Poza sezonem wcale nie jest taniej. Sprawdziłam, ile kosztuje ryba nad morzem
Morze Bałtyckie rzadko bywa pierwszym wyborem na zimowy czy wiosenny urlop. O tej porze roku częściej stawiamy na góry albo ciepłe kierunki, gdzie zamiast czapki i szalika wystarczy krem z filtrem. A jednak są tacy, którzy właśnie teraz wolą Bałtyk — dla jodu, spokoju i długich spacerów brzegiem morza. I choć plaże bywają raczej ciche i puste, są miejsca, które nawet poza sezonem nie narzekają na brak gości.
Bar Karmazyn to jedno z tych miejsc w Trójmieście, które funkcjonuje przez cały rok. Lokal mieści się w Gdańsku-Jelitkowie, tuż przy wejściu na plażę, i działa nieprzerwanie od początku lat 90. Od lat słynie z kuchni rybnej, dużych porcji i szybkiej obsługi. Opinie ma całkiem dobre — chwalony jest za świeże składniki i domowy smak. W styczniową niedzielę, w trakcie ferii zimowych, łatwo było się przekonać, że to nie są puste słowa.
Przepis na chrupiące faworki z indyka. Muszą znaleźć się w karnawałowym menu
Choć to martwy sezon, w porze obiadowej lokal był wypełniony niemal do ostatniego miejsca. Kolejka do zamówień, zajęte stoliki, spory ruch — bardziej klimat długiego weekendu niż posezonowego Jelitkowa. Byliśmy z mężem przygotowani na czekanie, ale zamówienie dostaliśmy niemal od razu. Miłe zaskoczenie.
Ile kosztuje ryba nad morzem poza sezonem?
Zamówienie było dość klasyczne: zupa rybna, żurek, dwa dorsze w cieście — jeden z ziemniakami, drugi z frytkami, do tego surówki oraz rozgrzewająca herbata "z prądem".
Zupa rybna okazała się strzałem w dziesiątkę. Mam do zup rybnych dużą słabość — nad morzem zamawiam je właściwie za każdym razem. W każdej restauracji, tawernie czy nadmorskim barze smakują i wyglądają inaczej. Czasem są jasne, kremowe, zabielone śmietaną, z dużą ilością koperku, innym razem nieco kwaśniejsze od pomidorów. Zupa rybna z Baru Karmazyn okazała się naprawdę smaczna, treściwa i bardzo rozgrzewająca. Przygotowywana jest z halibuta, dorsza i łososia. Dobrze doprawiona, odpowiednio kwaśna z dużymi kawałkami ryby. Do żurku również nie mamy żadnych zastrzeżeń. Zawiesisty, aromatyczny, z solidną mięsną wkładką i jajkami. Smakował niemal jak domowy.
Dorsz z patelni, nie z frytury
Dorsz był soczysty, świeży i smażony na patelni, a nie w głębokiej fryturze. Zamiast klasycznej panierki ciasto naleśnikowe, delikatne, lekko chrupiące na brzegach, nienasiąknięte tłuszczem. Mogłoby być nieco bardziej dosolone, ale to już kwestia gustu. Porcje były bardzo duże, więc na deser nie starczyło już miejsca.
216 zł za obiad dla dwóch osób nad morzem, w trakcie ferii, przy takich porcjach i jakości, trudno uznać za cenę zaskakującą. Z drugiej strony warto spojrzeć na to szerzej — dla rodziny 2+2 taki obiad oznaczałby już wydatek rzędu kilkuset złotych, co dla wielu osób może być barierą, zwłaszcza przy częstszych wizytach.