Sprawdziliśmy restaurację z "Kuchennych rewolucji". 14 lat później po Gessler nie ma śladu
W 2012 roku Magda Gessler zawitała w Zielonej Górze, aby pomóc właścicielom New Namaste India przyciągnąć gości. Rewolucja została zaakceptowana i lokal działa do dziś. Sprawdziliśmy, jak radzi sobie kilkanaście lat po emisji odcinka.
Z restauracjami biorącymi udział w "Kuchennych rewolucjach" bywa różnie. Niektóre na koniec odcinka nie zdobywają akceptacji Magdy Gessler, inne nie wytrzymują presji lub po prostu i tak zamykają się po jakimś czasie. Profile społecznościowe miejsce odwiedzonych przez gwiazdę stacji TVN po emisji odcinka przeżywają prawdziwe oblężenie, opinie w Google się mnożą, ale nie każdy radzi sobie ze sławą.
Butter chicken - przepis na oryginalne danie z kurczakiem
"Kuchenne rewolucje" w Zielonej Górze
New Namaste India to jeden z nielicznych lokali, któremu Magda Gessler nie zmieniła nazwy. W 5. sezonie programu przeszedł metamorfozę, obowiązkowy remont i aktualizację menu, zachowując cały indyjski charakter. Prowadziło go polsko-indyjskie małżeństwo: Monika i Anu Bankavat, które poznało się podczas pracy na statkach pasażerskich w Stanach Zjednoczonych. Zebrali fundusze i postanowili otworzyć obiekt gastronomiczny.
Jak to jednak bywa w przypadku restauracji zgłoszonych do programu, nie było łatwo. Na początku goście chętnie odwiedzali nowy lokal, ale wysokie koszty utrzymania zmusiły właścicieli do szukania nowej lokalizacji. Padło na zielonogórski deptak, który pozornie miał być świetnym miejscem do prowadzenia gastronomii. Gości jednak zabrakło, pojawiły się głosy o wysokich cenach i w rezultacie New Namaste India świeciło pustkami.
W 2012 r. sytuację tę postanowiła zmienić Magda Gessler. W programie wprowadziła do menu swoje dania, uzdrowiła psującą się relację między małżonkami, a jej nazwisko zadziałało jak najlepsza reklama. New Namaste w Zielonej Górze działa do dziś, a portfolio właścicieli powiększyło się o lokal w Poznaniu.
Sprawdziliśmy restaurację po rewolucjach Gessler
Zielona Góra nie jest miejscem chętnie odwiedzanym przez Magdę Gessler. Do stolicy województwa lubuskiego przyjechała jedynie dwa razy: w 2012 roku do New Namaste India i w 2025 roku do restauracji Kuchnia na Górce (później zmienionej na Bistro Zielono i Już), której próżno już szukać na gastronomicznej mapie miasta.
Wnętrze New Namaste India nie pozostawia złudzeń: wystrój w stylu indyjskim, żywe kolory i obrazy nawiązujące do kultury Indii jasno pokazują, co tutaj można zjeść. W piątkowe południe rezerwacji robić nie trzeba, od ręki można było dostać wolny stolik. W tle przygrywała muzyka na żywo i chociaż zwykle to atut, tutaj była za głośna i kiepskiej jakości. Repertuar grajka szybko się jednak wyczerpał i obiad mogliśmy zjeść już w ciszy.
Karta jak w indyjskiej restauracji — dość szeroka i wypełniona klasykami. New Namaste India ma swój piec tandoori, serwuje przekąski, różne rodzaje mięsa oraz kilka deserów z mango lassi na czele. W lokalu nie znajdujemy śladów Magdy Gessler, nigdzie nie wisi jej fotografia, a i sam lokal nie promuje się już udziałem w programie. W menu nie ma również wkładki sygnowanej nazwiskiem gwiazdy. Udział restauracji w show Gessler to raczej coś, o czym wiedzą sami zielonogórzanie albo miłośnicy "Kuchennych rewolucji". ostronni goście zjedzą tutaj z błogą nieświadomością.
Indyjska uczta dla trzech osób
Na przystawkę wybieramy talerz z miksem przekąsek (45 zł). Na stole pojawiają się samosa z kurczakiem, krążki cebuli panierowane w mące z ciecierzycy, paneer pakora, czyli własnej produkcji ser z krowiego mleka w panierce z ciecierzycy oraz smażone panierowane kulki z jogurtu z delikatnymi przyprawami. Do tego zestaw sosów: czosnkowy, miętowy oraz słodkawy sos, przypominający nieco chińskie hoisin.
Wszystko chrupie, jak trzeba, ciepłe i świeże. Największe wrażenie robi na nas pakora, czyli delikatny ser. Dobry wstępniak, dla trzech osób idealny. O ile z samych krążków można zrezygnować, o tyle ser paneer okazuje się tutaj gwiazdą na talerzu.
Dania główne to miks różnych smaków. Dużym plusem jest serwowanie ich w małych kociołkach na środku stołu, dzięki czemu łatwo można się nimi podzielić. Nasz wybór pada na polecany przez właściciela tandoori murgh tikka (43,99 zł), czyli kawałki fileta z kurczaka z pieca w słodkiej papryce i przyprawach, chicken methi malai (42,99 zł) w łagodnym sosie na bazie orzechów nerkowca oraz biryani z kurczakiem (45 zł), czyli duszony ryż z mięsem i warzywami serwowany z jogurtowym sosem raita.
Dodatki trzeba zamówić osobno. Stawiamy na ryż (8,99 zł), czosnkowy chlebek naan (11,99 zł) oraz frytki z batatów (24,99 zł). Słabych punktów nie ma. Kurczak z pieca jest zaskakująco soczysty, mięso w sosie z nerkowców przyjemnie słodkie, ale nieprzytłaczające, a duszony ryż przyprawiony tak dobrze, że nawet sos raita idzie w odstawkę. Porcje dań głównych są odpowiednio duże, ale nieprzesadzone — można spokojnie się najeść, bez zostawiania resztek. Podczas zamawiania dodatków warto jednak wziąć pod uwagę ich rozmiar. O ile frytki z batatów to porcja dla jednej osoby, o tyle chlebkiem czy ryżem można się już spokojnie podzielić.
Na deser mango lassi (14,99 zł) serwowane w wysokich szklankach. To orzeźwiający, kremowy indyjski koktajl jogurtowy z dodatkiem mango. Chociaż zdobycie odpowiednio dojrzałych owoców w supermarketach nie zawsze jest proste, o tyle tutaj czuć odpowiednią słodycz. Nie jest to jednak deser z gatunku zamulających słodkością, bo jogurt i szczypta orientalnych przypraw doskonale to równoważą.
Zdaje się, że New Namaste India 14 lat po "Kuchennych rewolucjach" radzi sobie znakomicie i nie musi podpierać się już nazwiskiem znanej restauratorki. Oczywiście o ile puryści kuchni indyjskiej mogą narzekać na zbyt łagodne smaki, o tyle europeizacja tak orientalnych potraw jest nieraz bardziej niż wskazana. Wciąż jest smacznie, bogato i egzotycznie, a przy tym naprawdę przystępnie.