Monika wybrała się na tradycyjny obiad do jednego z najstarszych lokalnych pubów i zamówiła absolutną klasykę brytyjskiej gastronomii. Przesłała mi zdjęcia talerza z osobliwym daniem i dołączyła paragon. Wnioski z tego zamówienia dają mocno do myślenia, szczególnie gdy zderzymy je z polskimi realiami.
WIDEOKotlety jajeczne z sosem z ogórków kiszonych. To połączenie nigdy nie zawodzi
Moja siostra postawiła na lokalną tradycję. Odwiedziła Blue Bell – pub w ścisłym centrum stolicy Walii, który działa nieprzerwanie od 1813 r. W Wielkiej Brytanii takie miejsca to prawdziwe instytucje. Służą nie tylko do wieczornych spotkań przy piwie, ale są przede wszystkim miejscem, gdzie serwuje się ciepłe jedzenie oparte na regionalnych składnikach. Na talerzu mojej siostry wylądowało danie o nazwie Pie of the Week, czyli pasztecik tygodnia.
To popularny na Wyspach "pie" – rodzaj wypieku z kruchego ciasta, mocno wypełnionego długo duszonym mięsem. Co ciekawe, pub nie produkuje ich masowo, lecz sprowadza od lokalnej, rzemieślniczej piekarni, co potwierdza wypalone na cieście logo.
Tajemnicze ciasto i zielona papka
Na brytyjskim talerzu obiadowym nic nie jest przypadkowe. Mięsny wypiek podawany jest na warstwie maślanego puree ziemniaczanego. Całość pływa w dużej ilości gęstego, ciemnego sosu pieczeniowego, czyli słynnego gravy. Obok mięsa ląduje z kolei dodatek, który u turystów często wywołuje konsternację – mushy peas. To rozgotowany i ugnieciony zielony groszek z dodatkiem masła, który dla Brytyjczyków jest obowiązkowym elementem wielu dań.
"Kiedy kelner postawił to przede mną, przez chwilę zastanawiałam się, jak to w ogóle zjeść. Zaskoczyła mnie ilość brązowego sosu i ta jaskrawozielona papka z boku. Wygląda to bardzo specyficznie, ale w smaku broni się znakomicie. Ciasto chrupie, mięso się rozpada, a groszek świetnie przełamuje ciężar całego dania" – zrelacjonowała mi siostra w wiadomości.
Ile kosztuje obiad w Cardiff? Brytyjski paragon znów zaskakuje
Najważniejszym punktem tej relacji są jednak koszty. Za danie główne w historycznym lokalu w sercu walijskiej stolicy siostra zapłaciła dokładnie 13,95 funta. Przy obecnym kursie walut oznacza to wydatek rzędu 70 złotych. Otrzymała za to pełnoprawne danie z rzemieślniczym mięsem i lokalnymi dodatkami.
"Spodziewałam się, że obiad w tak starym pubie mocno odchudzi mój portfel, w końcu to centrum miasta. Zapłaciłam siedemdziesiąt złotych z groszami. Jak sobie pomyślę, że w wielu polskich miastach turystycznych tyle kosztuje dzisiaj zwykły burger z frytkami albo proste danie z kurczakiem, to ten rachunek wydaje się po prostu śmiesznie niski" – podsumowała trafnie.
Porównanie brytyjskich cen z polską gastronomią wypada interesująco. Kwota 70 złotych za główne danie w restauracji w Warszawie, Gdańsku czy Krakowie to dziś często cena wyjściowa, a przecież mówimy o kosztach ponoszonych w kraju, gdzie zarobki i koszty życia są znacznie wyższe