Dochodzi godzina 22, kiedy staję przed drzwiami kultowej gdyńskiej cukierni Delicje. Drzwi otwiera mi pani Natalia. To nie jest jej pierwszy tłusty czwartek w karierze, doskonale wie, z czym to się je. W powietrzu zaczyna unosić się zapach słodkiego lukru i smażonego ciasta, ale praca tak naprawdę dopiero się rozkręca. Nad wszystkim czuwa pan Jan Czyżewski, właściciel cukierni i niekwestionowany mistrz cukiernictwa. To on nastawia pierwsze ciasto na pączki. Robi to odpowiednio wcześniej, bo wyrasta przez 8 godzin. Kiedy pracownicy przychodzą na nocną zmianę, ciasto już na nich czeka.
O pączkach, tłustym czwartku, cukiernictwie i historii może rozmawiać godzinami. Ale nie dziś, bo robota pali się w rękach. Tej nocy powstanie kilka tysięcy pączków, chociaż przed laty powstawało ich w tę noc nawet 30 tysięcy. Chętnych nigdy nie brakowało.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
WIDEOSprawdziłam, jak wyglądają przygotowania do tłustego czwartku w gdyńskiej cukierni
Na produkcji powoli przybywa pracowników, a sprawne ręce kulają kolejne kawałki ciasta. Pierwsze zaskoczenie to kolor. Ciasto jest żółte, dzięki uczciwej porcji jaj. Tu nie ma miejsca na dziwne wynalazki w proszku. Na jednego pączka przypada jedno żółtko.
- Pączek musi mieć serce. Tu nie ma miejsca na kiepskie półprodukty. Jest masło, żółtka, drożdże, cukier, nasza marmolada, mąka, spirytus - wylicza pan Jan.
Receptura jest niezmienna od lat. Pan Jan przechowuje ją w skrzętnie zapisanych notatkach, ale po dziesiątkach lat pracy zna ją na pamięć.
Pierwszy etap to wyrabianie ciasta. Wyrasta w cieple, pod bawełnianą ściereczką. Ciepło to zresztą ważny element na produkcji. Kiedy pomieszczenia się nagrzewają, proces wyrastania przebiega szybciej.
Ciasto dzieli się na porcje i formuje kulki. Pracownicy wagę mają już w oczach: odrywają kawałek za kawałkiem, niemal za każdym razem trafiając co do grama. I znów potrzeba trochę cierpliwości, bo pączki muszą podrosnąć.
- W tym roku przygotujemy na spokojnie 3 tysiące pączków. Jeśli będzie dużo chętnych, będziemy jeszcze jutro je dorabiać - zapewnia pan Maciej, menedżer cukierni.
Olej musi być świeży
Gdy pączki podrosną, trafiają na olej. Świeży, bo inaczej cały trud włożony w ich przygotowanie pójdzie na marne. Wymienia się go w trakcie smażenia, kontroluje czystość i temperaturę. Do przewracania służy drewniany patyk. Usmażone pączki nabierają idealnie złotego koloru, a ich powierzchnia staje się chrupiąca, podczas gdy środek pozostaje miękki i puszysty. W tym właśnie tkwi sekret idealnego pączka.
Następnie pączki nadziewane są na maszynę i wypełniane dżemem. Nie może być go za dużo, ani za mało. Później jeszcze gęsty lukier, posypka i gotowe. Żeby polewa nie pękała, dodaje się do niej agar. Pączek za pączkiem, jeden po drugim, błyskawicznie lądują na dużych tacach.
- Tutaj jeszcze się rozkręcamy, później będzie jeszcze szybciej - śmieje się pani Natalia.
Przecieram oczy ze zdumienia: to da się robić to jeszcze szybciej? Pracownicy uwijają się jak mrówki, praca nabiera tempa. Nikt sobie jednak w drogę nie wchodzi, działają jak jedna, wielka, dobrze naoliwiona maszyna. Każdy ma swoje zadanie i wykonuje je z precyzją. Jednocześnie wszyscy się uśmiechają, ktoś zbiera zamówienia na kawę, słychać żarty i śmiech. Na pytanie, czy po tylu godzinach smażenia mają jeszcze ochotę na ich jedzenie, wszyscy chórem odpowiadają: "oczywiście!".
Klasyka zawsze się obroni
Chociaż na pączkowym rynku znaleźć można wiele wynalazków i nietypowych smaków, w Delicjach królują klasyczne marmolady. Jest lukier i dekoracja z płatków róży, skórki pomarańczowej lub chabrów. Każdy pączek ląduje w papilotce, żeby ułatwić klientom jedzenie. A tych nie brakuje, bo w tłusty czwartek już od rana ustawiają się kolejki. Chociaż konkurencja jest spora, to klasyka zawsze się obroni. W szczególności, gdy serwuje się ją w taki sposób.
Gdy dochodzi 1:00 w nocy, zamykam za sobą drzwi cukierni. Tam jednak trwa praca, powstaje pączek za pączkiem. Warto pamiętać o tym rano, gdy ustawimy się w kolejce. W tych pączkach jest coś więcej niż tylko ciasto i nadzienie. Jest w nich energia nocnej zmiany, ich uśmiechy i serce, które włożyli w przygotowanie pączków.
Ewa Malinowska, Wirtualna Polska