Najlepsze łakocie sprzed lat? Polacy mówią, po które stało się w kolejkach albo robiło w domu
Pamiętacie smak landrynek rozpuszczonych w wodzie albo radość z obrazka znalezionego w gumie do żucia? Reporter WP Michał Biały zapytał przechodniów w Białymstoku o ich najbardziej wyraziste wspomnienia kulinarne. Choć czasy kartek i kolejek nie należały do najłatwiejszych, kreatywność rodziców i smak prostych słodyczy do dziś budzą w rozmówcach ogromne emocje.
Choć dzisiejsze półki sklepowe uginają się od egzotycznych słodyczy z całego świata, wspomnienia wielu białostoczan wciąż pachną watą cukrową i domową oranżadą. Z okazji zbliżającego się Dnia Dziecka sprawdziliśmy, jakie przysmaki z dawnych lat do dziś wywołują uśmiech u starszych mieszkańców miasta. To sentymentalna podróż do czasów, gdy największym luksusem był baton studencki, a oranżada barwiła języki na wszystkie kolory tęczy.
Od batonów studenckich po domowe "ciągotki"
Wśród najczęściej wymienianych słodyczy w naszej sondzie pojawiły się kultowe raczki oraz baton studencki, który przed laty kosztował 5 złotych i był uznawany za towar "bajecznie" dobry. Mieszkańcy wspominali też o suchych waflach, sezamkach oraz krówkach zdobywanych na kartki. Kiedy w sklepach brakowało łakoci, w domach radzono sobie sami – z rozpuszczonego cukru i octu powstawały domowe lizaki, a rodzice przygotowywali też specjalne "ciągotki" z makiem w kształcie serduszek. To właśnie te proste receptury do dziś kojarzą się z prawdziwymi urokami dzieciństwa.
Oranżada, która "wychodziła uszami"
Symbolem dawnych lat pozostaje oranżada – zarówno ta w butelkach (za 1,60 zł), jak i musująca w proszku, o której jedna z osób mówi, że "aż uszami wychodziła". W pamięci zapadła też droższa "mandarynka" za 2,40 zł. Jeden z rozmówców, przechodząc ulicami miasta, wskazał konkretne miejsce, gdzie niegdyś stał słynny saturator obsługiwany przez "niedużą panią", serwującą wodę gazowaną z sokiem. Wspominano również domowe sposoby na ugaszenie pragnienia: podpiwek robiony w butelkach zamykanych na korek oraz napoje z landrynek, które barwiły buzie dzieci tak intensywnie, że nie dało się ukryć podkradania zapasów z kuchni.
Lody z Handlowej i gumy z obrazkami
Białostoczanie z dużym sentymentem opowiadali o lodach śmietankowych, podkreślając, że przy ulicy Handlowej wciąż można znaleźć smak bardzo zbliżony do tych "starych, prawdziwych" lodów z dawnych lat. Nie mogło zabraknąć opowieści o wacie cukrowej i gumach do żucia, w których sam smak był drugorzędny – najważniejsze były ukryte wewnątrz obrazki. Dopełnieniem dziecięcego szczęścia była woda z syfonu z sokiem, o ile rodzice pozwolili na taki dodatek, oraz domowe kompoty.
A jakie są wasze najsłodsze wspomnienia? Pamiętacie jeszcze smak domowego podpiwku albo waty cukrowej z festynu? Dajcie znać w komentarzach, co wam najbardziej smakowało w dzieciństwie i czy te produkty można jeszcze gdzieś dzisiaj kupić.