Ten błąd popełnia wielu Polaków. Przez to herbata nie ma żadnych wartości
Zimą chętnie sięgamy po herbatę, ciesząc się z gorącego, rozgrzewającego napoju. W ruch idą również słoiczki z cennym miodem. Nieodpowiednio dodany nie będzie jednak niczym innym jak zwykłym słodzidłem.
Gdy tylko poczujemy drapanie w gardle lub dreszcze, instynktownie sięgamy po kubek gorącej herbaty z miodem. Chociaż intencje mamy dobre, efekt końcowy jest odwrotny do zamierzonego. Pod wpływem wysokiej temperatury tracimy wszystko to, za co zapłaciliśmy wysoką cenę u lokalnego pszczelarza. Zamiast leczniczego naparu, pijemy roztwór cukrów prostych, który wprawdzie jest smaczny, ale nie ma już nic wspólnego z naturalną antybiotykoterapią.
Puszyste bombolki z miodem i masłem. Podhalański przepis na stałe zadomowi się w twojej kuchni
Nie dodawaj miodu do herbaty
Miód to nie tylko słodzik, to biologicznie aktywny produkt, który zawiera enzymy takie jak inwertaza, amylaza czy oksydaza glukozy, kwasy organiczne, olejki eteryczne oraz naturalne antybiotyki, jak inhibina. To właśnie te składniki odpowiadają za jego działanie bakteriobójcze, przeciwzapalne i wzmacniające odporność. W skład miodu wchodzą również cenne mikroelementy: potas, magnez, żelazo oraz witaminy z grupy B i witamina C.
Niestety, enzymy zawarte w miodzie są niezwykle wrażliwe na wysoką temperaturę. Już przy 40-45 stopniu Celsjusza zaczyna dochodzić do nieodwracalnej denaturacji białek enzymatycznych. W praktyce oznacza to, że wrzucając łyżkę miodu do parującej, gorącej herbaty (która tuż po zaparzeniu ma około 80-90 stopni), w ciągu zaledwie kilku sekund niszczymy wszystkie jego prozdrowotne właściwości. Pozostaje jedynie słodki smak i kalorie. Zniszczeniu ulegają przede wszystkim właściwości antybiotyczne. Inhibina, która hamuje rozwój drobnoustrojów, w kontakcie z wrzątkiem przestaje działać niemal natychmiast.
Jak pić herbatę z miodem?
Jeśli zależy więc nam nie na samym smaku, ale i na cennych właściwościach, to picie gorącej herbaty z miodem jest kiepskim pomysłem. Należy za to uzbroić się w cierpliwość. Najprostsza metoda to odczekanie, aż herbata przestygnie na tyle, by móc swobodnie dotknąć kubka i nie poczuć parzenia. Idealna temperatura to około 35-40 stopni Celsjusza. Dopiero wtedy napój staje się bezpiecznym środowiskiem dla aktywnych biologicznie substancji. Miód powinien być ostatnim składnikiem, który ląduje w kubku – już po cytrynie czy imbirze.
Warto tu wspomnieć o jeszcze jednej ważnej zasadzie dotyczącej cytryny. Dodanie jej do bardzo gorącej herbaty przed usunięciem fusów sprawia, że kwas cytrynowy reaguje z aluminium (glinem) naturalnie występującym w liściach herbaty. Powstaje wtedy cytrynian glinu, który jest przyswajalny przez nasz organizm i może być szkodliwy dla zdrowia. Dlatego zarówno cytrynę, jak i miód, dodajemy zawsze do naparu po wyjęciu torebki lub sitka z fusami i znacznym przestudzeniu napoju.