Beata Śniechowska z gwiazdką Michelin. Szefowa kuchni szczerze o cenach i wygranej
Beata Śniechowska zapisała się na kartach historii jako pierwsza Polka, która zdobyła prestiżową gwiazdkę Michelin dla swojej autorskiej restauracji. W szczerej rozmowie triumfatorka "MasterChefa" zdradza kulisy sukcesu wrocławskiego konceptu BABA i tłumaczy, jak to wyróżnienie wywróciło do góry nogami ich system rezerwacji. Mimo ogromnego rozgłosu szefowa kuchni nie zamierza rezygnować z luźnej atmosfery bistro i serwowania... swojskiego śledzia.
Tegoroczna gala Michelin Guide Ceremony Poland, która odbyła się w Krakowie, na zawsze zapadnie w pamięć miłośnikom dobrego smaku w naszym kraju. Choć polskie restauracje od lat pną się po szczeblach kulinarnego Olimpu, to właśnie tegoroczna, pierwsza w historii w pełni ogólnopolska selekcja przyniosła moment przełomowy. Na liście wyróżnionych znalazło się blisko dwieście lokali, jednak oczy całej branży zwrócone są na Wrocław. To tam Beata Śniechowska, doskonale znana widzom jako triumfatorka drugiej edycji programu MasterChef, udowodniła, że od pasji i domowego gotowania można dojść do absolutnego światowego szczytu.
Żart na scenie, kosmiczne emocje i... awaria serwerów
Moment ogłoszenia werdyktu w krakowskim Centrum Kongresowym ICE był pełen napięcia, ale też niespodziewanego humoru. Beata Śniechowska z uśmiechem wspomina, że gdy wywołano ją na scenę, była przekonana, że idzie odebrać zupełnie inne, mniejsze wyróżnienie. "To był niezły żarcik na scenie. Okazało się, że to jednak gwiazdka!" – wspomina z dumą i niedowierzaniem. To nagroda, o której marzy każdy szef kuchni na świecie, ale dla Beaty najważniejsze było to, jak na sukces zareagował jej zespół. Choć w sieci natychmiast pojawiły się pełne łez i okrzyków radości filmiki z reakcją załogi, dziś emocje już nieco opadły, ustępując miejsca ciężkiej pracy.
- Wszyscy jesteśmy dumni, ale najważniejsze dla nas jest to, że się nie zmieniamy. Cały czas chcemy gotować tak samo, bo przecież dokładnie za to dostaliśmy to wielkie wyróżnienie – podkreśla wrocławska szefowa kuchni.
A wyzwanie jest ogromne. Choć BABA od otwarcia cieszyła się doskonałą renomą, po ogłoszeniu decyzji inspektorów Michelin zainteresowanie lokalem urosło do niebotycznych rozmiarów.
- Nie będę ukrywać – system rezerwacji nam po prostu padł! – śmieje się restauratorka.
Wolne stoliki znikają w mgnieniu oka, a restauracja stała się jednym z najbardziej pożądanych punktów na gastronomicznej mapie Polski.
Gwiazdka bez nadęcia. Śledź, tatar i wolność na talerzu
Wielu osobom gwiazdka Michelin kojarzy się ze sztywną atmosferą, białymi obrusami i wielodaniowymi, niezwykle drogimi menu degustacyjnymi. Restauracja BABA przełamuje te stereotypy. To kameralne bistro z kartą à la carte, gdzie gość ma pełną swobodę wyboru.
- Chcę gotować tak, jak gotowaliśmy. Jeśli masz dziś ochotę na dobrego śledzia, zamawiasz śledzia. Jeśli na tatara – jesz tatara. A jeśli na kaczkę w pięciu smakach, to właśnie ją dostajesz – deklaruje Śniechowska, podkreślając, że kocha miejsca otwarte dla ludzi, w których nie trzeba czuć kulinarnego onieśmielenia.
Co ważne, mimo gigantycznego sukcesu i prestiżu, szefowa kuchni nie zamierza drastycznie podnosić cen tylko z powodu czerwonej tabliczki na drzwiach.
Ta naturalność i autentyczność towarzyszą jej od samego początku, który miał miejsce na planie programu MasterChef. Śniechowska wprost przyznaje, że bez tego formatu nigdy nie postawiłaby na profesjonalną gastronomię. Co ciekawe, telewizyjna przygoda zrodziła też wieloletnie przyjaźnie. Jurorzy programu – Magda Gessler i Michel Moran – regularnie odwiedzają jej wrocławskie koncepty (BABA oraz Młodą Polskę), a sama Beata chętnie jada u Przemka Klimy (szefa nagrodzonej dwoma gwiazdkami krakowskiej Bottiglierii 1881).
Pytana o to, czy podczas wizyt tajemniczych inspektorów Michelin przeczuwała, z kim ma do czynienia, odpowiada krótko:
- Nigdy nie otwieraliśmy BABY po to, by gonić za gwiazdkami. Gotujemy z miłości do gościnności. Gdybyśmy codziennie próbowali wypatrzyć w tłumie gości z kraju i zagranicy tego jednego inspektora, po prostu byśmy zwariowali. Chcemy karmić każdego dokładnie tak samo dobrze - wyjaśnia.
I choć sukces kusi, by iść za ciosem i otwierać kolejne miejsca, Beata Śniechowska twardo stąpa po ziemi. BABA ma dopiero 2,5 roku, a jej właścicielka najbardziej na świecie pragnie teraz jednego: stać na serwisie w swojej kuchni, dopieszczać detale i osobiście dbać o to, by każdy gość wychodził z jej restauracji najedzony i szczęśliwy.