To browar znany w całej Polsce. Właśnie dostał wyróżnienie Michelin 2026
Perłowa Pijalnia Piwa położona w sercu Lublina otrzymała prestiżowe wyróżnienie w przewodniku Michelin Guide Polska 2026. "Kuchnia jest treściwa i nie skąpi smaku" - napisali autorzy. To święty Graal dla restauratora i prawdziwy dopalacz kariery każdego szefa kuchni. Ale to miejsce, gdzie zjecie cebularza, tatara, napijecie się z nalewaka złocistego trunku. Więc za to wyróżnienie?
Perłowa to lokal firmowy miejscowego, ale znanego w całej Polsce browaru. Znajduje się przy ul. Bernardyńskiej 15, gdzie cała historia się zaczęła. Tu od drugiej połowy XVII wieku mieścił się klasztor Ojców Reformatów. Gdy duchowni opuścili Bernardyńską, w latach 1846-2001 pełną parą pracował browar. Później cały kompleks przeszedł metamorfozę i dziś można powiedzieć, że to nomen omen perła w koronie Lublina. Jest tu plenerowy klub Radość, jest i Kino Letnie, restauracja, pokoje gościnne, można też zwiedzać podziemia Browaru. To miejsce, które każdy turysta pewnie ma zapisane w kajeciku, ale i Lubelacy bywają tu regularnie.
Golonka pieczona w piwie po śląsku
Za co lubię Perłową? Po pierwsze, za koncept. To nie jest miejsce z przypadkowo ustawionymi stolikami i krzesłami z popularnego sklepu meblowego. Ktoś wpadł na to, żeby oddać ducha minionej epoki eliptycznym barem z metalowym blatem i wysokimi stołkami. Wygląda tak jak wyszynk, do którego wpadało się na jednego głębszego, na lunetę, na zimnego pilsnera latem po robocie. Ale na szybkiej kolejce się nie kończy, bo to miejsce jest tak klimatyczne, że trudno je opuścić bez żalu. Ale uprzedzam, amatorzy kraftowych piw mogą być zawiedzeni. Na nalewakach są klasyki od Perły i z Browaru Zwierzyniec. Jak słyszałam tu i ówdzie, to "dobre koncerniaki".
Mnie nieustannie zachwycają ich piwne radlery, robione na bazie witbiera z sezonowymi wariacjami. Ci, którzy wpadną teraz, późną wiosną, mogą zasmakować połączenia ananasa, rokitnika i mięty lub wiśni z miętą, także w wersjach bezalkoholowych. Są świetne, kiedy na dworze jest gorąco, nawet jeśli siedzicie w nieco mrocznym wnętrzu baru.
Menu? Klasyki kuchni polskiej, ale szef kuchni puszcza oczko
Po drugie, menu. To barowe przystawki wyniesione na zupełnie inny level. W założeniu mają być dodatkiem do piwa, jest tu więc dużo chrupkości i słoności w wersji dla mięsożerców, jarosze też znajdą coś dla siebie. "Smaki naszych dań są inspirowane i łączone z piwem. Potrawy tworzymy od podstaw. Sami wyrabiamy m.in. pieczywo, lody, dodatki takie jak majonez czy musztarda. Wykorzystujemy produkty sezonowe i od lokalnych dostawców" - tak o sobie piszą, a ja mogę powiedzieć - wierzę im!
- 1
Perłowa Pijalnia Piwa
Bar w Perłowej Pijalni Piwa
- 2
Menu w Perłowa Pijalnia Piwa
Menu w Perłowej Pijalni Piwa
- 3
Perłowa Pijalnia Piwa
Cebularz
- 4
Perłowa Pijalnia Piwa
Perłowa Pijalnia Piwa
Co zamawiam zazwyczaj? Obowiązkowy punkt w menu to piwny cebularz. Pierwsze spotkanie z tym wypiekiem było szybko przemijającym rozczarowaniem. Bo wcale nie wyglądał jak prawilny cebularz, jakiego każdy Lubelak zna i wspomina z sentymentem. Ciasto nie jest wyrośnięte, ale za to znacznie delikatniejsze niż klasyczny cebularz w piekarni. Cieńsze, pachnie delikatnie piwem i masłem. Ciekawostką jest, że cebulę duszą w koźlaku, mocnym piwie dolnej fermentacji o wyrazistym, lekko karmelowym smaku. Więc po pierwszym spojrzeniu poczułam urazę rodowitego Lubelaka, któremu podano francuską drożdżówkę à la cebularz. Ale już pierwszy kęs zrekompensował to wrażenie. I to danie za każdym razem zaskakuje mnie najbardziej.
Do tego świetnie pasuje tatar, którego wraz z cebularzem zamawiam każdorazowo. Bo ten tatar należy do najsmaczniejszych na mapie Lublina. A w zasadzie… Lepszego nigdzie nie jadłam. Pomijając dodatki, na uwagę zasługuje samo mięso. Jest krojone, a nie mielone, za to tak drobno, że tatar rozpływa się w ustach. Dostaniecie go z chlebem, ale serio, spróbujcie zagryźć cebularzem.
