Moja siostra Monika, która właśnie wyskoczyła z partnerem na szybki city break, trafiła do lokalu Gozsdu Secret Bar, ukrytego w tętniącym życiem pasażu Dzielnicy Żydowskiej. Choć to miejsce wybitnie imprezowe i mocno turystyczne, okazało się strzałem w dziesiątkę na tradycyjny i smaczny obiad.
WIDEOKolorowe leczo w wakacyjnym wydaniu. Na jednej porcji na pewno się nie skończy
Tradycyjny paprykarz z kurczaka, czyli węgierska klasyka na talerzu
Na pierwszy ogień poszedł absolutny węgierski klasyk, bez którego wizyta w Budapeszcie po prostu się nie liczy. Chicken Paprikash, czyli kultowy paprykarz z kurczaka, wjechał na stół w towarzystwie tradycyjnych, drobnych kluseczek nokedli. Mięso było niesamowicie miękkie, ale to gęsty, esencjonalny sos paprykowy grał tu pierwsze skrzypce, pieszcząc podniebienie głębokim aromatem. Polany obficie gęstą kwaśną śmietaną, tworzył z domowymi kluskami duet idealny. Sprężyste nokedli wspaniale zbierały z talerza sos, a porcja była na tyle solidna, że z powodzeniem nasyciłaby największego głodomora po całym dniu intensywnego zwiedzania miasta.
Prawdziwe węgierskie leczo. Zapomnij o cukinii
Drugim daniem, które wywołało na stole niemałe poruszenie, było oczywiście leczo. Monika zamówiła wersję wzbogaconą o dodatkową porcję lokalnej kiełbasy, podaną w imponującej, wydrążonej chlebowej misie. To właśnie tutaj nastąpiło największe kulinarne zderzenie polskich domowych przyzwyczajeń z węgierską rzeczywistością.
- Wjeżdża moje wyczekane leczo, zaglądam do wydrążonego chlebka, a tam zero cukinii! Byłam w ciężkim szoku. Dopiero po chwili przypomniałam sobie, jak Robert Makłowicz trąbił w telewizji, że prawdziwi Węgrzy nigdy jej tam nie ładują. I wiecie co? Miał absolutną rację. Wcale jej nie brakowało. Danie było obłędnie pikantne, doprawione w punkt, a lokalna kiełbasa zrobiła taką robotę, że dojadaliśmy każdą kroplę sosu - relacjonuje Monika.
Ile kosztuje obiad w Budapeszcie? Analiza paragonu
Przejdźmy do najważniejszego, czyli do kosztów, bo to one zazwyczaj budzą największe emocje podczas zagranicznych wyjazdów. Paprykarz z kurczaka kosztował 2700 forintów, a leczo w chlebie z ekstra kiełbasą 4300 forintów. Do rachunku doliczono również obowiązkową opłatę serwisową, popularną w tamtejszej gastronomii, w wysokości 13 procent.
Cała ta obfita uczta dla dwóch osób kosztowała dokładnie 7910 forintów. W przeliczeniu na naszą walutę daje to niespełna 95 złotych. Wynika z tego jasno, że gorący, sycący i świetnie przyprawiony obiad w samym centrum europejskiej stolicy zamknął się w kwocie około 48 złotych na głowę. Taka cena za genialne doświadczenie kulinarne to ostateczny dowód na to, że Węgry to wciąż doskonały kierunek dla osób ceniących świetne jedzenie, które nie drenuje portfela. Warto łapać tanie loty, bo Budapeszt wciąż smakuje doskonale.