NewsyUważała, że są lepszymi kucharzami niż ci z telewizji. Prosto to tłumaczyła

Uważała, że są lepszymi kucharzami niż ci z telewizji. Prosto to tłumaczyła

Hanna Szymanderska próbuje dań Karola Okrasy
Hanna Szymanderska próbuje dań Karola Okrasy
Źródło zdjęć: © Facebook | @hanna.szymanderska

03.03.2024 15:25, aktual.: 13.06.2024 10:21

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Mawiała, że woli salceson od kawioru, a zamiast występów w telewizji, pełne rozmów, smaków i zapachów spotkania z członkiniami kół gospodyń wiejskich. Uważała je za najlepsze kucharki. W tym roku minie 10 lat od śmierci Hanny Szymanderskiej. Przypomnijmy więc sylwetkę kobiety, która legendą stała się jeszcze za życia.

Pierwsza kucharka Rzeczypospolitej, Wielka Polska Matka Karmiąca, guru polskiej kuchni regionalnej, erudytka, jurorka konkursów kulinarnych, autorka licznych książek kucharskich wydanych w kilku milionach egzemplarzy, laureatka kulinarnego Oscara, skarbnica anegdot. O Hannie Szymanderskiej, o jej wkładzie w rozpowszechnianie polskiej sztuki kulinarnej, o jej wiedzy i wielu wyróżnieniach można pisać w nieskończoność. Sama o sobie mówiła, że jest... piszącą kucharką.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Nie gryzła się w język

Hanna Szymanderska zaczęła zgłębiać świat kulinariów w latach 60. ubiegłego wieku, tuż po ślubie. To peerelowskie realia, puste półki w sklepach zmusiły ją do eksperymentowania i sprawiły, że kucharka zaczęła przelewać wiedzę na papier. Publikacja "200 potraw z warzyw" (już samym tytuł mówi nam wiele na temat zacięcia Szymanderskiej) przeszła przez gęste sito cenzury, a finalnie została wydana po pięciu latach od powstania. Mimo że odstręczyło to autorkę od pisania na pewien czas, wkrótce znów musiała usiąść przed białą kartką. W stanie wojennym straciła pracę, zaczęła więc zarabiać pisaniem felietonów kulinarnych.

Dla Szymanderskiej jedzenie było punktem wyjścia do długich i pasjonujących dyskusji. Nie skupiała się na samych przepisach, a rozwijała historie danych potraw, związaną z nimi tradycję, kulturę. Jej rękaw był pełen anegdot, ona sama do dzisiaj wspominana jest jako kobieta dowcipna (znana była z powiedzonka, że ze słodyczy najbardziej lubi śledzie), ale też niegryząca się w język. Śmieszyły ją poematy na temat dań umieszczane w restauracyjnych menu, z których – jak powiedziała w jednym z wywiadów – biła historyczna niewiedza. Kłaniała się prostocie, ubolewała nad bezmyślnym podążaniem za modą.

– Kuchnia zawsze była związana z miejscem. Uważam, że najlepiej nam służy dieta zapisana w naszych genach, czyli jedzenie produktów i potraw przygotowanych ze składników pochodzących z miejsca, w którym się urodziliśmy – powiedziała przed wieloma laty w wywiadzie z krytykiem kulinarnym Arturem Michną.
Hanna Szymanderska
Hanna Szymanderska© Facebook: Hanna Szymanderska (screenshot)

Wyznawczyni lokalności i dobrego produktu

Dosłownie studiowała kuchnię. Wiedzę na temat historii i przepisów czerpała, przesiadując w polskich i zagranicznych bibliotekach. Wertowała zapisy pamiętników, archiwalnych dokumentów, starych książek czy mało dostępnych, nawet zapomnianych źródeł. A później gotowała, eksperymentowała, testowała receptury w zaciszu własnej kuchni. Pierwszymi degustatorami byli mąż i córka.

Kuchnię regionów poznała od podszewki. Była jurorką konkursu "Nasze Kulinarne Dziedzictwo" i stałą bywalczynią festiwali kulinarnych w nawet najmniejszych miejscowościach. Szukała inspiracji i wiedzy tam, gdzie nikt nie zaglądał, później ubolewała nad tym, że zachwycamy się zagranicą, a nie doceniamy skarbów na własnym podwórku. Mawiała, że media, telewizja mają zły wpływ na polską kuchnię (choć miała swoich ulubieńców ze szklanego ekranu, chwaliła Karola Okrasę, Andrzeja Polana, Gosię Molską).

– [Telewizyjne programy kulinarne – przyp. red.] wypaczają gust i nie pokazują dobrego gotowania. Niczego dobrego nie uczą – przekonywała Szymanderska w rozmowie z Michną.

Poza tym zawsze powtarzała, że w Polsce nie ma lepszych kucharzy niż baby z kół gospodyń wiejskich. Ich wiedza i pasja były inspiracją dla Szymanderskiej. Dzięki temu doświadczeniu stworzyła istne kompendia wiedzy na temat polskiej kuchni regionalnej.

Kulinarne dziedzictwo

Jej publikacje nie przeszły bez echa. Ba! Były wielokrotnie nagradzane, a dzisiaj należą do kanonu. Początek nowego tysiąclecia przyniósł autorce pasmo sukcesów. Doceniono ją za pracę literacką w 2003 roku, kiedy otrzymała nagrodę Grand Prix od Ministra Rolnictwa za pozycję "Encyklopedia polskiej sztuki kulinarnej". Trzy lata później uhonorowano ją za książkę "Kuchnia polska potrawy regionalne" nagrodą wicepremiera i Ministra Rolnictwa, natomiast w 2007 roku w jej nieskromnym dorobku znalazło się najwyższe odznaczenie przyznawane w branży gastronomicznej – Oskar Kulinarny za książkę "Dania z Anegdotą".

Publikacje, które wyszły spod jej pióra, uczyły i nadal uczą Polaków szacunku do dziedzictwa kulinarnego i tradycji.

– Dziś ludzie nie zamówią krupniku, który lubią, tylko zupę z topinambura, chociaż im nie smakuje, ale jest modna. To błąd. Tak nie powinno być. Chodzi o to, żeby ten świadomy konsument wiedział, co jest rzeczywiście dobre i warte kupienia i nie wstydził się tego – powiedziała w rozmowie z Arturem Michną. – Jeśli nie lubi kawioru, niech go nie je i nie boi się powiedzieć, że woli śledzia. Ja sama wolę salceson od kawioru i w ogóle się tego nie wstydzę!

Hanna Szymanderska zginęła w wypadku samochodowym, wraz z kucharzem Grzegorzem Komendarkiem, na drodze ekspresowej S7 w Skarżysku-Kamiennej w 2014 roku. W styczniu skończyłaby 80 lat.

Karina Czernik, dziennikarka Wirtualnej Polski

Źródła:

- krytykkulinarny.pl;

- magazyn-kuchnia.pl.

Źródło artykułu:Pysznosci.pl
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Zobacz także