To jedno z najbardziej obrzydliwych dań. W Skandynawii je kochają
Blodpalt to danie, które dla Saamów jest zwykłą zimową klasyką, a dla wielu osób poza północą brzmi jak kulinarna prowokacja. W tym przepisie liczy się nie "szok", tylko historia, warunki życia i zasada niewyrzucania niczego, co daje zwierzę.
Od setek lat kultura Saamów opiera się na hodowli reniferów. Po uboju w gospodarstwach wykorzystywano wszystkie części zwierzęcia: na jedzenie, ubrania i codzienne potrzeby. Blodpalt to sposób na wykorzystanie krwi renifera w czasie długiej, ciemnej zimy, gdy sycące potrawy miały ogromne znaczenie.
Perfekcyjna karkówka prosto z piekarnika. Każdy będzie nią zachwycony
Blodpalt w kuchni Saamów
Blodpalt przygotowywano w saamijskich domach przez setki lat, zazwyczaj zimą, gdy dzień jest krótki, a organizm potrzebuje konkretnego jedzenia. W swojej klasycznej formie to kluski podawane w zupie z mięsem renifera. Taki sposób podania nie jest przypadkowy: w zimowych warunkach wywar, mięso i sycący dodatek w jednym talerzu oznaczają ciepło, energię i pełny posiłek.
Blodpalt jest jak duma narodowa
Danie funkcjonuje przede wszystkim w północnej Skandynawii, w samym sercu regionu Sápmi. Niedawno wróciło też w kontekście współczesnych wydarzeń kulinarnych i kulturowych. Szwedzka ambasadorka kuchni saamskiej i szefowa kuchni Greta Hoover gotowała blodpalt podczas Indigenous Terra Madre w Jokkmokk w Szwecji, wydarzenia organizowanego przez Slow Food Sápmi. Przygotowała potrawę wspólnie z australijską starszą społeczności Aborygeńskiej, Aunty Beryl. Spotkanie miało charakter wymiany doświadczeń: rozmowa o podobieństwach i różnicach między mięsem renifera a mięsem kangura, o technikach, smakach i kuchennych detalach. Hoover zna przepis od dzieciństwa, bo tego nauczył ją ojciec.
Dlaczego dla jednych jest normalny, a dla innych "obrzydliwy"?
To, co w jednym miejscu jest codziennym jedzeniem, gdzie indziej potrafi zostać uznane za odpychające. Blodpalt bazuje na krwi, a dania z krwi mają w wielu kulturach status tabu albo budzą zwykłą niechęć. Często nie chodzi o smak, tylko o skojarzenia: współczesne społeczeństwa są mocno odcięte od realiów uboju i od idei wykorzystywania całego zwierzęcia.
W Sápmi patrzy się na to inaczej. Wykorzystanie krwi nie jest ekstremum, tylko elementem porządku, w którym nic się nie marnuje, a kuchnia ma odpowiadać na realne warunki, czyli zimno, ciemność, ograniczoną sezonowo dostępność i konieczność budowania sycących posiłków. Dla Saamów blodpalt jest częścią tożsamości i praktycznym jedzeniem.