Frytki i krokiety serowe to absolutny must-eat dla tych, którzy do Perły zawitają późnym wieczorem i z chętką na coś mocno umamicznego, serowego i słonego. Krokiety wypełnia ciągnący się, gorący ser, którego tłustość świetnie balansują charakterne marynowane rzodkiewki. Frytki polane są gęstym, kremowym sosem na bazie majonezu i musztardy z dodatkiem ostrej papryki. Obficie posypane są chrupiącą prażoną cebulą. Dla mnie oba te dania mogłyby nie istnieć, bo to nie moje smaki, ale mogę zapewnić, że cieszą się powodzeniem. Wśród moich towarzyszy zbierały wysokie noty.
Ja za to uwielbiam ich boczniaki i to jest fast food, który mogę jeść bez przerwy. Kawałki grzybów panierowane i smażone na głębokim tłuszczu na bardzo, bardzo chrupko. W zależności od sezonu (bo karta jest modyfikowana regularnie) mają inne dodatki. Te, które jadłam ostatnim razem, mają truflową ricottę, ser Bursztyn i kapary. Szczerze? Zamawiałam je w tej wersji dwa razy. Za pierwszym razem pomyślałam, że kucharzowi się sypnęło zestem, czyli skórką z cytryny, którą wykańczane są boczniaki. Za drugim razem straciłam złudzenia - tak ma być! Bardzo cytrynowo. Dla mnie zdecydowanie za mocno i zmniejszyłabym ilość cytrusowego smaku o połowę. Nie zamówiłabym trzeci raz. I nie zamówię, dopóki Perłowa nie zaproponuje innych boczniaków.
Poza tym wszystko mogłoby się zgadzać, bo połączenie chrupkiego boczniaka o soczystym wnętrzu z niesamowicie kremowym serem i słonymi kaparami sprawia, że mózg wariuje ze szczęścia.
Specjalność zakładu? Hot dog!
Siedzenie przy metalowym barze, którego epicentrum są nalewaki i biegający w tę i z powrotem barmani i barmanki sprzyja obserwacjom. Ja z ciekawością zaglądałam innym w talerze. I zauważyłam, że panowie niemal zawsze zamawiają hot dogi. Ale jakie to są hot dogi! Dostajemy dwa. Pierwszy to kiełbaska, ostry sos chipotle, relish (rodzaj gęstego sosu, często z posiekanymi piklami) z kopru włoskiego i piklowana cebulka perłowa wypełniające bułę. Drugi to kojarzący się z tradycją street food hot-dog z kiełbaską, sosem Louisiana Remoulade (ten sam ląduje na frytkach), kiszonym ogórkiem i prażoną cebulką. Ja nie lubię, ale ci, co jedli, wyglądali na ukontentowanych. Nawet w tym banalnym daniu czuć było, że ktoś miał na to pomysł, że to nie jest zwykła bułka z kiełbasą i keczupem, ale kompletne danie.
Zawsze zaglądam też do tzw. wkładki sezonowej - chwilę po informacji o wyróżnieniu we wkładce dominowały szparagi, botwinka, szczaw i bez. Nie próbowałam wyjątkowo, za to powiem wam, że to w Perłowej po raz pierwszy próbowałam pasty z lędźwianu z "wkładki". Co to takiego? Sprawdźcie sami, bo warto. A pozostając w temacie past, w przystawkach znajdziecie też rillete z wieprzowiny i paté z soczewicy. Czyli dwa zupełnie różne smarowidła. Jadłam i zapomniałam. Nie do końca pasuje mi taka przystawka do piwa, ale być może jestem niesprawiedliwa, bo tak samo niskie noty zbierają u mnie wszelakie zupy-kremy.
Browarowy przegląd menu - co z cenami?
Trudno w to uwierzyć, ale ceny są przyzwoite. Najdroższy wśród przystawek jest tatar - 46 zł i to cena dość wysoka. Tylko że ten tatar ma bardzo instagramowy look, ciekawe dodatki, dobre mięso, a poza tym naprawdę syci. Dania główne to koszt od 40 zł (makaron, gnocchi) do 64 (pręga wołowa). Ale można też zjeść budżetowo i to wam polecam. Cebularz kosztuje zaledwie 12 zł. Za street food dla większych głodomorów, czyli hot dogi i hamburgery, zapłacicie od 40 do 54 zł. Najdroższy jak zawsze jest alkohol, ale mam na to patent - weźcie ich radlera bezalkoholowego albo deskę degustacyjną czterech piw lanych o pojemności 0,125 ml za 30 zł. Zdecydowanie szkoda marnować potencjał tego miejsca na zapijanie się hektolitrami piwa.