Porcje jak dla drwala i kolejka przed wejściem. Odwiedziłam kultową Bidę pod Lublinem
Do Karczmy Bida zaglądamy raz na jakiś czas – zwykle wtedy, gdy wracamy z wyjazdu i potrzebujemy solidnego, rozgrzewającego posiłku. Tym razem, wracając z zimowego urlopu nad morzem, spontanicznie skręciliśmy do Bogucina.
Było późne popołudnie w środku tygodnia, a w karczmie tłoczno; mimo to udało nam się znaleźć kilka wolnych miejsc, co w Bidzie wcale nie jest standardem, czasem jest problem, żeby dostać się na parking, bo na wjazd czeka kolejka aut. Nic dziwnego, Bida to popularny lokal, oblegany zarówno przez podróżnych, jak i stałych bywalców.
Co mówią opinie i czego spodziewać się po menu?
Karczma Bida od lat zbiera mieszane, ale w większości pozytywne opinie. Goście w recenzjach internetowych najczęściej zwracają uwagę na ogromne porcje, szybkie tempo obsługi i bardzo szerokie menu. To miejsce, które wiele osób traktuje jako sprawdzony przystanek w trasie – na solidny, sycący obiad.
Gołąbki bez zawijania z kaszą jęczmienną. Z domowym sosem smakują najlepiej
W opiniach powtarza się też motyw, że nie wszystkie dania trzymają równy poziom – obok pozycji naprawdę udanych trafiają się takie, które są poprawne, ale bez kulinarnego efektu "wow".
Menu jest rzeczywiście dość obszerne i obejmuje zarówno klasykę kuchni polskiej: żurek w chlebie, flaki, barszcz z krokietem, kotlet schabowy, gołąbki, bigos myśliwski, pierogi (ruskie, z mięsem, z kapustą i grzybami, także opiekane), jak i dania z innych zakątków Europy, głównie z Włoch (carbonara czy cannelloni). Są też ryby – m.in. pstrąg czy sandacz, dania z rusztu, steki, dziczyznę i coś dla wegan oraz wegetarian (gulasz z ciecierzycy, gulasz z boczniaków czy placki ziemniaczane). A dla łasuchów kilka propozycji deserów (lody, szarlotka, sernik czy tiramisu). To sprawia, że przy jednym stole mogą spotkać się zarówno fani tradycji, jak i osoby szukające czegoś mniej oczywistego.
Co zamówiliśmy i ile to kosztowało?
Tym razem zdecydowaliśmy się na flaki (porcja 500 ml, więc wzięliśmy jedną na nas dwoje) – 28 zł, koszyk pieczywa – 7 zł, żeberka w sosie BBQ z frytkami i surówką – 56 zł, bitki wołowe z kluskami śląskimi i modrą kapustą – 62 zł oraz grog piwny – 22 zł. Do każdego dania dostaliśmy kieliszek wiśniowej nalewki gratis. Rachunek wyniósł 175 zł za dwie osoby.
To raczej średnia półka cenowa jak na restaurację przy trasie. Paragon nie powiał grozą, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę wielkość porcji. Dwie osoby mogą spokojnie najeść się jednym daniem. Z drugiej strony nie są to ceny "barowe", więc oczekiwania wobec smaku naturalnie rosną.
Flaki prawie jak u mamy, nad żeberkami muszą popracować
Na flaki czekaliśmy dosłownie kilka minut. Były gorące, esencjonalne, dobrze doprawione, z miękkimi kawałkami mięsa. Smak domowy, bez udziwnień. Nie mamy nic do zarzucenia. W koszyku z pieczywem do zupy była bułeczka, kilka kromek jasnego i ciemnego chleba… oraz cebularz. Trochę zaskakujące, ale w końcu Lubelszczyzna cebularzem stoi. Grunt, że było, czym zagryźć flaki.
Bitki wołowe okazały się jednym z najmocniejszych elementów tej wizyty. Mięso było tak miękkie, że można było jeść je bez noża – dosłownie się rozpadało. Sos intensywny, ciemny i gęsty, kluski śląskie miękkie, a modra kapusta dobrze doprawiona, bez przesadnej słodyczy oraz octowego posmaku. To danie, które spokojnie mogłoby być wizytówką lokalu.
Największym rozczarowaniem okazały się żeberka. Mięso było zbyt zwarte i gumowate, trudno oddzielało się od kości, a sos BBQ – podany w bardzo dużej ilości – całkowicie zdominował smak. Zabrakło tej charakterystycznej kruchości i miękkości, której oczekuje się po dobrze przygotowanych żeberkach.
Mimo dużego ruchu obsługa działała sprawnie. Na zupę czekaliśmy może pięć minut, na dania główne również bez przeciągania. Personel był konkretny i rzeczowy – dokładnie tak, jak można się spodziewać po miejscu, które codziennie obsługuje wielu gości.
Porcje, które trudno zjeść do końca
Jedno trzeba Bidzie oddać bez dyskusji: porcje są ogromne. Mimo że byliśmy naprawdę głodni, nie daliśmy rady zjeść wszystkiego. Na szczęście nie ma problemu z zapakowaniem dań na wynos, co przy takiej skali porcji jest wręcz koniecznością.
Jaki werdykt? Było w porządku, ale bez efektu "wow". Świetne flaki, bardzo dobre bitki, rozczarowujące żeberka. Ceny średnie, porcje ogromne, obsługa szybka, klimat typowej karczmy przy trasie. Mimo wszystko wiemy jedno – na pewno jeszcze tu wrócimy. Choćby dla wspomnień… i dla chłodnika, który Bida serwuje wiosną i latem. Słodko-kwaśny, pełen świeżych warzyw, z młodymi ziemniaczkami z koperkiem i skwarkami. Dla mnie to jeden z najmocniejszych argumentów, by ponownie zajechać do Bogucina, o ile tylko uda się znaleźć wolne miejsce. W menu wypatrzyłam też... stek z kangura, tym razem się nie skusiłam, ale następnym razem na pewno nie odmówię sobie spróbowania tego dania.