Elita w Bridgertonach wiedziała, co dobre. To uchodziło za największe afrodyzjaki
Szanowny czytelniku, jeśli jeszcze łudzisz się, że przyjęcia londyńskiej elity początku XIX wieku polegały wyłącznie na rozmowach o pogodzie i uprzejmych ukłonach, natychmiast zajrzyj na ich stoły. To właśnie tam rozgrywały się najważniejsze intrygi. Jak wyglądało jedzenie w Bridgertonach?
Jedzenie nie było jedynie dodatkiem do balu, było manifestem pozycji, narzędziem uwodzenia i bezwstydnym pokazem władzy. W świecie Bridgertonów nic nie trafia na porcelanę przypadkiem. Każda potrawa mówi więcej niż niejedna deklaracja miłości, a niektóre składniki działają skuteczniej niż wachlarz opuszczony w odpowiednim momencie lub "przypadkiem" odkryte ramię.
Kopiec Kreta w formie rolady. Nikt się jej nie oprze
Sarnina jako królewskie mięso
Niech nie zwiedzie cię fakt, że dziczyzna jest teraz wszędzie dostępna, bo za czasów Jerzego III i królowej Charlotty, sarnina była zarezerwowana tylko dla elit. Spożywanie dziczyzny było znakiem ogromnego prestiżu. Lord Cowper zauważył, że nigdzie poza Anglią nie mógłby znaleźć sarniny o podobnej jakości. Mało tego, polowanie na królewskim terenie było surowo karane. Na pewno znalazło się mnóstwo śmiałków, którzy próbowali uszczknąć coś z królewskich lasów.
Sarnina była bardzo droga, więc niejako stała się symbolem statusu społecznego. Jeśli szlachcic serwował ją na przyjęciu, nawet słynna Lady Whistledown pochwalała go w swoich kronikach. To też wyróżniało elitę na tle nowobogackiego kupiectwa. Bo może i tamci byli bogaci, ale nie mieli dostępu do królewskich łask. Poza tym elita niechętnie chodziła na ich bale. Lordowie, Markizi i Baronowie woleli mierzyć wyżej. A nic tak nie motywuje, jak względy u samej królowej.
Słodkie przysmaki i niewolnictwo
Cukier to jedna wielka kontrowersja. Na początku słodycze były tylko na stole królewskim, z czasem nawet i mieszczanie mieli do niego dostęp. Do roku 1800 przeciętny Brytyjczyk konsumował 18 funtów cukru rocznie. Wzrost dostępności cukru miał jednak swoje ciemne oblicze. Był związany z niewolnictwem na Karaibach. Dlatego też znaczna część osób zaczęła bojkotować te produkty. Jednak większość (przede wszystkim szlachta) cieszyła się słodkimi przyjemnościami. A były one bardzo popularne na balach.
Lody w XIX wieku? Skandal. Nie dość, że kosztowne, to jeszcze wymagające lodu, soli i pracy całej armii służby. Jadano je rzadko, ostentacyjnie i wyłącznie w odpowiednim towarzystwie. Były kulinarnym odpowiednikiem diamentu: zbędne, drogie i absolutnie pożądane. Nic dziwnego, że w Bridgertonach pojawiają się w scenach flirtu i randek. Bo lody to nie deser. Lody to afrodyzjak, który rozpalał zmysły.
Herbata jako wyznacznik postawy społecznej
Herbata stała się niezbędnym elementem życia towarzyskiego i kulturalnego, a jej spożycie świadczyło o szacunku i umiarkowaniu. W serialu „Bridgerton” widzimy, jak klasa wyższa używa herbaty do podkreślenia swojego wysokiego statusu. Picie herbaty miało świadczyć o samokontroli, moralności i przynależności do "dobrego towarzystwa". Nadmiar słodyczy był niemal grzechem. Niedobór zaś oznaką wyniosłości. Jedzenie w Bridgertonach miało ogromne znaczenie socjalne.
Nic więc dziwnego, że Lady Whistledown z taką uwagą śledziła nie tylko romanse, ale i drobne przyzwyczajenia przy stole. Ba, szlachcianki czytały jej kroniki właśnie przy dobrej, ciepłej herbatce. Herbata i cukier przypominają też o nierównościach społecznych, bo biedne warstwy nie miały do nich dostępu.
Jedzenie w Bridgertonach to często afrodyzjaki.
Największym afrodyzjakiem epoki nie była konkretna potrawa. Była nim dostępność do luksusu. Sarnina, cukier, egzotyczne przyprawy, herbata: wszystko to rozbudzało pożądanie, bo było rzadkie, drogie i obciążone znaczeniem. W świecie Bridgertonów jedzenie uwodzi, dzieli i definiuje. Stoły uginają się nie tylko od potraw, ale od ambicji, sekretów, plotek, intryg i cichych rywalizacji. A gdy ostatni deser znika z talerza, jedno pozostaje pewne: najważniejsze rozmowy i tak odbyły się między kęsami.