Bartłomiej Machowski, przewodnik górski działający w Bieszczadach, pokazał w mediach społecznościowych wizytę w jednej z restauracji nad Jeziorem Solińskim. Machowski opatrzył swoją publikację ironicznym i żartobliwym komentarzem: "Solina i dzisiejszy paragon grozy. Nie wiem, czy kredytu nie wezmę", pytając jednocześnie swoich obserwatorów, czy Solina jest obecnie najdroższym miejscem turystycznym w kraju.
WIDEOLodziarnia Lucynka przyciąga tłumy. Czym wyróżnia się lokal w Mieszkowicach?
Tani obiad w Solinie
Rzeczywistość okazała się jednak całkowitym zaprzeczeniem klasycznych, wakacyjnych "paragonów grozy". Na rachunku za porcję dziesięciu sztuk pierogów widniała kwota zaledwie 21,60 zł. Serwowane danie prezentowało się zachęcająco – podano je w tradycyjny sposób, obficie posypane zieleniną oraz dobrze podsmażoną cebulką. W dobie inflacji i nadmorskich obiadów za miliony monet, taka kwota w kultowym miejscu brzmi wręcz nierealnie.
Solina i ceny jedzenia pod lupą turystów
To o tyle istotne, że Solina od dawna wraca w medialnych dyskusjach o kosztach wypoczynku w Bieszczadach. Wcześniejsze publikacje koncentrowały się na drogich gofrach, rybach czy obiadach, a temat cen regularnie pojawiał się przy okazji sezonu urlopowego. Na tym tle rachunek za pierogi działa jak odwrócenie znanego schematu. Zamiast wylewania żalów, dostaliśmy jasny sygnał: da się zjeść smacznie, domowo i bez brania pożyczki.
Przykład pokazany przez Machowskiego wpisuje się więc w szerszą debatę o wydatkach w kurorcie. Zamiast kolejnej historii o drożyźnie pojawia się konkretny dowód, że także w Solinie da się znaleźć pełny posiłek w cenie bardziej przystępnej dla odwiedzających. Dla części osób planujących wyjazd w ten rejon może to być cenna wskazówka przy układaniu budżetu. Dla wielu osób, które ze względu na ograniczone fundusze rozważały rezygnację z wyjazdu, ta relacja to powiew optymizmu.
Dlaczego paragon z Soliny zwraca uwagę
Znaczenie takich przykładów rośnie również dlatego, że Solina pozostaje jednym z najważniejszych kierunków w regionie. Po uruchomieniu kolejki gondolowej i nowych atrakcji miejscowość przyciągnęła miliony odwiedzających, a wraz z rosnącym ruchem turystycznym coraz częściej pojawiały się pytania o koszty biletów, rozrywek i gastronomii. Wielu przedsiębiorców uległo pokusie windowania cen pod masowego klienta, dlatego odszukanie "perełek" z normalnym cennikiem graniczy dziś niemal z cudem.
W tle jest też ostrożniejsze podejście samych turystów do wydatków. Jak wynika z wcześniejszych relacji o regionie, goście częściej porównują ceny, skracają pobyty i dokładniej planują koszty wyjazdu. Informacja o obiedzie za niewielką kwotę nie zamyka więc dyskusji o cenach w Solinie, ale pokazuje, że obraz kurortu nie musi ograniczać się wyłącznie do drogich rachunków. Ostatecznie wszystko sprowadza się do naszych wyborów – wystarczy zejść z głównego deptaka, by zamiast turystycznej pułapki znaleźć lokal serwujący świetne jedzenie na każdą kieszeń.