Turyści uwielbiają tę zupę. Doprawiają składnikiem, który wywołuje dreszcze
Ta zupa to pozycja obowiązkowa podczas wizyty na tajlandzkim rynku. Wielu turystów zajada ją ze smakiem, nie zdając sobie sprawy z tego, co znajduje się w środku. Dopiero gdy poznają listę składników, na ich twarzach pojawia się konsternacja wymieszana z odrobiną niechęci. Tymczasem to właśnie ten jeden, kontrowersyjny element odpowiada za głębię smaku, której nie da się podrobić w żaden inny sposób.
Boat noodle, znane w Tajlandii jako Kuaitiao Ruea, to esencjonalna zupa z makaronem, której aromat przyciąga tłumy turystów. Jednak to nie makaron czy mięso budzą największe emocje, lecz dodatek, który u wielu wywołuje dreszcze – świeża krew wieprzowa lub wołowa, która nadaje wywarowi unikalną gęstość i ciemny, niemal czarny kolor. W kulturze zachodniej krew w zupie bywa tematem tabu, ale dla mieszkańców Bangkoku to fundament smaku.
Rozgrzewająca zupa tajska z kalafiora. Przygotujesz ją w 30 minut
Tajska zupa z łodzi
W czasach, gdy kanały (khlongi) były głównymi elementami komunikacyjnymi miasta, zupę sprzedawano bezpośrednio z małych łódek. Sprzedawca musiał poradzić sobie sam: wiosłować, gotować, nakładać porcje i odbierać pieniądze. Z tego powodu tradycyjne porcje boat noodle są bardzo małe. Podaje się je w niewielkich miseczkach, aby uniknąć rozlania wrzącej zupy na kołyszącej się łodzi. Tradycja ta przetrwała do dziś – nawet w nowoczesnych restauracjach porcje są symboliczne, a turyści często zamawiają po kilka lub kilkanaście miseczek naraz, tworząc z nich wysokie stosy po skończonym posiłku.
To, co wyróżnia boat soup, to sposób wykończenia. Do gorącego, korzennego wywaru dodaje się odrobinę surowej krwi wymieszanej z solą i przyprawami. Krew od razu ścina się i nadaje lekko kremowy, metaliczny smak. Mimo to nie dominuje w daniu, cała moc tkwi w długo gotowanym bulionie z cynamonem, anyżem i goździkami. Dla Polaków ten koncept nie powinien być jednak aż tak szokujący – nasza rodzima czernina, przygotowywana na bazie krwi kaczki lub gęsi, opiera się na bardzo podobnej zasadzie budowania smaku i gęstości.
Zupa z krwią
W miseczce, oprócz cienkiego makaronu ryżowego, znajdziemy zazwyczaj plastry mięsa, kulki rybne lub mięsne, a także chrupiące skwarki ze świńskiej skóry i świeżą bazylię tajską. Całość dopełnia obowiązkowy zestaw przypraw na stole: cukier, ocet z chili i sos rybny, dzięki którym każdy może dopasować profil smakowy zupy do własnych preferencji. To właśnie ta intensywność i możliwość personalizacji sprawiają, że boat noodle od lat nie schodzi z listy ulubionych dań turystów odwiedzających Tajlandię.
Mimo że proces wydaje się prosty, odtworzenie autentycznego smaku boat noodle w domowych warunkach poza Azją graniczy z cudem. Nie chodzi tylko o trudno dostępną, świeżą krew, ale o całą paletę specyficznych składników. Jednym z nich jest sfermentowane czerwone tofu (red bean curd), które nadaje zupie charakterystyczną, lekko sfermentowaną nutę i specyficzny aromat. Bez tego składnika zupa traci swój azjatycki pazur.
Dodatkowo, tajscy kucharze używają mieszanek chińskich ziół leczniczych, korzeni kolendry oraz pandanu, których proporcje są często pilnie strzeżoną tajemnicą rodzinnego biznesu. To sprawia, że boat noodle pozostaje daniem, po które najlepiej udać się bezpośrednio do źródła.