Tu kiedyś była Czarcia Łapa. Dziś Popularna serwuje schabowego, o którym mówi pół Lublina
Schabowy za 27,90 zł w samym sercu Starego Miasta w Lublinie i pełna sala gości już w środku tygodnia – to wystarczyło, żeby redakcja Pyszności sprawdziła, o co chodzi z Popularną. W menu klasyki polskiej kuchni, duże porcje i desery, które dziś trudno znaleźć w kawiarniach. Czy to tylko chwilowa moda, czy rzeczywiście jedno z ciekawszych miejsc na kulinarnej mapie Lublina? Poszłyśmy, zamówiłyśmy pół karty i policzyłyśmy rachunek.
W sercu lubelskiego Starego Miasta tuż za Bramą Krakowską znajduje się lokal, którego historię zna niemal każdy mieszkaniec Koziego Grodu. Przez dekady mieściła się tu kultowa Czarcia Łapa – restauracja i kawiarnia obecna na gastronomicznej mapie Lublina już od lat 50. XX wieku.
Bywało tu pół miasta: na kawę, obiad, randkę czy spotkanie towarzyskie. Lokal doczekał się nawet swojej telewizyjnej chwili w programie "Kuchenne Rewolucje" Magdy Gessler, która próbowała przywrócić mu dawny blask. Ostatecznie jednak po latach zmian właścicielskich i trudnym czasie pandemii restauracja została zamknięta w 2020 roku.
Schabowy większy od talerza i krem sułtański na deser. Rachunek mówi wszystko
Przez długi czas nie było jasne, co stanie się z tym adresem. Pojawiały się kolejne koncepcje i zapowiedzi, ale dopiero niedawno miejsce wróciło do życia jako Popularna – restauracja, która zamiast odcinać się od przeszłości, subtelnie ją wykorzystuje. Nazwa jest nowa, ale świadomość, że to nadal jeden z najbardziej rozpoznawalnych lokali w mieście, wyraźnie unosi się w powietrzu.
Neony Bajmu i klimat PRL. Wnętrze robi dobre pierwsze wrażenie
Do Popularnej wybrałam się z koleżankami z redakcji, ciekawa, czy nowa odsłona ma szansę dorównać legendzie. Już od progu widać, że pomysł na to miejsce był przemyślany. Wnętrze jest nowoczesne i eleganckie, ale wyraźnie stylizowane na PRL – bez dosłowności i muzealnego zadęcia. Są neony i napisy z cytatami z piosenek Bajmu i Budki Suflera (lubelski akcent, który trudno przeoczyć), w tym słynne "Józek, nie daruję ci tej nocy". Za barem stoi barman w muszce, kelnerki noszą stroje inspirowane bufetowymi, a w tle płynie polska muzyka z lat 60., 70. i 80.
Choć w lokalu było tłoczno, organizacja pracy robi dobre wrażenie. Na zamówienie nie czekałyśmy długo, choć trzeba pamiętać, że składa się je przy barze – dla jednych to wygodne rozwiązanie, dla innych może być zaskoczeniem.
Zamówiłyśmy pół karty
Menu nie jest bardzo rozbudowane, ale sprawia wrażenie przemyślanego. Znajdziemy tu przede wszystkim klasyki polskiej kuchni z lekkim, współczesnym twistem i lokalnymi akcentami (np. flaki po zamojsku). Dobrym przykładem jest choćby sałatka Cezar… ze schabowym zamiast kurczaka.
Byłyśmy w cztery, więc postawiłyśmy na strategię "zamawiamy różne rzeczy i dzielimy się wszystkim". Rachunek wyniósł 320 zł, co przy liczbie dań i deserów można uznać za całkiem rozsądną kwotę.
Na stole pojawiły się: schabowy à la Popularna smażony na maśle klarowanym (27,90 zł), golas z pieczarką – kawał schabu bez panierki smażony z pieczarkami na maśle (28,90 zł), smażony ser z Zamościa z żurawiną (19,90 zł), pierogi ruskie z karmelizowaną cebulką, skwarkami i kwaśną śmietaną (35,90 zł), placki ziemniaczane z sosem wieprzowym według przepisu kupców lubelskich, podane z kwaśną śmietaną i surówką z kiszonej kapusty (40,90 zł), sałatka Cezar schabowy à la Popularna (34,90 zł), frytki (12,90 zł) i surówka z zielonego pomidora (12,90 zł). Do picia wzięłyśmy karafkę kompotu owocowego (21,90 zł), a na deser – wuzetkę, krem sułtański i miodownik (po 22,90 zł).
"Magda Gessler by pochwaliła". Co naprawdę warto tu zjeść?
Sałatka Cezar wzbudziła największe zdziwienie przy stole.
- Zaskakująca, bo ze schabowym, natomiast jak dla mnie było w niej za dużo czosnku – to jedyny minus – oceniła Kornelia. – Najbardziej smakowały mi placki ziemniaczane z gulaszem i serek zamojski. Nie jadłam takiego wcześniej.
Schabowy ma tu zresztą status niemal popisowego dania.
- Jestem tu trzeci raz na schabowym i uważam, że jest najlepszy! – powiedziała Karolina bez wahania. – Przepyszne mięso, cieniutkie, chrupiące, dobrze doprawione, panierka się trzyma. Magda Gessler by pochwaliła. Jest po prostu boski.
Magda również szybko wskazała swojego faworyta:
- Najbardziej smakowały mi placki ziemniaczane z gulaszem. Jeśli wrócę, na pewno zamówię je ponownie. Bardzo dobre były też pierogi ruskie – domowe, miękkie, naprawdę pyszne. I do tego oczywiście oranżada jak za dawnych lat.
Desery jak z dawnych lat. Krem sułtański skradł całe show
Warto zatrzymać się przy deserach, bo już sama witrynka przyciąga wzrok. Naszym numerem jeden okazał się krem sułtański – dziś rzadko spotykany w cukierniach, więc jego obecność była miłym zaskoczeniem. Bardzo słodki, kremowy, rozpływający się w ustach – idealny dla fanów klasycznych smaków.
Nie wszystko jednak wypadło równie dobrze. Wuzetka i miodownik miały imponujące porcje, ale ciasto było nieco zbyt suche, przez co zabrakło efektu "jeszcze jednego kęsa".
Czy Popularna ma szansę dorównać Czarciej Łapie? Nasz werdykt
Jedzenie jest naprawdę smaczne, ceny – jak na lokalizację na starówce – korzystne, porcje duże, a jeśli czegoś nie dojecie, bez problemu zostanie zapakowane na wynos.
Najważniejsze jest jednak coś innego: adres, który dla wielu lublinian ma niemal sentymentalną wartość, znów tętni życiem. Popularna nie próbuje być kopią Czarciej Łapy ani na siłę grać nostalgią. Zamiast tego proponuje własny pomysł na to miejsce – i wygląda na to, że goście chętnie ten pomysł kupują. My też na pewno jeszcze tu wrócimy.