Nowe zasady w szkolnych stołówkach. Sylwia Majcher: "To nie rewolucja, tylko powrót do naszych najlepszych tradycji"

Mniej słabego mięsa, więcej strączków i koniec z serwowaniem mrożonek w środku lata – od września szkolne menu czekają spore zmiany. Choć w internecie wrze od domysłów, dziennikarka kulinarna i ekologiczna Sylwia Majcher w rozmowie z Pyszności.pl nie ma wątpliwości: nowe przepisy to ogromna szansa na lepsze jedzenie dla dzieci, pod jednym warunkiem.

Sylwia Majcher komentuje zmiany w żywieniu w placówkachSylwia Majcher komentuje zmiany w żywieniu w placówkach oświatowych
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, Archiwum prywatne
Magdalena Pomorska

Od 1 września 2026 r. wchodzą w życie nowe zasady dotyczące żywienia dzieci i młodzieży w szkołach i przedszkolach. Rozporządzenie Ministra Zdrowia nakłada na placówki obowiązek m.in. wprowadzenia co najmniej jednego posiłku roślinnego w tygodniu, przygotowywania zup na wywarach warzywnych oraz ograniczenia cukru i soli. Choć w sieci nie brakuje skrajnych opinii i głosu zaniepokojonych rodziców, eksperci uspokajają: chodzi przede wszystkim o jakość i zdrowie.


WIDEO
Mateusz Gessler o jedzeniu na szkolnych stołówkach


Szkolne stołówki zmieniają się od lat

Dotychczasowe przepisy żywieniowe pochodziły sprzed kilkunastu lat i mocno odstawały od dzisiejszej wiedzy medycznej oraz codziennych potrzeb dzieci. Wiele placówek i intendentów już wcześniej na własną rękę wprowadzało zmiany, reagując na rosnącą liczbę alergii czy fakt, że coraz więcej rodzin odżywia się roślinnie. Obecnie trwa też seria szkoleń dla kadry zarządzającej i personelu stołówek.

– Wokół rozporządzenia narosło sporo stresu i złego PR-u. W komentarzach rodziców można wręcz przeczytać obawy, że za chwilę będziemy jeść robaki. Tymczasem my po prostu nie uciekniemy od faktu, że świat kulinarny się zmienia – mówi Sylwia Majcher, dziennikarka i edukatorka zero waste. – Przepisy nie wymagają też, aby codziennie serwować dwudaniowy obiad. Posiłkiem może być sycąca, gęsta zupa na bazie strączków podana np. z gryczanką czy goframi. Dla kuchni to wręcz ułatwienie – dodaje.

Mięso jak "wyrób czekoladopodobny"?

Jednym z najgorętszych tematów jest ograniczenie ilości mięsa w szkolnym menu. Ekspertka zwraca uwagę, że problemem nie jest samo mięso, ale jego drastycznie spadająca jakość na rynku.

– Mięsa na talerzu nie może być tyle, ile było do tej pory. Często lepiej zastąpić posiłek mięsny wartościową alternatywą roślinną, niż kupować najtańsze mięso i serwować dzieciom produkty, które przypominają dawny wyrób czekoladopodobny. Samo mięso nie jest złe, ale jego jakość bywa dziś bardzo niska – zauważa ekspertka. – A jeśli rodzic bardzo obawia się niedoborów u dziecka, zawsze może dołożyć mu coś mięsnego do domowej śniadaniówki – dodaje.

Polska kuchnia od zawsze była jarska

Zwiększenie udziału warzyw i produktów roślinnych bywa błędnie postrzegane jako narzucanie obcych trendów. Tymczasem tradycyjna polska kuchnia przez wieki opierała się na kaszach, strączkach i warzywach, a mięso na co dzień pojawiło się w niej stosunkowo niedawno, wraz z rozwojem hodowli przemysłowej.

– Autorzy rozporządzenia nie odkrywają Ameryki ani nie czerpią z obcych kultur, tylko sięgają po to, co w naszej kuchni najlepsze. Nasza tożsamość kulinarna słynie z fantastycznych zup i dań jarskich – podkreśla Sylwia Majcher. – Mamy cztery pory roku i niesamowitą sezonowość. Natura nie bez powodu daje nam konkretne produkty w danym momencie: wiosną nowalijki na wzmocnienie po zimie, a jesienią bogate w witaminy dynie, papryki i pomidory, które wspierają naszą odporność. Rozporządzenie kończy też absurdalne historie, gdy latem, w szczycie sezonu, zamawia się do szkół mrożonki.

Strączki zamiast sztucznych zamienników

Wielu rodziców pyta, czy stołówki zaczną teraz serwować wysoko przetworzone "mięso roślinne". Dziennikarka ostrzega przed prostą zamianą jednego przetworzonego produktu na inny i zachęca do używania naturalnych składników.

– Nie chodzi o to, żeby przetworzone mięso zastępować przetworzonym białkiem roślinnym. Chodzi o pełnowartościową żywność. W spaghetti bolognese w zupełności wystarczy zwykła czarna soczewica – ona da odpowiednią ilość białka i świetny smak. Gotowe zamienniki mięsa raz na jakiś czas są w porządku, ale baza menu powinna być naturalna – wyjaśnia edukatorka.

Lekcja na talerzu i szacunek do wyboru

Kluczem do powodzenia reformy jest brak przymusu oraz właściwa edukacja – zarówno na godzinach wychowawczych, jak i podczas zajęć z edukacji zdrowotnej. Dzieci, które znają schemat danej potrawy lub same uczestniczą w jej przygotowaniu, znacznie chętniej sięgają po nowe smaki.

– Nigdy nie będzie smakować wszystkim, ale z moich obserwacji około 80 proc. dzieci, które wcześniej zarzekały się, że czegoś nie zjedzą, jest mega zaskoczonych smakiem, gdy same zrobią np. burgera z buraka i doprawią go po swojemu – mówi Sylwia Majcher. – Dzieci lubią też mieć wybór. Świetnie sprawdza się model ze szkoły w Izabelinie, gdzie dzieci nie dostają gotowej surówki na talerzu. Na stołach stoją miski z pokrojonymi w ćwiartki pomidorami, ogórkami czy cukinią oraz oliwa i jogurt. Dzieci same nakładają to, na co mają ochotę. Warzywa błyskawicznie znikały, a jeśli coś zostało w kuchni, nie marnowało się – można z tego zrobić zupę kolejnego dnia.

Praktyczne rozwiązania, szacunek dla dziecięcych wyborów i powrót do sezonowych, lokalnych produktów dają szansę na to, że zmiana przepisów wyjdzie wszystkim mimo wszystko na zdrowie. A ciebie co najbardziej przekonuje lub denerwuje w zmianach na szkolnych stołówkach?

Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!