Ulubione miejsce Kory na Roztoczu. Tu o "paragonach grozy" nikt nie słyszał, a Magda Gessler nie miałaby co robić
Choć sezon turystyczny na Roztoczu zaczyna się dopiero w maju, to pod drewnianą chatą w Jacni już w kwietniową niedzielę trudno o wolne miejsce parkingowe. Restauracja Mama to jeden z najbardziej autentycznych punktów na kulinarnej mapie regionu. Sprawdziłam, czy miejsce, które współtworzyła Kora Jackowska, faktycznie broni się smakiem, czy tylko legendą.
Jacnia, niewielka wieś przy drodze nr 849, kojarzy się głównie z zalewem i stokiem narciarskim. Jednak dla wielu prawdziwym celem podróży jest Restauracja Mama. To tutaj, w tradycyjnej drewnianej chacie, Iwona Teterycz prowadzi miejsce, które wymyka się współczesnym standardom gastronomii. Nie ma tu eleganckich kelnerów ani sztywnych rezerwacji – jest za to klimat, który przyciąga zarówno artystów, jak i lokalnych mieszkańców.
Drobiowe roladki z zielonymi szparagami. Niezawodny pomysł na wiosenny obiad
Dziedzictwo Kory
Historia tego miejsca jest nierozerwalnie związana z Korą. Artystka, mieszkająca w pobliskim Bliżowie, była jedną z pomysłodawczyń powstania tej restauracji. Chciała mieć w okolicy miejsce "prawdziwe", gdzie można zjeść smaczny domowy posiłek w otoczeniu natury. Dziś jej obecność jest tu wciąż wyczuwalna – nie tylko przez liczne pamiątki i zdjęcia, ale też przez cykliczne koncerty z jej piosenkami, które odbywają się w restauracji, przyciągając fanów.
Kiedy wieść o otwarciu Mamy rozeszła się po okolicy, sąsiedzi zaczęli przynosić talerze, filiżanki i domowe przetwory. To właśnie dlatego każde naczynie jest tu "z innej parafii", co w połączeniu z haftowanymi serwetami, ceratą na stołach i leniwie spacerującymi kotami tworzy klimat, za którym tęsknimy – klimat kuchni u babci na wsi. Do tego miękkie poduchy i stary kredens. Tu liczy się gościnność.
Menu pisane kredą: zupa z pokrzywy, schabowy i piróg biłgorajski
W Mamie nie znajdziecie klasycznej karty dań. Menu jest sezonowe i zmienia się niemal codziennie, a aktualną ofertę można sprawdzić na kominie, gdzie jest wypisana kredą. To wymusza na kuchni absolutną świeżość.
Lokalność jest tu fundamentem. Iwona Teterycz garściami czerpie z tego, co daje Roztocze. W zależności od pory roku w menu pojawiają się zupy i pierogi ze świeżych, dziko rosnących ziół: pokrzywy, lebiody czy polnego szczawiu. Można tu trafić na tradycyjny piróg biłgorajski (wypiek z kaszy gryczanej i ziemniaków) czy słynne krężałki – małe główki kapusty kiszone w specyficznej zalewie solno-czosnkowej.
Jak karmi Mama?
Podczas naszej wizyty postawiliśmy na klasykę. Zamówienie składa się przy barze, a sztućce i kompot odbiera samodzielnie – ten brak barier sprawia, że atmosfera od razu staje się rodzinna. Na talerze trafiają dania, przy których Magda Gessler zdecydowanie nie musiałaby rzucać talerzami.
Rosół był dokładnie taki, jak powinien: domowy i przyjemnie pieprzny. Barszcz ukraiński okazał się niezwykle treściwy i esencjonalny – z dużą ilością buraczków i fasoli. To jedna z tych zup, które smakują tak autentycznie, że mogą wywołać wzruszenie. Dania główne tylko potwierdziły jakość kuchni. Schabowy był miękki, soczysty i bardzo dobrze doprawiony, a jego cienka, chrupiąca panierka idealnie trzymała się mięsa.
Zaskoczeniem były pierogi z kiełbasą. Choć połączenie wydaje się nieoczywiste, plasterki wędliny zamknięte w cienkim, miękkim cieście smakowały wyśmienicie, zwłaszcza podane z odrobiną musztardy. Przy sąsiednich stolikach widzieliśmy też pierogi z owocami, m.in. z jagodami i truskawkami, które wyglądały obłędnie i są najlepszym powodem, by do Jacni jeszcze wrócić.
Domowa szarlotka i uczciwe ceny
W dobie "paragonów grozy" Restauracja Mama jest wyjątkiem. Za dwudaniowy obiad dla dwóch osób zapłaciliśmy... 103 złote (rosół 13 zł, barszcz 17 zł, kotlet schabowy z dodatkami 38 zł, pierogi 27 zł, dwa kompoty po 4 zł). Taka cena to naprawdę miłe zaskoczenie.
Na wynos wzięliśmy jeszcze dwa ostatnie kawałki szarlotki (15 zł za porcję). Ciasto na kruchym spodzie było napakowane jabłkami i intensywnie pachniało cynamonem. Z trudem powstrzymaliśmy się, by nie zjeść go jeszcze w aucie, ale ostatecznie udało się je dowieźć do domu. Jeśli szukasz miejsca, gdzie jedzenie ma wyrazisty smak, a czas płynie inaczej, Jacnia musi znaleźć się na twojej trasie.
Katarzyna Gileta, wydawczyni Pyszności