W Czarnogórze poranny posiłek to nie jest zwykła, szybka przekąska między spaniem a plażą. To rytuał, festiwal kalorii i obietnica potężnego zapasu energii. Trzeba jednak mieć świadomość, że ten bałkański sen ma swoje bardzo specyficzne, czasem szorstkie oblicze, o którym turyści przekonują się na własnej skórze.
Domowe bułeczki czosnkowe krok po kroku. Idealne na śniadanie i grilla
Burek, jogurt i domowe skarby
Zanim rozsiądziemy się w kawiarni na deptaku, grzechem byłoby nie wspomnieć o absolutnej świętości tamtejszych poranków. Prawdziwy czarnogórski dzień często zaczyna się przed witryną lokalnej piekarni, czyli pekary. To stamtąd już o świcie bije obłędny zapach gorącego ciasta filo.
Miejscowi wpadają tam po burek – potężny, chrupiący i ociekający smakiem zawijany placek, szczelnie wypełniony słonym serem, szpinakiem albo mięsem mielonym, zapijany obowiązkowo gęstym jogurtem. Z kolei w zaciszu czarnogórskich domów królują prawdziwe skarby: puszysty, słony kajmak, cienko krojony, dojrzewający pršut i priganice – malutkie, drożdżowe pączki smażone na głębokim oleju, rwane palcami i maczane w miodzie.
"Hemendex", waga ciężka i... brak owsianki
Kiedy zdecydujemy się na poranek w nadmorskim lokalu w Budvie, menu może nas odrobinę zaskoczyć swoim bezkompromisowym podejściem. Fani nowoczesnych śniadaniowni nie mają tu czego szukać.
– Zestawów do wyboru zazwyczaj nie ma zbyt wielu. Wszędzie króluje omlet albo jajo sadzone z kiełbasą. Owsianki nie ma, zwykłej jajecznicy też nie. A ceny w kurortach są właściwie takie jak w Polsce – relacjonuje Monika, nasza czytelniczka, która niedawno wróciła z urlopu na czarnogórskim wybrzeżu.
Na stołach lądują uroczo zbałkanizowane potrawy. Taki "Hemendex" czy "Bekendex" to nic innego, jak lokalna wariacja na temat ham and eggs. Na talerzu króluje solidna porcja jaj sadzonych, potężne plastry wędliny lub boczku, a obok uśmiechają się grube plastry soczystych pomidorów. Za taki zestaw, po doliczeniu kawy, soku i pieczywa, zapłacimy nieco ponad 11 euro na osobę. Jest też zawodnik wagi ciężkiej – śniadanie niemieckie (Njemački doručak) za ok. 10 euro. To idealnie ścięte jajka, pękate, mocno zgrillowane kiełbaski, góra musztardy i pomidory zasypane cebulą. Prawdziwa góra jedzenia.
Brakujące jajo i rachunek z niespodzianką
Choć porcje są potężne, bałkańska fantazja potrafi czasem rozminąć się z tym, co widzimy w menu.
– W jednej restauracji zamówiłyśmy danie, które na zdjęciu w karcie wyglądało jak szakszuka z trzema jajkami i kiełbasą. Przynieśli nam po dwa jajka i to całkowicie bez mięsa. Zwróciłyśmy kelnerowi uwagę. Efekt? Donieśli nam po brakującym jajku i rzucili pięć plasterków kiełbasy… na oddzielnym talerzyku – opowiada ze śmiechem turystka.
Choć Bałkany słyną z niezwykłej otwartości i ciepła mieszkańców, nasza czytelniczka podczas swojego urlopu najwyraźniej nie miała szczęścia do obsługi. Zamiast uśmiechu kelnera, kilkukrotnie spotkała się z dość szorstkim i opryskliwym podejściem, a przy zamówieniach musiała wykazać się dużą stanowczością.
– Zamówiłam koktajl z marchewki, a dostałam z selera. Powiedziałam, że tego nie wypiję. Kelner zapytał, czy w takim razie chcę marchewkowy, ale zrezygnowałam. I co? I tak go zrobił, przyniósł, a na koniec doliczył to wszystko do rachunku. Odmówiłam opłacenia tych napojów i zapłaciłam wyłącznie za jedzenie – wspomina Monika.
Kawa z chmurą dymu
Do tego dochodzi detal, który dla wielu bywa na Bałkanach najtrudniejszy do przełknięcia i potrafi zrujnować nawet najpyszniejszy posiłek z widokiem na błękitny Adriatyk. Zakaz palenia to tam wciąż bardziej mglista sugestia niż twarde prawo.
– Nie ma tam czegoś takiego jak zakaz palenia. Ludzie po prostu siedzą i dmuchają ci dymem prosto w twarz, kiedy ty akurat jesz. W tym smrodzie czasem całkowicie odechciewa się wszystkiego – podsumowuje nasza czytelniczka.
Bałkańskie śniadania to ostatecznie pełen pakiet doświadczeń. Z jednej strony czeka na nas wielka gościnność na talerzu, ogromne porcje i uczciwe, sycące smaki inspirowane wpływami z różnych stron świata. Z drugiej – musimy zmierzyć się ze specyficzną, niekiedy szorstką obsługą i wszechobecną chmurą tytoniowego dymu. Zdecydowanie nie uświadczymy tam polskich paragonów grozy, ale na wakacyjny luz warto zabrać ze sobą szczyptę wyrozumiałości i solidną dawkę asertywności.