Japonka pierwszy raz w życiu jadła naszego śledzia. Oto co wyczuła już po jednym kęsie
To dla nas absolutna klasyka, bez której trudno wyobrazić sobie imieniny u cioci, wigilijny stół czy tradycyjne polskie wesele. Śledź w oleju, w śmietanie czy po kaszubsku to stały bywalec polskich stołów, ale dla obcokrajowców te smaki mogą być nie lada gratką. Tym razem za testy naszej narodowej ryby zabrała się Japonka.
W Polsce połowy śledzia to wielowiekowa tradycja wywodząca się z Morza Bałtyckiego, która ukształtowała kuchnię regionów nadmorskich, szczególnie Kaszub. Cenimy śledzie za tłuste, wyraziste mięso i ogromną uniwersalność, bo przepisów na ich przyrządzenie jest cała masa – od słodkich marynat z rodzynkami, przez wersje w occie, aż po sosy śmietanowe. To jedna z najzdrowszych i przy tym najbardziej dostępnych dla nas ryb. Śledzie to dobre źródło kwasów omega-3, które wspierają pracę serca i mózgu oraz witaminy D, kluczowej dla naszej odporności.
Tartaletki na słono. Z różowym kremem i śledzikiem zrobią furorę na sylwestrowym stole
Japonka testuje śledzie
Za testy zabrała się Lena, Japonka mieszkająca na co dzień w Polsce. Japonia rybami stoi, chociaż najczęściej jada się je w formie surowej, gotowanej lub pieczonej. Trafić tam można również na śledzie, ale znacznie rzadziej niż w Polsce. Nie cieszą się dużą popularnością w skali całego kraju, ale zupełnie inaczej wygląda sytuacja w rejonie Hokkaido, skąd pochodzi Lena.
— U mnie w Hokkaido śledzik to jedna z najbardziej popularnych ryb. Dlatego można powiedzieć, że jestem specjalistką od śledzia — mówi influencerka.
Reakcja po pierwszym kęsie była natychmiastowa i entuzjastyczna. Japonka wyczuła to, co w polskim śledziu najlepsze, czyli balans wyrazistych smaków. Zauważyła od razu, że ma mocny smak, dużo pieprzu, ale przy tym wyraźnie było czuć... rybę.
Śledź zyskał uznanie
To, co najbardziej uderzyło Japonkę, to doskonałe połączenie dodatków. Chociaż w Japonii śledzie jada się często w formie grillowanej lub jako nigiri, polska wersja z octem i dobrze wyczuwalną solą okazała się dla niej pysznym odkryciem.
— To wszystko, razem z pieprzem, gra bardzo dobrze. W Japonii nikt raczej nie dodaje octu do ryby. Dlatego jest to dla mnie bardzo nowe, ale muszę wam powiedzieć, że to jest super — zaznacza Lena.
Werdykt był jednoznaczny i nasz polski śledzik zdał egzamin u ekspertki z Hokkaido. To kolejny dowód na to, że polska kuchnia, chociaż często oparta na prostych składnikach, potrafi zachwycić podniebienia nawet z drugiego końca świata.