Dostali paragon i zdębieli. W komentarzach pod zdjęciem zawrzało
Tym razem to nie paragon grozy, a paragon niespodzianka. Pozorna gościnność jednej z góralskich restauracji wywołała burzę i to nie w szklance wody.
Stołowanie się na mieście wiąże się oczywiście z wydatkami. Ciężko jednak nie skusić się na regionalne przysmaki i obiadowe klasyki podczas urlopowych wojaży. Ceny zazwyczaj są znane przed zamówieniem, więc prosty rachunek matematyczny pozwala przewidzieć końcową kwotę, która pojawi się na paragonie. W przypadku pani Oli na liście zamówionych pozycji pojawiła się potrawa, która w zasadzie nie powinna się tam znaleźć, a jej obecność wywołała spore kontrowersje.
W tym miejscu nie znajdziesz cennika. Zamawiasz i płacisz, ile uważasz
Opłata za czekadełko
Dobrym zwyczajem w wielu restauracjach jest serwowanie czekadełek. Są to drobne przekąski, które mają umilić oczekiwanie na zamówiony posiłek. Na stole pojawiają się często już w momencie, gdy kelner przynosi menu. To drobny poczęstunek, który ma przekonać do siebie gości i sprawić, że jeszcze chętniej zajrzą w kartę. Często jest to pieczywo z dodatkami, na przykład smakowym masłem czy smalcem. Co najważniejsze — z definicji czekadełka się nie zamawia i tym samym też za nie nie płaci. Jest to element budowania relacji z klientem, a nie ukryta pozycja w menu.
Autorka profilu "Furajedzenia - proste, zdrowe i smaczne przepisy" odwiedziła jedną z góralskich karczm. Zamówiła rosół, placki po zbójnicku, panierowanego fileta oraz pstrąga wraz z napojami. Na stole pojawiło się również czekadełko pod postacią chleba ze smalcem i ogórkiem kiszonym, co w zasadzie świetnie pasowało do profilu restauracji. O ile same ceny potraw to raczej średnia wartość w turystycznych miejscowościach, o tyle pojawienie się na paragonie dopisanej kwoty 10 zł za chleb wydaje się być nieporozumieniem.
Nie chodzi tutaj oczywiście o samą wartość, a o fakt doliczenia czekadełka do końcowego rachunku. Przystawka nie była zamówiona, kelner przyniósł ją do stolika bez żadnej informacji o kosztach, więc nie można rozpatrywać tego inaczej niż jako formę poczęstunku i miłego gestu ze strony restauracji. Tymczasem w tym przypadku gościnność okazała się płatną usługą, o której klient dowiedział się po fakcie.
" Przeżyłam duże zaskoczenie jak w domu zobaczyłam, że doliczyli nam to do rachunku " - napisała pani Ola.
W komentarzach zawrzało
Internauci postawili sprawę jasno: taka praktyka nie powinna mieć miejsca. W dosadnych słowach określono to jako manipulację i niezbyt przyjemne zachowanie ze strony restauracji.
"Nie zamawialiście czekadełka, więc to jest jak sama nazwa mówi,,malutka przystawka", w czasie oczekiwania na potrawy z zamówienia. W restauracjach dostaje się troszkę chipsów, orzeszki, coś na zagryzkę przed daniem głównym, powinno być nieodpłatne, wstyd dla restauracji, manipulacja, wymuszenie zapłaty, okropność" - czytamy w komentarzu pod wpisem.
Komentujący w swoich wpisach zaznaczają również, że nigdy wcześniej nie spotkali się z praktyką doliczania opłaty za czekadełko, pojawiły się także wezwania do tego, by ujawnić nazwę restauracji, aby ostrzec innych turystów przed podobnymi "niespodziankami".
Warto zatem zawsze dokładnie sprawdzać rachunek jeszcze przy stoliku. Chociaż kwota 10 zł może wydawać się niewielka w skali całego obiadu,to przyzwalanie na takie praktyki psuje rynek gastronomiczny. Dobra restauracja buduje swoją renomę na uczciwości i przejrzystości, a nie na doliczaniu "niechcianych" dodatków do paragonu. Pozostaje mieć nadzieję, że była to jedynie pomyłka kelnera, a nie stała strategia biznesowa lokalu.