Gościła na królewskich stołach i zachwyciła Magdę Gessler. Dziś większość odwraca głowę na jej widok
Dawniej lądowała nie tylko w garach ze smalcem, ale dumnie spoczywała na kromce wiejskiego pieczywa. Dziś na widok białej kostki czystego tłuszczu wielu z nas przeciera oczy ze zdumienia, zastanawiając się, jak można w ogóle traktować ją jako samodzielne danie.
Słonina, czyli tłuszcz wieprzowy, to jeden z najbardziej kontrowersyjnych produktów w polskiej kuchni. Dla współczesnego dietetyka jest uosobieniem zagrożeń, a niejeden kardiolog załamałby ręce na jej widok. Jednak dla pokolenia naszych dziadków i pradziadków słonina była kluczowym elementem diety, symbolem dostatku po uboju i przede wszystkim najwydajniejszym źródłem czystej energii.
Kurczak w chrupiącej panierce z ziemniaków i parmezanu to totalny hit. Każdy się nim zachwyca
Słonina w polskiej kuchni
Słonina to oczyszczony, utwardzony tłuszcz wieprzowy. Kiedyś była popularna przede wszystkim z powodów ekonomicznych i logistycznych, bo była tania, łatwa do przechowywania bez chłodzenia. Była też swoistą walutą: wymieniano ją na inne produkty lub trzymano jako cenną rezerwę na czas przednówka. W polskiej kulturze jedzeniowej, gdzie szacunek do każdego kawałka mięsa był normą, wykorzystanie nawet podskórnego tłuszczu świadczyło o zaradności i sprycie.
Dzisiaj często uznaje się to za litewski przysmak, chociaż w wielu polskich domach wciąż żywe są wspomnienia jej smaku. Sam król Zygmunt III Waza był wielkim wielbicielem grochu ze słoniną, co udowadnia, że produkt ten nie znał granic klasowych. Współczesne postrzeganie często sprowadza ją do roli niezdrowego reliktu przeszłości, podczas gdy historycznie była to symboliczna pamiątka rodzinnych tradycji i domowych wyrobów. Nawet słynna restauratorka Magda Gessler docenia jej walory, podkreślając w swoich felietonach, że domowy smalec na bazie dobrej słoniny potrafi być gwiazdą każdej przystawki. Słoninę kupić można także w jej delikatesach "U Fukiera".
Czy warto jeść słoninę?
Mimo że słonina to głównie tłuszcz, warto wiedzieć, że zawiera ona kwas oleinowy – ten sam, który znajdziemy w oliwie z oliwek, wspomagający pracę serca. Jest także naturalnym źródłem witamin rozpuszczalnych w tłuszczach (A, D, E i K), które są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu, wzmocnienia odporności i budowy kości.
Dlaczego więc nie należy z nią przesadzać? Słonina składa się w dużej mierze z nasyconych kwasów tłuszczowych oraz jest bardzo kaloryczna (ok. 800-900 kcal na 100 g). Ich nadmiar w diecie jest ściśle wiązany z podwyższonym poziomem cholesterolu LDL i zwiększonym ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych. Współczesny styl życia, który opiera się na siedzącej pracy i braku ciężkiego wysiłku fizycznego, sprawia, że taka bomba energetyczna jest po prostu zbędna.
Przepis na słoninę
Jeśli chcesz odczarować ten produkt, zapomnij o sklepowym smalcu. Przygotuj słoninę w formie, która do dziś uchodzi za rarytas na Litwie czy Ukrainie.
Składniki:
- 500 g grubego płatu słoniny (minimum 4-5 cm grubości),
- 4 łyżki gruboziarnistej soli morskiej,
- 4 ząbki czosnku,
- 1 łyżka suszonego majeranku,
- 1 łyżeczka mielonego czarnego pieprzu,
- pół łyżeczki ostrej papryki lub chilli,
- 2 liście laurowe (pokruszone).
Sposób przygotowania:
- Słoninę dokładnie umyj i osusz papierowym ręcznikiem. Skórę możesz zostawić lub odciąć, zależnie od preferencji.
- W moździerzu rozgnieć czosnek z solą, pieprzem, majerankiem, chilli i liśćmi laurowymi. Powinieneś otrzymać gęstą, bardzo pachnącą pastę.
- Natrzyj słoninę przygotowaną mieszanką z każdej strony, dociskając przyprawy do tłuszczu.
- Zawiąż słoninę ciasno w papier do pieczenia lub pergamin, a następnie włóż do naczynia i odstaw do lodówki na minimum 4-5 dni. W tym czasie sól wyciągnie wodę, a tłuszcz skruszeje i przejdzie aromatem ziół.
Gotową słoninę pokrój w niemal przezroczyste plastry. Podawaj na żytnim chlebie z plastrem cebuli cukrowej lub ogórkiem kiszonym.