że ube jest jak kameleon, który odnajduje się w wielu przekąskach. Nic więc dziwnego, że producenci i duże sieci szybko podłapali temat i forsują fioletowy trend. Cieszy oko, wygląda nietypowo i kusi obietnicą czegoś nowego, jeszcze nieznanego.
Na pierwszy ogień bierzemy Starbucksa. Znana sieciówka z kawą do swojej oferty wprowadziła kilka nowych pozycji. Chciałoby się dodać, że z ube w roli głównej, ale w zasadzie mały test redakcyjny udowodnił nam, że w przypadku egzotycznego warzywa jemy przede wszystkim... oczami. Zamawiamy torcik z matchą i ube na biszkopcie cytrynowo-lawendowym z dodatkiem ube, kremem o smaku matchy i fioletową polewą oraz Iced Ube Vanilla Flavour Matcha Latte, czyli chyba jeden z najmodniejszych i najbardziej warszawskich napojów.
Ciasto jest słodkie, z lekką nutą cytrusów, przypominającą smak syropów do rozcieńczania z wodą. Jest wilgotne, gdzieś tam z tyłu lekko na języku tańczy aromat lawendy, ale ciężko ustalić, co tutaj tak naprawdę jest tym ube.
Odpowiedzi szukamy dalej w matchy. Po wymieszaniu okazuje się, że samego smaku zielonej herbaty nie ma tu za dużo, a całość ma bardzo słodki, waniliowy aromat. Chociaż przypisywany jest on czasem ube, to w tym przypadku to raczej zasługa syropu dodanego do napoju. Poza tym w ofercie znanej sieciówki dostać można zamówioną przez nas matchę w wersji na ciepło oraz Iced Ube Vanilla Flavour Macchiato dla osób, które od matchy zdecydowanie wolą kawę.
Miłośnicy słodko-słonych połączeń skusić się mogą na precelki. Znane, chrupiące przekąski zanurzono tutaj w polewie z dodatkiem ube. Kolor na opakowaniu obiecuje intensywny fiolet, ale w środku czeka na nas bledsza rzeczywistość. Precelki jak to precelki, przyjemnie chrupią, są lekko słone i dominuje smak przekąski. Polewa jest słodka, przypomina białą czekoladę, więc i tutaj ube staje się jedynie ciekawostką, a nie nutą smakową. Zaskoczenia większego nie ma.
Czy warto skusić się na ube?
Traktujmy ube przede wszystkim jako naturalny barwnik. To produkt, który ma nam dostarczyć uciechy dla oka i sprawić, że deser będzie wyglądał magicznie. Nie oczekujmy od fioletowego proszku rewolucji smakowej – on ma po prostu pięknie wyglądać, nie szkodząc przy tym naszemu zdrowiu.
Jeśli szukasz mocnych doznań smakowych, zostań przy pistacji czy dobrej matchy. Jeśli jednak szukasz efektu wow na zdjęciu i delikatnej słodyczy, to ube jest dla ciebie.