Większość z nas na hasło "przetworzone mięso" myśli: "no przecież to normalne". Parówki z wody na śniadanie, salami na pizzy, wędzony boczek do jajecznicy – brzmi znajomo, prawda? Niestety, naukowcy patrzą na to o wiele surowiej i biją na alarm. Wspólnym mianownikiem tych rarytasów jest tona konserwantów (zwłaszcza osławione azotany i azotyny). Owszem, chronią mięso przed psuciem i dają ładny, różowy kolor, ale w naszym żołądku mogą zamienić się w groźne nitrozoaminy. Regularne zajadanie się wędlinami obładowanymi "chemią" to proszenie się o kłopoty, bo z czasem organizm przestaje sobie z nimi radzić.
WIDEODomowy kotlet Seby czy gotowiec z Żabki? Sprawdziliśmy to w teście w ciemno
Złota, chrupiąca skórka? To może być wyrok
Tutaj dochodzimy do ulubionego grzeszku w polskiej kuchni. Mocno przypieczona skórka, niemal zwęglona kiełbasa z rusztu czy ciemnobrązowy kotlet... brzmi pysznie, ale dla zdrowia to dramat. Podczas mocnego smażenia, grillowania czy pieczenia w mięsie zachodzą fatalne reakcje. Powstają związki o skomplikowanych nazwach (heterocykliczne aminy, benzo(a)piren), ale o bardzo prostym działaniu: silnie rakotwórczym.
I uwaga – to nie dotyczy tylko ciężkiego czerwonego mięsa! Spalony na wiór kurczak czy czarna od grilla ryba też mają w sobie ten sam rakotwórczy arsenał.
Jak gotować, żeby zjeść pysznie i zdrowo?
Czy to znaczy, że mamy jeść tylko sałatę? Oczywiście, że nie! Sekretem jest obróbka. Jeśli chcesz zjeść mięso ze smakiem, a przy okazji nie skracać sobie życia, unikaj spalenizny. Ciemnobrązowe ranty od razu odcinaj. Zaprzyjaźnij się z gotowaniem na parze, duszeniem bez obsmażania czy pieczeniem w naczyniach żaroodpornych i folii, które zatrzymują wilgoć, a odcinają żar. Jeśli musisz użyć patelni – zrób to błyskawicznie, tylko "zamknij" mięso, a resztę dociągnij, dusząc z warzywami i wodą. Wyjdzie kruche, soczyste i co najważniejsze – bezpieczne.