Sprawdziłam ukryty bar w krakowskiej przychodni. Ten schabowy robi wrażenie

Na piętrze przychodnia, a w podziemiach bar – i to nie byle jaki. Mieszkańcy Krakowa, ale też wtajemniczeni turyści, doskonale znają to miejsce i chętnie je odwiedzają. Sprawdziłam na własnej skórze, w czym tkwi fenomen tego ukrytego w podziemiach lokalu.

Tani obiad w Krakowie w barze przy przychodniTani obiad w Krakowie w barze przy przychodni
Źródło zdjęć: © Pyszności
Ewa Malinowska

Wbijam adres w nawigację i przez chwilę kręcę się w kółko na miejscu, bo z ulicy ciężko dostrzec właściwe wejście do lokalu. W pewnym momencie mija mnie para niosąca plastikowe pojemniki wypełnione parującym jedzeniem. Podchodzę i pytam, jak dostać się do baru.

– A to trzeba wejść do przychodni i od razu w lewo, prosto do piwnicy – słyszę w odpowiedzi.

Wchodzę do budynku, skręcam we wskazanym kierunku i już na schodach czuję ten charakterystyczny, swojski zapach smażonej cebulki i mięsa. Dotarłam na miejsce, do kultowego baru mieszczącego się w piwnicy przychodni przy ul. Ułanów 29A w Krakowie.


WIDEO
Sernik krakowski w tradycyjnym wydaniu. Najlepsze polskie ciasto


Krakowski bar w piwnicy przychodni

Bary gastronomiczne to rzadkość w szpitalach, a co dopiero w miejskich przychodniach. Ten jednak ma się świetnie i udanie działa już od wielu lat. Przychodzą tu dosłownie wszyscy: seniorzy po wizycie u lekarza, studenci z pobliskich uczelni oraz pracownicy okolicznych biur zgarniający pojemniki na wynos.

  • Cerata i krzesła  w klimacie dawnych lat
  • Kolejka ustawia się od otwarcia
  • Tabliczka pojawia się dopiero przy schodach
  • Menu jest proste i bazuje na polskich smakach
[1/4] Cerata i krzesła w klimacie dawnych lat Źródło zdjęć: © Pyszności

Kolejka w korytarzu bywa naprawdę długa, ale nikt nie narzeka. Każdy posłusznie ustawia się w wąskim korytarzu wyłożonym ceratowymi obrusami i cierpliwie czeka na swoją kolej.

Schabowy jak u babci i gigantyczna porcja

Menu zmienia się tutaj każdego dnia. W dniu moich odwiedzin na tablicy pojawiają się tradycyjna pomidorowa (9 zł), krupnik (9 zł) oraz żurek z kiełbasą (15 zł). Do tego klasyczne dania główne: schabowe, pieczeń, karczek, ozorki w sosie czy różnorodne pierogi. Co ciekawe, niektóre pozycje można zamawiać w połowie porcji. I bardzo szybko dowiaduję się dlaczego.

Stojąc w kolejce, od niemal każdego słyszę zachwyty nad schabowymi, więc decyzja zapada błyskawicznie. Mam szczęście: o godzinie 13.30 zamawiam jednego z ostatnich kotletów z pierwszej partii (kolejna dostawa mięsa ma być później). Z kuchni dobiega odgłos tłuczenia mięsa i skwierczący na patelni tłuszcz. Do zestawu dobieram pół porcji pierogów z borówkami oraz tradycyjny kompot.

Ekspresowo pojawia się przede mną talerz z daniem głównym. Kotlet schabowy z ziemniakami i zestawem surówek kosztuje 30 zł. Jest gigantyczny – złocista, cienka panierka przykrywa talerz tak bardzo, że ziemniaki ledwo spod niej widać. Mięso jest gorące, świeżo zdjęte z patelni. Tu nie ma żadnego leżenia w bemarze czy podgrzewania w mikrofali: szybkie smażenie, natychmiastowa wydawka i jedzenie.

Tak wygląda schabowy w barze w przychodni
Tak wygląda schabowy w barze w przychodni © Pyszności

Dostałam soczysty, dobrze rozbity, domowy kotlet, do tego ziemniaki z wody i świeże surówki (wybrałam zestaw pół na pół: buraczki i marchewkę). W tej prostocie tkwi olbrzymia siła. Porcja jest ogromna, a cena 30 zł okazuje się więcej niż adekwatna.

Domowa kuchnia w Krakowie

Po chwili na stół trafiają także pierogi z borówkami polane śmietaną. Za pół porcji (10 sztuk!) płacę zaledwie 15 zł. Nie są zbyt duże, a spod ciasta ładnie prześwitują ciemne owoce. W smaku okazują się jednak dość suche – borówki mają to do siebie, że nie puszczają wewnątrz dużo soku, a ze względu na swój kształt zostawiają wolne przestrzenie pod ciastem, które samo w sobie mogłoby być odrobinę cieńsze. Nie są to najlepsze pierogi, jakie jadłam w życiu, ale śmiało można zaliczyć je do bezpiecznej kategorii "poprawnych".

Pół porcji pierogów z borówkami
Pół porcji pierogów z borówkami © Pyszności

Porcja schabowego jest tak okazała, że nie jestem w stanie jej dojeść. Proszę o pudełko na wynos (płatne 2 zł) i pakuję resztę kotleta – spokojnie naje się nim jeszcze jedna osoba. Zresztą większość gości baru robi podobnie, a niektórzy dzwonią wcześniej i składają zamówienia na konkretną godzinę. Kolejka wcale nie maleje, kolejni klienci schodzą do piwnicy, a w kuchni praca wrze na pełnych obrotach.

Bar w przychodni w Krakowie - tani obiad jak u babci

Za zestaw składający się z ogromnego schabowego z dodatkami, pół porcji pierogów oraz dwóch kompotów płacę łącznie 49 zł. To idealna cena za obfity obiad dla dwóch osób (lub jednej bardzo wygłodniałej). Warto dodać, że sam kompot kosztuje tu zaledwie 2 zł – co w porównaniu z barem mlecznym w Zakopanem jest kwotą wręcz symboliczną.

Bar w przychodni przy ul. Ułanów to miejsce, w którym czas zatrzymał się w tym dobrym sensie. Dania są świeże, domowe i smakują dokładnie tak, jak w kuchni u naszych mam czy babć. Niska cena sprawia, że to miejsce przystępne dla każdego portfela. To doskonała odpowiedź na naszą tęsknotę za prostym, swojskim jedzeniem i świetny kontrast dla restauracji. Dla tak pysznego, świeżego schabowego naprawdę warto odstać swoje w piwnicznej kolejce.

Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!