Wbijam adres w nawigację i przez chwilę kręcę się w kółko na miejscu, bo z ulicy ciężko dostrzec właściwe wejście do lokalu. W pewnym momencie mija mnie para niosąca plastikowe pojemniki wypełnione parującym jedzeniem. Podchodzę i pytam, jak dostać się do baru.
– A to trzeba wejść do przychodni i od razu w lewo, prosto do piwnicy – słyszę w odpowiedzi.
Wchodzę do budynku, skręcam we wskazanym kierunku i już na schodach czuję ten charakterystyczny, swojski zapach smażonej cebulki i mięsa. Dotarłam na miejsce, do kultowego baru mieszczącego się w piwnicy przychodni przy ul. Ułanów 29A w Krakowie.
WIDEOSernik krakowski w tradycyjnym wydaniu. Najlepsze polskie ciasto
Krakowski bar w piwnicy przychodni
Bary gastronomiczne to rzadkość w szpitalach, a co dopiero w miejskich przychodniach. Ten jednak ma się świetnie i udanie działa już od wielu lat. Przychodzą tu dosłownie wszyscy: seniorzy po wizycie u lekarza, studenci z pobliskich uczelni oraz pracownicy okolicznych biur zgarniający pojemniki na wynos.
Kolejka w korytarzu bywa naprawdę długa, ale nikt nie narzeka. Każdy posłusznie ustawia się w wąskim korytarzu wyłożonym ceratowymi obrusami i cierpliwie czeka na swoją kolej.
Schabowy jak u babci i gigantyczna porcja
Menu zmienia się tutaj każdego dnia. W dniu moich odwiedzin na tablicy pojawiają się tradycyjna pomidorowa (9 zł), krupnik (9 zł) oraz żurek z kiełbasą (15 zł). Do tego klasyczne dania główne: schabowe, pieczeń, karczek, ozorki w sosie czy różnorodne pierogi. Co ciekawe, niektóre pozycje można zamawiać w połowie porcji. I bardzo szybko dowiaduję się dlaczego.
Stojąc w kolejce, od niemal każdego słyszę zachwyty nad schabowymi, więc decyzja zapada błyskawicznie. Mam szczęście: o godzinie 13.30 zamawiam jednego z ostatnich kotletów z pierwszej partii (kolejna dostawa mięsa ma być później). Z kuchni dobiega odgłos tłuczenia mięsa i skwierczący na patelni tłuszcz. Do zestawu dobieram pół porcji pierogów z borówkami oraz tradycyjny kompot.
Ekspresowo pojawia się przede mną talerz z daniem głównym. Kotlet schabowy z ziemniakami i zestawem surówek kosztuje 30 zł. Jest gigantyczny – złocista, cienka panierka przykrywa talerz tak bardzo, że ziemniaki ledwo spod niej widać. Mięso jest gorące, świeżo zdjęte z patelni. Tu nie ma żadnego leżenia w bemarze czy podgrzewania w mikrofali: szybkie smażenie, natychmiastowa wydawka i jedzenie.
Dostałam soczysty, dobrze rozbity, domowy kotlet, do tego ziemniaki z wody i świeże surówki (wybrałam zestaw pół na pół: buraczki i marchewkę). W tej prostocie tkwi olbrzymia siła. Porcja jest ogromna, a cena 30 zł okazuje się więcej niż adekwatna.
Domowa kuchnia w Krakowie
Po chwili na stół trafiają także pierogi z borówkami polane śmietaną. Za pół porcji (10 sztuk!) płacę zaledwie 15 zł. Nie są zbyt duże, a spod ciasta ładnie prześwitują ciemne owoce. W smaku okazują się jednak dość suche – borówki mają to do siebie, że nie puszczają wewnątrz dużo soku, a ze względu na swój kształt zostawiają wolne przestrzenie pod ciastem, które samo w sobie mogłoby być odrobinę cieńsze. Nie są to najlepsze pierogi, jakie jadłam w życiu, ale śmiało można zaliczyć je do bezpiecznej kategorii "poprawnych".
Porcja schabowego jest tak okazała, że nie jestem w stanie jej dojeść. Proszę o pudełko na wynos (płatne 2 zł) i pakuję resztę kotleta – spokojnie naje się nim jeszcze jedna osoba. Zresztą większość gości baru robi podobnie, a niektórzy dzwonią wcześniej i składają zamówienia na konkretną godzinę. Kolejka wcale nie maleje, kolejni klienci schodzą do piwnicy, a w kuchni praca wrze na pełnych obrotach.
Bar w przychodni w Krakowie - tani obiad jak u babci
Za zestaw składający się z ogromnego schabowego z dodatkami, pół porcji pierogów oraz dwóch kompotów płacę łącznie 49 zł. To idealna cena za obfity obiad dla dwóch osób (lub jednej bardzo wygłodniałej). Warto dodać, że sam kompot kosztuje tu zaledwie 2 zł – co w porównaniu z barem mlecznym w Zakopanem jest kwotą wręcz symboliczną.
Bar w przychodni przy ul. Ułanów to miejsce, w którym czas zatrzymał się w tym dobrym sensie. Dania są świeże, domowe i smakują dokładnie tak, jak w kuchni u naszych mam czy babć. Niska cena sprawia, że to miejsce przystępne dla każdego portfela. To doskonała odpowiedź na naszą tęsknotę za prostym, swojskim jedzeniem i świetny kontrast dla restauracji. Dla tak pysznego, świeżego schabowego naprawdę warto odstać swoje w piwnicznej kolejce.