Krupówki nigdy nie były miejscem, w którym człowiek naiwnie liczy na tanie śniadanie. Tu płaci się nie tylko za jedzenie, ale też za lokalizację, widok, turystyczny klimat i — w niektórych miejscach — bardzo sprawny marketing. Księstwo Góralskie od kilku sezonów jest jednym z tych lokali, które na kulinarnej mapie Zakopanego trudno pominąć. Nie tylko przez charakterystyczne wnętrze i nazwę, która obiecuje góralski rozmach, ale też przez ceny, które same stały się tematem.
WIDEOJajecznica z 3 jajek w cenie obiadu. Wróciliśmy do Księstwa Góralskiego
Zakopane od rana potrafi kosztować
Dwa lata temu dzięki nam zrobiło się głośno o jajecznicy za 67 zł. Rok później wróciliśmy sprawdzić, czy coś się zmieniło. Teraz zrobiliśmy to ponownie. Świadomie, w ramach testu redakcyjnego Pyszności. Bez udawania zaskoczenia przy kasie, bez łapania się za głowę nad paragonem i bez teatralnego oburzenia.
Zamówiliśmy, zjedliśmy, zapłaciliśmy i recenzujemy. Bo jeśli w menu nie ma zdjęć, ktoś musi sprawdzić, co faktycznie trafia na talerz. W naszych wcześniejszych wizytach jajecznica również kosztowała 67 zł. W 2024 r. za dwie porcje jajecznicy i dwie duże kawy rachunek wyniósł aż 240 zł, z doliczoną opłatą serwisową. Przy kolejnej wizycie danie wyglądało już inaczej — nadal budziło emocje ceną, ale zmieniła się jego oprawa i sposób podania. I właśnie dlatego z ciekawości wróciliśmy po raz kolejny.
Jajecznica za 67 zł. Co dokładnie dostajemy?
W aktualnym menu Księstwa Góralskiego jajecznica opisana jest jako danie z 3 jaj z wolnego wybiegu na maśle borowikowym, podawane na grzance z rzemieślniczego pieczywa z parmezanem oraz sałatką z rukoli, suszonych pomidorów i pestek słonecznika. Cena niezmiennie 67 zł.
Na papierze brzmi to znacznie lepiej niż zwykłe "trzy jajka na maśle". I trzeba uczciwie przyznać: opis robi robotę. Masło borowikowe sugeruje wyczuwalny dodatkowy aromat. Parmezan podbija słoność i dodaje umami, a grzanka z rzemieślniczego pieczywa sprawia, że jajecznica nie ląduje samotnie na talerzu. Do tego rukola, suszone pomidory i pestki słonecznika mają wnieść kontrast - trochę świeżości, trochę kwasowości i trochę chrupania. Talerz wypełniony składnikami, jest to porcja dość solidna.
W praktyce jajecznica była kremowa i delikatna. Konsystencja zdecydowanie na plus — bez suchej, przeciągniętej masy jajecznej, której często można się obawiać w lokalach nastawionych na szybki ruch turystyczny. Smak? Poprawny, łagodny, przyjemny, choć wymagał lekkiego dosolenia. Parmezan pomagał całości, sałatka dodawała świeżości, a grzanka dobrze zbierała kremowe jajka z talerza. Nie było tu jednak kulinarnego objawienia, które samo z siebie tłumaczyłoby cenę. Czy to była zła jajecznica? Nie. Czy najlepsza w życiu? Też nie.
Śniadanie w Zakopanem dla ciekawych, niekoniecznie dla głodnych
Za 67 zł można zjeść solidny obiad, szczególnie poza najbardziej turystycznymi punktami Zakopanego. Można też kupić składniki na kilka domowych śniadań. Ale restauracja na Krupówkach nie sprzedaje wyłącznie jajek. Sprzedaje lokalizację, opowieść, wnętrze, obsługę i poczucie uczestniczenia w czymś, o czym później można opowiedzieć znajomym.
Czy warto? To zależy, czego szukacie. Jeśli śniadania, które nasyci i zachwyci smakiem, za tę cenę można mieć spore oczekiwania. Jeśli kulinarnej ciekawostki z Krupówek — jajecznica w Księstwie Góralskim spełnia swoje zadanie. Jest tematem rozmowy jeszcze zanim trafi na stół. My na kolejne góralskie śniadania poszukamy nowych miejsc - również porównamy wkrótce opcje "do kwatery", czyli co zamiast konserwy w walizce może się sprawdzić. Ale tę jajecznicę odhaczamy po raz kolejny: zjedzona, sprawdzona, opisana. Wy nie musicie — chyba że chcecie.
Nie tylko jajecznica. Księstwo Góralskie i shokupan
Księstwo Góralskie nie zatrzymuje się jednak na jajecznicy. W śniadaniowej części menu pojawiają się też propozycje bazujące na shokupanie, czyli modnym, mlecznym japońskim chlebku o miękkim, delikatnym wnętrzu. Tu podawany jest w wersji chrupiącej, jako baza do kilku kanapkowych wariantów. Każdy z nich kosztuje 50 zł.
Do wyboru jest Sando Tamago z pastą jajeczną z nutą wasabi i szczypiorkiem — brzmi jak ukłon w stronę japońskiej klasyki, ale z pikantniejszym akcentem. Jest też Nutella Sando z truskawkami, czyli opcja deserowa, słodka i bezpieczna dla tych, którzy śniadanie traktują bardziej jak pretekst do zjedzenia czegoś przy kawie. Bardziej wytrawnie wypada Avocado-Salmon Sando z pastą avocado, wędzonym łososiem i pomidorem. Najbardziej lokalnie brzmi natomiast Góralski Shokupan z oscypkiem, żurawiną i ogórkiem kiszonym — połączenie Japonii z Podhalem, które na papierze może budzić ciekawość większą niż sama jajecznica.
Ceny również nie należą do lekkich, ale przynajmniej widać próbę wpisania się w śniadaniowe trendy. Shokupan jest miękki, mleczny, lekko słodkawy i świetnie znosi kontrasty: jajko z wasabi, łosoś z avocado, czekolada z owocami czy oscypek z żurawiną mają na nim prawo zadziałać. Czy działają w praktyce? To może temat na kolejny test redakcyjny.