Ekspresowe faworki, a obłędnie pyszne i kruche. Robię je jedynie z 2 składników
Szukasz pomysłu na karnawałowy hit? Te ekspresowe faworki zrobisz zaledwie z 2 składników! Są lżejsze niż tradycyjne i obłędnie chrupiące. Odkryj włoski sekret na chiacchiere, które zawsze się udają i błyskawicznie znikają z talerza. To najprostszy przepis na domowe słodkości, jaki znasz.
Nie zawsze mam czas, żeby przygotować tradycyjne faworki, które wymagają wielu składników i długiego wałkowania ciasta. Dlatego odkryłem przepis na ekspresowe faworki, które robię tylko z dwóch prostych składników. Są niezwykle kruche, lekkie jak piórko i zawsze znikają z talerza w okamgnieniu.
Jak przyrządzić faworki, które nie są bombą kaloryczną?
Dokładny przepis na ekspresowe faworki
Tajemnica tych ciasteczek tkwi w prostocie. Do ich przygotowania potrzebuję wyłącznie dobrej jakości mąki pszennej i śmietanki 12–18 proc. Nie dodaję ani jajek, ani masła – dzięki temu ciasto wychodzi delikatne i puszyste.
Składniki:
- 2 szklanki mąki pszennej typ 550,
- 200 ml śmietanki 12–18 proc.
Do smażenia:
- olej roślinny.
Do posypania:
- cukier puder.
Sposób przygotowania:
- Przesiewam mąkę do dużej miski, wlewam śmietankę i wyrabiam mikserem przez około 5 minut, aż ciasto zacznie odstawać od ścianek.
- Przekładam ciasto na blat i ugniatam ręcznie przez kolejne 5 minut, aż stanie się gładkie i elastyczne.
- Rozwałkowuję ciasto na bardzo cienki placek, podsypując delikatnie mąką, aby się nie kleiło.
- Wycinam paski ciasta o szerokości 2 cm i długości 8–10 cm. Można nadać im efekt falowania, używając noża z ząbkowanym brzegiem.
- W dużym garnku rozgrzewam olej do temperatury 170–180 stopni. Jeśli nie mam termometru, wrzucam kawałek ciasta – jeśli od razu wypływa i skwierczy, olej jest gotowy.
- Smażę paski ciasta na złoty kolor z obu stron, po czym odsączam je na ręczniku papierowym.
- Po lekkim ostudzeniu układam ciasteczka na półmisku i obficie posypuję cukrem pudrem.
Najważniejszy etap przy przygotowywaniu ekspresowych faworków to smażenie. Olej musi być dobrze rozgrzany – idealnie 170–180 stopni. Jeśli nie mam termometru kuchennego, używam sprawdzonego triku: wrzucam kawałek ciasta. Jeśli od razu wypływa i zaczyna skwierczeć, olej jest gotowy.
Smażę faworki na złoty kolor z obu stron, a potem odsączam je na ręczniku papierowym, aby pozbyć się nadmiaru tłuszczu. Kiedy lekko ostygną, układam je na półmisku i obficie posypuję cukrem pudrem. Efekt? Lekkie, chrupiące ciasteczka, które w mgnieniu oka znikają z talerza.