Spodziewała się najgorszego, a tymczasem przesłała mi zdjęcie paragonu, który w dzisiejszych realiach wygląda niemal jak błąd systemu. Za ciepłe danie z kawą zapłaciła tam mniej, niż często wynosi koszt podobnego zestawu w polskim mieście wojewódzkim.
WIDEOZapiekana bagietka śniadaniowa. Pokocha ją cała rodzina
Z czego składa się "english breakfast"?
Będąc w Walii, można pokusić się o tradycyjne walijskie śniadanie. Jego znakiem rozpoznawczym jest laverbread, czyli charakterystyczna pasta z morskich wodorostów smażona z płatkami owsianymi, często podawana w towarzystwie małży. Moja siostra zrezygnowała jednak z lokalnych eksperymentów i postawiła na znaną, wyspiarską klasykę. Na jej talerzu wylądowała porcja opisywana w menu jako mniejsza wersja angielskiego śniadania, choć i tak solidnie nasycona kaloriami. Znalazło się tu perfekcyjnie ścięte jajko sadzone z wciąż płynnym żółtkiem, gruby plaster smażonego na chrupko bekonu i charakterystyczna, mocno ziołowa brytyjska kiełbaska.
Nie mogło też zabraknąć fasolki. Ta na Wyspach różni się od naszej polskiej fasolki po bretońsku – zanurzona jest w gładkim, słodkawym sosie pomidorowym i ląduje na talerzu w osobnej miseczce, by nie rozmiękczyć chrupiącego hash browna, czyli wysmażonego placuszka ziemniaczanego.
"Nie miałam w sobie tyle odwagi, żeby z samego rana testować smażone wodorosty. Wybrałam to, co bezpieczne, i muszę przyznać, że ta lekko słodkawa fasolka idealnie przełamuje słoność bekonu. No i te sosy – tutaj do wszystkiego ładuje się tonę ketchupu z tego charakterystycznego koszyczka" – napisała mi w wiadomości.
Rzeczywiście, na stole nie zabrakło znanych marek – od gęstego majonezu po klasyczny ketchup, bez których Brytyjczycy nie wyobrażają sobie jedzenia.
Ile kosztuje śniadanie w Cardiff? Ten paragon daje do myślenia
Najciekawszym elementem jej relacji nie był sam talerz, ale wydruk z kasy. Za jedzenie i gorący napój siostra zapłaciła łącznie 6,08 funta. Przy obecnym kursie walut daje to kwotę zaledwie około 30 złotych. Sama porcja śniadaniowa kosztowała 4,19 funta, a kawa nieco ponad półtora funta. Warto zaznaczyć, że w wielu brytyjskich lokalach tego typu płaci się raz za kubek, a gorące napoje z ekspresu można dolewać bez żadnego limitu.
"Szykowałam się na finansowy nokaut, a tu taka niespodzianka. Pokaż mi miejsce w centrum Warszawy czy Krakowa, gdzie za trzy dychy dostanę ciepłe, sycące śniadanie z dolewką kawy. U nas za tyle kupisz co najwyżej latte i małego rogalika" – podsumowała trafnie.
Zderzenie brytyjskiego rachunku z polskimi cenami w lokalach gastronomicznych jest niezwykle brutalne. W Polsce za podobny zestaw w restauracji trzeba dziś zapłacić od 40 do nawet 60 złotych, a napoje niemal zawsze są doliczane osobno.
Sekret taniego jedzenia na Wyspach
Skąd wzięła się ta zaskakująco niska kwota? Zagadka rozwiązuje się, gdy spojrzymy na miejsce, w którym zrobiono zdjęcie. To pub The Great Western w ścisłym centrum Cardiff, który należy do brytyjskiej sieci Wetherspoon. To fenomen na skalę całego kraju. Firma od lat przejmuje zabytkowe, niszczejące budynki – dawne teatry, banki, a w tym przypadku stary hotel dworcowy ze spektakularną, kamienną fasadą – i przekształca je w gigantyczne puby.
Ich model biznesowy opiera się na masowej sprzedaży. Nie uświadczysz tam muzyki w tle, obsługa jest zredukowana do minimum dzięki zamawianiu przez aplikację, ale w zamian rachunki są drastycznie niższe niż u konkurencji. To ulubione miejsca spotkań Brytyjczyków, którzy chcą zjeść i napić się poza domem, nie nadszarpując przy tym domowego budżetu.