Nie dałam się nabrać na czeską "jagodziankę". Za kawę i dwa ciastka zapłaciłam grosze
Podróże do naszych południowych sąsiadów to nie tylko gwarancja świetnego piwa i knedlików, ale też doskonała okazja do obserwowania językowych pułapek. Czeski słownik jest pełen "fałszywych przyjaciół" – słów, które brzmią znajomo, a oznaczają coś zupełnie innego. Klasycznym przykładem jest "jahoda". Wielu Polaków myśli, że to jagoda, a na miejscu czeka ich słodkie zaskoczenie.
Nasi południowi sąsiedzi mają doskonałą rękę do słodkich wypieków. Zamiast wymyślnych deserów w nowoczesnym wydaniu, często stawiają na tradycyjne, sycące propozycje z lokalnych cukierni i piekarni. Absolutnie króluje tam puszyste ciasto drożdżowe. Do porannej czy popołudniowej kawy Czesi najchętniej zamawiają klasyczne koláče, czyli miękkie, okrągłe drożdżówki z twarogiem, makiem lub powidłami śliwkowymi, szczodrze posypane kruszonką.
Bardzo popularne są też buchty (odrywane bułeczki pieczone ciasno w foremce) oraz rzemieślnicze desery z dużą ilością śmietany, takie jak věnečky (czeskie ptysie z waniliowym kremem) czy kremrole (rurki z ciasta francuskiego z lekką pianką). W czeskich wypiekach nie ma miejsca na oszczędzanie na składnikach – ma być maślano, konkretnie i przede wszystkim "po domowemu".
Puszyste jagodzianki, które możesz zrobić w domu. Smakują lepiej niż w drogich cukierniach
Słodkie śniadanie w Ostrawie
Ostrawa to miasto, które tętni życiem, a my podczas naszego pobytu postanowiliśmy na chwilę uciec od zgiełku i zrobiliśmy sobie przerwę na dobrą kawę. Nasz wybór padł na CØKAFE Centrum, niewielki, polecany lokal znajdujący się rzut beretem od słynnej, imprezowej ulicy Stodolní.
Już od progu widać było, że to miejsce żyje swoim rytmem i cieszy się sympatią mieszkańców, którzy chętnie wpadają tu na pogaduchy i kawałek dobrego ciasta. W środku jest zaledwie kilka stolików, kolejne stoją na zewnątrz. W witrynie, obok pięknie wyrośniętych, rzemieślniczych chlebów, piętrzyły się świeże wypieki.
Nie daj się nabrać na czeską "jahodę"
Kiedy podeszłam do kasy, mój wzrok od razu przykuła pozycja o nazwie "jahodový šnek s polevou". Zawsze uśmiecham się pod nosem na widok tej nazwy, bo to klasyczna pułapka na turystów z Polski. Złudne podobieństwo sprawia, że nasi rodacy z pełnym przekonaniem czekają na ślimaka z fioletowym, leśnym nadzieniem, podczas gdy czeska jahoda to przecież truskawka!
Zamówiłam go z pełną świadomością i w towarzystwie klasycznej czeskiej drożdżówki (kynutý koláč) oraz dużego caffe latte, usiadłam przy stoliku. Biorąc pierwszy kęs "jahodovego" ślimaka, przepadłam. Ciasto miało mocno skarmelizowane brzegi, było mięciutkie i rwało się w palcach, a na samej górze spoczywała potężna porcja kremowej polewy uwieńczona połówką świeżej truskawki. Słodycz kremu idealnie przełamywała owocowy akcent – wypiek absolutnie pierwsza klasa.
Drugi wybór, czyli tradycyjny koláč, w niczym mu nie ustępował. To czeska klasyka we wspomnianym, najlepszym wydaniu. Maślane, idealnie puszyste ciasto drożdżowe uginało się pod ciężarem owocowo-serowego nadzienia, a całość przykrywała niezwykle chrupiąca, bardzo obficie sypnięta kruszonka. Ten wypiek smakował jak wyciągnięty prosto z domowego pieca.
W Polsce takie ceny to dziś rzadkość
Po tak dobrym śniadaniu przyszła pora na uregulowanie rachunku. Tutaj czekało nas drugie – tym razem absolutnie pozbawione pułapek – pozytywne zaskoczenie.
Zerkam na paragon: świetnie spienione caffe latte kosztowało 89 koron. Klasyczna drożdżówka z kruszonką to wydatek rzędu 64 koron, a kremowy ślimak z truskawką kosztował 80 koron. Całość wyniosła 233 czeskie korony.
W przeliczeniu na naszą walutę za zamówienie zapłaciliśmy niecałe 40 złotych. Biorąc pod uwagę jakość, rzemieślniczy charakter wypieków oraz to, że jedliśmy w polecanej kawiarni w centrum dużego miasta, jest to cena wręcz rewelacyjna. W wielu polskich kawiarniach z ofertą speciality taka kwota wystarczyłaby obecnie na kawę i – przy odrobinie szczęścia – jeden kawałek ciasta. Jeśli więc będziecie w Czechach, koniecznie odwiedzajcie i sprawdzajcie tamtejsze lokale. I pamiętajcie, żeby nie zdziwić się, kiedy na "jahodowym" deserze zobaczycie dorodną truskawkę.