Jacnia, niewielka wieś przy drodze nr 849, kojarzy się głównie z zalewem i stokiem narciarskim. Jednak dla wielu prawdziwym celem podróży jest Restauracja Mama. To tutaj, w tradycyjnej drewnianej chacie, Iwona Teterycz prowadzi miejsce, które wymyka się współczesnym standardom gastronomii. Nie ma tu eleganckich kelnerów ani sztywnych rezerwacji – jest za to klimat, który przyciąga zarówno artystów, jak i lokalnych mieszkańców.
WIDEODrobiowe roladki z zielonymi szparagami. Niezawodny pomysł na wiosenny obiad
Dziedzictwo Kory
Historia tego miejsca jest nierozerwalnie związana z Korą. Artystka, mieszkająca w pobliskim Bliżowie, była jedną z pomysłodawczyń powstania tej restauracji. Chciała mieć w okolicy miejsce "prawdziwe", gdzie można zjeść smaczny domowy posiłek w otoczeniu natury. Dziś jej obecność jest tu wciąż wyczuwalna – nie tylko przez liczne pamiątki i zdjęcia, ale też przez cykliczne koncerty z jej piosenkami, które odbywają się w restauracji, przyciągając fanów.
Kiedy wieść o otwarciu Mamy rozeszła się po okolicy, sąsiedzi zaczęli przynosić talerze, filiżanki i domowe przetwory. To właśnie dlatego każde naczynie jest tu "z innej parafii", co w połączeniu z haftowanymi serwetami, ceratą na stołach i leniwie spacerującymi kotami tworzy klimat, za którym tęsknimy – klimat kuchni u babci na wsi. Do tego miękkie poduchy i stary kredens. Tu liczy się gościnność.
Menu pisane kredą: zupa z pokrzywy, schabowy i piróg biłgorajski
W Mamie nie znajdziecie klasycznej karty dań. Menu jest sezonowe i zmienia się niemal codziennie, a aktualną ofertę można sprawdzić na kominie, gdzie jest wypisana kredą. To wymusza na kuchni absolutną świeżość.
Lokalność jest tu fundamentem. Iwona Teterycz garściami czerpie z tego, co daje Roztocze. W zależności od pory roku w menu pojawiają się zupy i pierogi ze świeżych, dziko rosnących ziół: pokrzywy, lebiody czy polnego szczawiu. Można tu trafić na tradycyjny piróg biłgorajski (wypiek z kaszy gryczanej i ziemniaków) czy słynne krężałki – małe główki kapusty kiszone w specyficznej zalewie solno-czosnkowej.
Jak karmi Mama?
Podczas naszej wizyty postawiliśmy na klasykę. Zamówienie składa się przy barze, a sztućce i kompot odbiera samodzielnie – ten brak barier sprawia, że atmosfera od razu staje się rodzinna. Na talerze trafiają dania, przy których Magda Gessler zdecydowanie nie musiałaby rzucać talerzami.
Rosół był dokładnie taki, jak powinien: domowy i przyjemnie pieprzny. Barszcz ukraiński okazał się niezwykle treściwy i esencjonalny – z dużą ilością buraczków i fasoli. To jedna z tych zup, które smakują tak autentycznie, że mogą wywołać wzruszenie. Dania główne tylko potwierdziły jakość kuchni. Schabowy był miękki, soczysty i bardzo dobrze doprawiony, a jego cienka, chrupiąca panierka idealnie trzymała się mięsa.
Zaskoczeniem były pierogi z kiełbasą. Choć połączenie wydaje się nieoczywiste, plasterki wędliny zamknięte w cienkim, miękkim cieście smakowały wyśmienicie, zwłaszcza podane z odrobiną musztardy. Przy sąsiednich stolikach widzieliśmy też pierogi z owocami, m.in. z jagodami i truskawkami, które wyglądały obłędnie i są najlepszym powodem, by do Jacni jeszcze wrócić.
Domowa szarlotka i uczciwe ceny
W dobie "paragonów grozy" Restauracja Mama jest wyjątkiem. Za dwudaniowy obiad dla dwóch osób zapłaciliśmy... 103 złote (rosół 13 zł, barszcz 17 zł, kotlet schabowy z dodatkami 38 zł, pierogi 27 zł, dwa kompoty po 4 zł). Taka cena to naprawdę miłe zaskoczenie.
Na wynos wzięliśmy jeszcze dwa ostatnie kawałki szarlotki (15 zł za porcję). Ciasto na kruchym spodzie było napakowane jabłkami i intensywnie pachniało cynamonem. Z trudem powstrzymaliśmy się, by nie zjeść go jeszcze w aucie, ale ostatecznie udało się je dowieźć do domu. Jeśli szukasz miejsca, gdzie jedzenie ma wyrazisty smak, a czas płynie inaczej, Jacnia musi znaleźć się na twojej trasie.
Katarzyna Gileta, wydawczyni Pyszności